POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 12 (12) z dnia 2016-12-14; Pomocnik Historyczny. Nr 6. Biografie. Franciszek Józef I; s. 70-75

Postać

Adam Kożuchowski

„Nasz cesarz najlepszy”

Czym zasłużył sobie na sympatię – choć prawie nikt nie uważał go za wybitnego – i czym zamknął usta krytykom?

Patron la belle époque. Postrzegany jako dobroduszny starszy pan, a zarazem pełen godności najdostojniejszy europejski monarcha Franciszek Józef I był już za życia, a tym bardziej po śmierci, patronem la belle époque w wydaniu środkowoeuropejskim. „Żal mi tych wszystkich, którzy nie przeżyli za młodu ostatnich lat ufności do wspólnoty europejskiej – wspominał pisarz i dramaturg Stefan Zweig. – Ten tylko, kto przeżył ową epokę wiary w świat, zrozumie, że wszystko, co nastąpiło później, było już tylko regresją i mrokiem”. Trzeba pamiętać, że w schyłkowych Austro-Węgrzech pod wieloma względami rzeczywiście żyło się lepiej niż po 1918 r. Epoka międzywojenna przyniosła niepodległość większości (choć przecież nie wszystkim) narodom monarchii, ale także inflację i kryzys ekonomiczny, polityczną niestabilność, przewroty i dyktaturę, a także brutalizację życia publicznego. I wojna znacząco zachwiała wiarą w postęp, rozum, humanitaryzm. Z perspektywy lat zatem Austro-Węgry zdawały się krajem stabilnym, bezpiecznym i o wiele bardziej liberalnym niż to, co przyszło po nich. Polscy parlamentarzyści, bici w Brześciu przez polskich oficerów za odmowę podporządkowania się Piłsudskiemu, wspominali z rozrzewnieniem pobyt w c.k. więzieniu. Jak to ujął pisarz Robert Musil: „W Cekanii geniuszy uważano za łobuzów, ale też nigdy, jak zdarzało się to gdzie indziej, nie uważano pierwszego lepszego łobuza za geniusza”.

Dał poddanym święty spokój. Pozytywny wizerunek Austro-Węgier na Zachodzie ukształtowali w znacznej mierze emigranci, tacy jak polski Żyd Ludwik Namierowski, który jako Lewis Namier został brytyjskim dyplomatą i czołowym historykiem okresu międzywojennego. Po dojściu do władzy Hitlera i zajęciu większości krajów byłej monarchii przez Armię Czerwoną w jego ślady poszło dziesiątki autorów, którzy zrobili kariery na zachodzie Europy i w Stanach. Ich punkt widzenia można streścić następująco: Austro-Węgry rozpadły się pod wpływem narastającego nacjonalizmu, a ponieważ wiadomo, do jakich okropności popchnął Europejczyków nacjonalizm w XX w., monarchia Habsburgów, choć anachroniczna, nie była taka zła. Franciszek Józef nie był, niestety, władcą wybitnym, ale przynajmniej pod jego rządami jeśli ktoś nie interesował się polityką, to nie musiał – i polityka się nim nie interesowała, a to z perspektywy doświadczeń z totalitaryzmem już bardzo wiele.

Stanisław Vincenz w pierwszej księdze „Na wysokiej połoninie” ustami wójta wsi Żabie następująco streścił zalety rządów cesarza: „Przecie są tacy, co mówią, że car ruski najlepszy, bo prawosławny, to znaczy twardy i strasznie mocny, a inni, że Francuz, bo choć trochę miękki, sama delikacja, głowa nie żadna kapusta, a ja mówię, ja wójt Żabiego, nasz cesarz najlepszy, ani twardy, ani miękki, bo nam dowierza, daje nam borgi wielkie, daje konstytucję, to znaczy daje nam spokój”.

Ojciec ludów. Franciszek Józef za geniusza nigdy nie uchodził ani nie miał takich ambicji. Fenomen jego popularności zasadzał się raczej na tym, że umiejętnie eksponował swoją przeciętność, a ponadto na pozornej apolityczności jego osoby – jako stojącego ponad politycznymi sporami ojca „swych ludów”.

Sprzyjały mu dwa czynniki. Po pierwsze, Franciszek Józef był głową najstarszej i najbardziej utytułowanej dynastii w Europie (art. s. 14), a na dodatek rządził swą monarchią 68 lat, przeżywając większość swych premierów, ministrów i politycznych oponentów. W tym kontekście łatwo było postrzegać go jako postać stojącą jednocześnie ponad i z boku bieżących konfliktów politycznych. Po drugie, w końcowych dekadach swego istnienia Austro-Węgry były nękane nieustannymi sporami skłóconych narodowości, partii i stronnictw. Niemcy byli nieustannie skłóceni z Czechami i Słoweńcami, Polacy z Ukraińcami, Przedlitawia z Zalitawią, Serbowie z Chorwatami, Węgrzy z Serbami i Rumunami, socjaldemokraci z konserwatystami i chadekami. W tym galimatiasie wszyscy czuli się niepewni i nikomu nie przychodziło do głowy porywać się na autorytet Najjaśniejszego Pana; przeciwnie: wszyscy marzyli o przeciągnięciu go na swoją stronę. Nawet socjaldemokraci – z pozoru rewolucyjni marksiści – w wydaniu austriackim przezywani byli Burgsozialisten, pałacowymi socjalistami, pozostającymi w zaskakująco dobrych stosunkach z tronem.

Z dala od ideologii narodowej. Osobisty autorytet i popularność Franciszka Józefa paradoksalnie czerpały ze słabości jego państwa i jego ideowych fundamentów. Wszystkie sąsiednie monarchie – przede wszystkim Niemcy i Włochy, ale także Rosja, Turcja i nowo powstałe królestwa na Bałkanach – głośno odwoływały się do ideologii narodowej jako źródła politycznej legitymizacji i podstawy lojalności i patriotyzmu obywateli. Tymczasem Austro-Węgry nie miały nawet niebudzącej wątpliwości nazwy. Fundamentem austro-węgierskiego patriotyzmu musiała być zatem lojalność wobec osoby władcy. Stąd też Franciszek Józef był dla swego kraju kimś znacznie więcej niż inni monarchowie. Jego urodziny i rocznice wstąpienia na tron były głównymi świętami państwowymi.

Na Węgrzech przeważał pogląd, że jego ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]