POLITYKA

Czwartek, 29 czerwca 2017

Polityka - nr 4 (6) z dnia 2017-04-26; Pomocnik Historyczny. 2/2017. Biografie. Tadeusz Kościuszko; s. 42-51

Konteksty

Łukasz Przybyło

„Nic nie może prześcignąć jego zapału”

W drugiej ojczyźnie, Ameryce.

Droga do Ameryki. Prawdopodobnie w czerwcu 1776 r., jeszcze przed ogłoszeniem Deklaracji Niepodległości (4 lipca) przez amerykański Kongres Kontynentalny, Tadeusz Kościuszko wsiadł na statek płynący przez Santo Domingo do Ameryki. Dlaczego w ogóle udał się do kolonii brytyjskich? Wydaje się, że po niepowodzeniu w znalezieniu posady najpierw w Dreźnie, potem we Francji nie miał wyjścia – musiał zaryzykować. Miał asa w rękawie – list polecający wystawiony przez ks. Adama Czartoryskiego do Charlesa Lee, osoby wpływowej wśród amerykańskich kolonistów. Lee to niezwykle ciekawa osoba. Przybył do Polski zaraz po koronacji Stanisława Augusta Poniatowskiego i po zakończeniu wojny siedmioletniej (1757–63) jako były już oficer armii brytyjskiej. W 1765 r. dzięki listom polecającym otrzymał stanowisko królewskiego adiutanta. Przez cały czas pobytu w Polsce korzystał z gościny ks. Adama Czartoryskiego, z którym był w niezwykle przyjaznych stosunkach. Po czterech latach w 1769 r. w stopniu generała wojsk polskich opuścił Rzeczpospolitą, utrzymywał jednak ożywioną korespondencję zarówno z królem, jak i Czartoryskim.

Lee wyemigrował w 1773 r. do Ameryki i szybko stał się znanym szermierzem wolności kolonistów, w czym zapewne nie przeszkadzał mu znaczny majątek. W takiej sytuacji list polecający dla Kościuszki mógł być użyteczny, choć nie gwarantował zatrudnienia. Nie bez znaczenia musiała też być chęć walki o wolność i realizację ideałów oświeceniowych – już za 13 lat wybuchnie rewolucja francuska. No i podróż na koniec świata, jakim była wówczas Ameryka, możliwość przeżycia przygody mogły kusić.

Szybka nominacja. Na przełomie lipca i sierpnia 1776 r. Kościuszko przybył do Filadelfii – 30-tysięcznego miasta, które polskim oficerem raczej nie wstrząsnęło. Charles Lee walczył z Anglikami w Karolinie Południowej, Kościuszko nie mógł się więc z nim spotkać i przekazać listu. Niemniej szczęście się do niego uśmiechnęło. Filadelfia, pełniąca ówcześnie funkcję stolicy i siedziby Kongresu Kontynentalnego, była zagrożona inwazją angielską od strony morza przez rzekę Delaware. Kościuszko przygotował projekt fortyfikacji miasta i przekazał go Kongresowi 30 sierpnia 1776 r. Sprawa utknęła w biurokratycznych trybach amerykańskich urzędów, jednak rozeszła się informacja o tym, że w mieście przebywa uzdolniony europejski inżynier wojskowy.

W październiku zjawił się na kilka dni w Filadelfii Lee i kariera Kościuszki nabrała tempa. Choć nie ma na to dowodów, jednak szybka nominacja Polaka raczej nie mogła mieć miejsca bez wpływowej protekcji. 18 października 1776 r. Kongres wydał dokument, w którym „postanowił, że Thaddeus Kosciuszko, Esq. ma być mianowany inżynierem w służbie Stanów Zjednoczonych, z pensją 60 dolarów miesięcznie i w randze pułkownika”.

Nowy przydział. Zaraz po nominacji na stopień pułkownika Kościuszko otrzymał wynagrodzenie 50 funtów za projekt fortyfikacji Filadelfii. Prace ruszyły z kopyta i przez parę tygodni wznoszono umocnienia i wbijano pale w dno rzeki Delaware, aby uniemożliwić Anglikom desant. Sława Kościuszki rozeszła się wśród amerykańskiej generalicji. George Washington w jednym z listów pisał: „Żaden z francuskich dżentelmenów, których widziałem tu z nominacjami, nie zdawał mi się mieć jakiegokolwiek pojęcia o sprawie budowania fortyfikacji. Natomiast w Filadelfii jest jeden, o którym mi mówiono, że jest zdolny, ale go nigdy nie widziałem”.

W lutym 1777 r. komendantem Filadelfii został gen. Horatio Gates, przyjaciel Lee, były oficer armii brytyjskiej, który po wojnie siedmioletniej osiadł w Ameryce. Gates szybko poznał się na Kościuszce i gdy otrzymał dowództwo nad armią mającą zabezpieczyć Stany Zjednoczone od strony Kanady, skąd spodziewano się ofensywy angielskiej, zapragnął mieć go w swoim sztabie. Polak zgodził się na nowy przydział, choć oddalało go to od centrum decyzyjnego armii amerykańskiej oraz jej głównodowodzącego – George’a Washingtona. Widocznie pociągała go chęć wykazania się w realnej walce.

Przełom pod Saratogą. Pierwsze doświadczenia w kontakcie z amerykańskimi oficerami w forcie Ticonderoga nie były zachęcające. Fort ten zdobyli podczas wojny siedmioletniej Anglicy, ale jego umocnienia w 1777 r. były już nienowoczesne i źle przygotowane przez lokalnych dowódców. Bez jasnych pełnomocnictw Kościuszko nie chciał wchodzić w spory kompetencyjne z Amerykanami, choć przygotował szkice dotyczące ufortyfikowania Ticonderogi, z uwzględnieniem kluczowej pozycji dla baterii artylerii na wzgórzu o nazwie Głowa Cukru. Lokalni oficerowie, najprawdopodobniej z powodów prestiżowych, nie posłuchali przybysza i przygotowywali umocnienia tak, jak do walki przeciw czerwonoskórym, a nie nowoczesnej armii angielskiej, liczącej ok. 8 tys. żołnierzy i 138 dział. Anglicy pod dowództwem gen. Burgoyne’a szybko dostrzegli wartość taktyczną Głowy ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Wojna o niepodległość Ameryki 1775-81

    Wojna o niepodległość Ameryki 1775-81 - [rys.] Marek Sobczak