POLITYKA

środa, 27 września 2017

Polityka - nr 12 (12) z dnia 2016-12-14; Pomocnik Historyczny. Nr 6. Biografie. Franciszek Józef I; s. 64-68

Postać

Piotr Szlanta

„Poznałem, co to znaczy być pokonanym wodzem”

Wszystkie wojny Franciszka Józefa I

Wojna pierwsza: z Włochami. Już od najmłodszych lat przyszły cesarz fascynował się wojskiem. W wieku 20 miesięcy ćwiczył w pokoju dziadka krok defiladowy, a po ukończeniu trzeciego roku życia znał dystynkcje żołnierskie i mundury wielu pułków. W tych ostatnich, szytych na miarę, chodził od czwartego roku życia. W wieku 13 lat został tytularnym dowódcą 13. pułku dragonów.

Pierwszy raz znalazł się na froncie, gdy jako 18-latek został wysłany do Królestwa Lombardzko-Weneckiego w czasie Wiosny Ludów, aby obserwować poczynania wytrawnego dowódcy Josepha Radetzky’ego, który gromił wojska Piemontu. Feldmarszałek nie poświęcił plączącemu się przy sztabie arcyksięciu większej uwagi, ten zresztą szybko został odwołany do Wiednia.

Kochający manewry. Już jako cesarz intensywnie zajmował się sprawami wojska, poświęcając im wiele czasu. „Wszystko, co wojskowe, jest mi bliskie” – deklarował. Podczas pobytu w Wiedniu często jeździł do siedziby Ministerstwa Wojny. Od początku panowania odbywał podróże inspekcyjne i oglądał manewry organizowane w różnych prowincjach imperium. Gdy był jeszcze w pełni sił, te wyprawy trwały po kilka tygodni. Tak było np. w czerwcu 1855 r., gdy odwiedził Bukowinę i Galicję (na manewrach w Galicji był m.in. w latach 1880 i 1896 w Mościskach, w 1900 r. w Jaśle i w 1906 r. w Cieszynie), czy w styczniu 1862 r. podczas wizytacji garnizonów w północnych Włoszech. Później składał głównie wizyty jednodniowe, ale z nich nie rezygnował.

W ocenie monarchy manewry pełniły bardzo ważną funkcję – generalnej próby przed „morderczą wojną”. Z niechęcią odnosił się do ćwiczeń walk pozycyjnych (okopowych), gdyż wtedy – jak twierdził – „widać tylko klęskę, a nie widać manewrów”. Zdecydowanie mniej czasu poświęcał marynarce, uważając ją za kosztowny balast (pochłaniała 15 proc. budżetu na obronność). Po raz ostatni instalacje morskie w Puli na półwyspie Istria wizytował we wrześniu 1902 r. Nigdy nie założył munduru admiralskiego.

Związany z oficerami. Specjalna więź, przypominająca feudalne relacje suwerena z wasalami, łączyła Franciszka Józefa z korpusem oficerskim. W swej relacji z Wiednia z września 1900 r. brytyjski dyplomata sir Horace Rumbold donosił centrali: „Jego Wysokość jutro z rana wyjeżdża z Wiednia na manewry wojskowe do Galicji, zakrojone tego roku na wyjątkowo dużą skalę. Jego Wysokość nigdy nie jest tak szczęśliwy, jak pośród swoich oddziałów”. Etos c.k. oficera zakładał apolityczność (w praktyce oficerowie w swej masie byli umiarkowanie konserwatywni), wrogość wobec wszelkich nacjonalizmów, oddanie austriackiej idei państwowej i swemu suwerenowi, cesarzowi. Przy rekrutacji do korpusu oficerskiego nie zwracano uwagi na narodowość i religię kandydata.

Cesarz trzymał się natomiast na dystans od podoficerów i szeregowych. Nigdy nie zdobył się choć na chwilę rozmowy z prostymi żołnierzami. Taka bowiem poufałość była niezgodna z jego wizją władzy i autorytetu cesarskiego.

Myślący archaicznie. Jednak mimo zainteresowania wojskiem, zdaniem wielu obserwatorów Franciszek Józef I pozostawał w sprawach militarnych dyletantem, koncentrującym uwagę na sprawach drugorzędnych, takich jak perfekcyjna organizacja parad czy nienaganny wygląd mundurów żołnierzy podczas przeglądu wojsk. Wysokie stanowiska dowódcze powierzał często członkom Domu Habsburgów, którzy się do tego po prostu nie nadawali.

Miał także żyć w świecie dawno nieaktualnych wyobrażeń na temat pola walki. Dowodził tego np. jego stosunek do kawalerii. Akceptował poglądy generalnego inspektora tej formacji Rudolfa von Brudermanna, który oponował przeciw wprowadzeniu nowinek, np. mundurów maskujących. Jak argumentował, nie można przecież pomalować koni na szaro. Podczas manewrów w 1913 r. przekonywał także, że kawaleria podczas szarży będzie w stanie – choć wysokim kosztem – zdobyć stanowiska karabinów maszynowych.

Wojskowi manewry z udziałem kawalerii określali prześmiewczo bitwami Zofii, a to dlatego, że żona następcy tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda bardzo lubiła przyglądać się szarżom głębokich ugrupowań jazdy. Także Franciszek Józef nie dostrzegał tu konieczności zmian. Trzeba jednak przyznać, że nie tylko nad Dunajem na początku XX w. hołdowano anachronicznym poglądom na rolę kawalerii.

Ufający armii. Także w monarchii naddunajskiej armia stała na straży uświęconego tradycją porządku politycznego i społecznego. Sam Franciszek Józef przekonał się o tym już na początku panowania. Jak powiadano później, w latach 1848–49 Austrię ocalił bunt trzech generałów: Feliksa Schwarzenberga, Alfreda Windisch-Grätza i Josipa Jelačića, którzy na własną rękę, bez rozkazu z góry, rozpoczęli tłumienie narodowych wystąpień w Czechach, Galicji, północnych Włoszech i na Węgrzech (tu Habsburgów wsparły wojska carskie). Cesarz nigdy nie zapomniał, że to właśnie armia uratowała wtedy państwo i tron. Wojsko określał mianem zaprawy murarskiej, która spajała całą budowlę, jaką była monarchia habsburska.

Po pacyfikacji rewolucji władze austriackie przystąpiły do budowy już poza rogatkami Wiednia (którego mieszkańcy podczas Wiosny Ludów kilkakrotnie się buntowali i sięgali po broń) ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

C.k. armia

(PS)

* Liczebność. Na obronność monarchia naddunajska przeznaczała przed 1914 r. 2,8 proc. PKB, podczas gdy Prusy – 3,5, Francja – 3,9, a Rosja – 4,6 proc. Etat pokojowy armii austro-węgierskiej wynosił w przededniu wybuchu I wojny 450 tys. żołnierzy i oficerów. W porównaniu z innymi mocarstwami (Rosja – 1,3 mln, Niemcy – 850 tys., Francja – 540 tys.) nie było to dużo. Ze względów oszczędnościowych w Austro-Węgrzech corocznie do wojska powoływano jedynie do 30 proc. potencjalnych rekrutów (w Rosji ten odsetek wynosił ponad 37 proc., Niemczech – 51 proc., a we Francji aż 83–86 proc.). W okresie przedwojennym do wojska szedł co 65 Francuz, co 98 Niemiec i zaledwie co 128 poddany Franciszka Józefa I. Podczas wojny liczebność armii habsburskiej wzrosła w ciągu pierwszych kilku tygodni do 1,7 mln, by w 1916 r. osiągnąć pułap 4,9 mln żołnierzy i oficerów.

* Organizacja. W armii habsburskiej przeważała piechota, choć w 1914 r. wciąż istniało 58 pułków jazdy. Dobrą sławą cieszyła się ciężka artyleria, zwłaszcza Chuda Emma, czyli moździerz kalibru 30,5 cm model 1911 produkowany w zakładach Škody. Jednak w pierwszym okresie wojny jedynie 20–30 proc. c.k. żołnierzy piechoty miało za sobą przeszkolenie wojskowe. Co trzeci z nich nie potrafił czytać i pisać – większy odsetek analfabetów odnotowywano w armiach włoskiej i rosyjskiej. Podstawowym karabinem piechoty był Mannlicher wzór 1895 kalibru 8 mm. Od 1907 r. zaczęto wprowadzać do służby karabiny maszynowe zaprojektowane przez Andreasa Schwarzlose. W tym samym okresie przeprowadzono reformę mundurową, wprowadzając w piechocie mundury maskujące. Od ich kolorów w Galicji zwano c.k. armię „siwym wojskiem”.

* Czynniki integrujące. Na początku I wojny światowej mimo wielonarodowego charakteru (Austriacy i Węgrzy stanowili mniej niż połowę wojsk) c.k. armia pozostawała spójna wewnętrznie. Wśród czynników ją integrujących ważnym elementem pozostawał kult cesarza i katolicyzm, który wyznawało trzy czwarte poddanych Franciszka Józefa I. Dużą rolę odgrywali kapelani, których w dywizji piechoty było aż 24, czyli cztery razy tyle co w niemieckiej. Mimo porażek, wysokich strat, narastających problemów narodowościowych czy niedofinansowania do końca wojny c.k. armia pozostawała jedną z nielicznych sprawnych instytucji monarchii naddunajskiej i zachowała zdolność bojową.