POLITYKA

Niedziela, 30 kwietnia 2017

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 69-70

Kultura

Mirosław Pęczak

1939 rock

W Polsce piewcami patriotyzmu, martyrologii i chwalebnych, choć przegranych czynów zbrojnych są dziś rockmani, hiphopowcy, muzycy reggae, a nawet weterani punku.

Polska muzyka popularna szuka dla siebie inspiracji w historii. Apogeum nastąpiło właśnie teraz z okazji rocznic: wybuchu Powstania Warszawskiego, II wojny światowej i wkroczenia wojsk radzieckich do Polski 17 września 1939 r.

Paweł Kukiz, przed laty krytyczny obserwator rodzimego obyczaju, wyznał przed kamerami telewizyjnymi, że chodzi mu o to, by słowa „Bóg – Honor – Ojczyzna” przestały być obciachem. Ta deklaracja stanowiła rodzaj komentarza do dwóch najnowszych piosenek Kukiza – „Sztajnbach” i „17 września”. Pierwsza porównuje przewodniczącą niemieckiego Związku Wypędzonych Erikę Steinbach do Adolfa Hitlera i stawia ją w roli sukcesorki paktu Ribbentrop-Mołotow, druga opisuje scenkę, w której dwaj Rosjanie piją wódkę w przerwie między kolejnymi aktami egzekucji na Polakach. Oba utwory mają charakter rocznicowy.

Piosenka o Steinbach jest elementem akcji Powiernictwa Polskiego, którego wiceprezes Tomasz Fabiszewski oświadczył: „strona internetowa Powiernictwa Polskiego oraz piosenka, której autorem i wykonawcą jest Paweł Kukiz, jest wyrazem naszego sprzeciwu w sprawie coraz bardziej nachalnych prób fałszowania podstawowych faktów historycznych”. W wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej” wiceprezes wspomniał także o zbrodni katyńskiej i pakcie Ribbentrop-Mołotow.

Przypominanie historii wojenno-okupacyjnej stało się ostatnio modne wśród muzyków. Pierwszy był zespół Lao Che, który w marcu 2005 r. wydał album „Powstanie Warszawskie”. Płyta odniosła duży sukces, a płocki zespół stał się sławny, zaproszono go na oficjalne uroczystości w Muzeum Powstania Warszawskiego i traktowano (niekoniecznie zgodnie z własną wolą) jako rockową forpocztę polityki historycznej, propagowanej przez prezydenta Kaczyńskiego i jego partię. W piosenkach wizja romantycznego zrywu splata się ze slangiem codzienności, gdzie Niemiec to „świński blondyn z trupią główką”, który „polazł ziemię gryźć”, padają bluzgi w rodzaju „kurwa Wasza Faszystowska Mać”, a powstańcze Stare Miasto zostaje zaanonsowane współczesnym kibicowskim rymem: „Witamy w krainie, w której Fryco ginie”. Jeden z recenzentów pisał: „Kiedy płocki zespół Lao Che odgrywał te piosenki na koncertach, młodzi ludzie pogowali, a kombatanci mieli łzy w oczach”.

Na fali sukcesu swojej powstańczej płyty Lao Che wystąpił na Przystanku Woodstock, gdzie spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności. W czasie tegorocznego Przystanku, podobnie zresztą jak i na poprzednich edycjach festiwalu, 1 sierpnia o godzinie 17.00 Jurek Owsiak przerwał koncert i razem z kilkusettysięcznym audytorium uczcił rocznicę wybuchu powstania chwilą ciszy i odśpiewaniem Mazurka Dąbrowskiego. To wielce symptomatyczne: impreza, która w nazwie odwołuje się do etosu hipisowskiego, całkowicie obcego dumie narodowej, celebruje rocznicę patriotycznego zrywu. Symbole pacyfizmu, zawsze eksponowane na tym festiwalu organizowanym na terenie dawnego poligonu, muszą się nagle pogodzić z gorącą afirmacją militarnego heroizmu.

Przystanek Woodstock nie był wyjątkiem w muzycznym świętowaniu 65 rocznicy Powstania Warszawskiego, bo w tym roku rzeczywiście zaroiło się od okolicznościowych przedsięwzięć. Miesięcznik „Machina” do swojego sierpniowego wydania dołączył płytę „Warszawskie dzieci”, na której pięć zespołów z Warszawy śpiewa powstańcze piosenki. Są wersje reggae, rock’n’rollowe i nawet r’n’b, co daje niekiedy efekt niezamierzonego komizmu. „Machina”, która trzy lata temu prowokacyjnie parafrazowała jasnogórski obraz Matki Boskiej, teraz wpisuje się w ton ogólnonarodowej celebry i, podobnie jak Jurek Owsiak, przekonuje sceptyków, że nawet młodzież subkulturowa i zwolennicy rozmaitych muzycznych mód mają szacunek dla polskich świętości.

Do powstańczej rocznicy dostroił się również znakomity muzyk Mateusz Pospieszalski. Jego płyta „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” zgodnie z tytułem nawiązuje do książki Mirona Białoszewskiego wydanej w 1970 r. Książka wywołała wówczas społeczną debatę. Ale któżby pamiętał, po prawie 40 latach, tamte spory? Płyta Pospieszalskiego w swoim tonie i nastroju stawia na patos, koncentruje się na martyrologii – tak jakby pomiędzy barykadą a egzekucją nie było żadnej innej rzeczywistości warszawskiego sierpnia 1944 r.

W podobnym duchu utrzymana jest płyta „Gajcy”, wydana z inicjatywy Muzeum Powstania Warszawskiego składanka 18 utworów muzycznych do wierszy Tadeusza Gajcego. Dobór wykonawców jest jednak imponujący: Kazik, Lech Janerka, Darek Malejonek, zespoły: Pogodno, Pustki, Żywiołak, Armia, Dezerter i inne.

Rocznicowa gorączka nie ominęła też L.U.C.-a, czyli Łukasza Rostkowskiego, który 17 września, w 70 rocznicę wkroczenia wojsk radzieckich do Polski, wydaje koncept-album „39/89 Zrozumieć Polskę”. Album jest w zasadzie historyczno-muzycznym słuchowiskiem, w którym cytaty z przemówień, informacje prasowe, fragmenty politycznych debat, recytacje wierszy obudowuje wielostylowa współczesna muzyka. Płyta zaczyna się od przemówienia Józefa Becka w Sejmie, a kończy słynnym wystąpieniem Lecha Wałęsy w Kongresie USA.

Łukasz Rostkowski podszedł do kwestii rocznic jednak inaczej niż większość jego kolegów muzyków. Po pierwsze, gruntownie prześledził archiwum Polskiego Radia, by przekonać się, co można wykorzystać. Po drugie, stworzył uporządkowaną narrację, któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]