POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 21 (3111) z dnia 2017-05-24; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

20 lekcji prof. Snydera

Ważna zapowiedź: już za tydzień do części nakładu POLITYKI dołączymy książkę zawierającą, dotąd niepublikowany po polsku, głośny na świecie esej Timothy’ego Snydera „O tyranii”, napisany w końcówce minionego roku, po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta USA. We wstępie do polskiego wydania Snyder zauważa, że co prawda tekst był kierowany do obywateli Ameryki, ale nie zdziwi go, „jeśli niektóre fragmenty brzmią znajomo” także w dzisiejszej Polsce. Powiem od razu: brzmią bardzo znajomo. To jeden z najciekawszych dziś tekstów o źródłach współczesnego populizmu i jego możliwych skutkach, tym bardziej przejmujący, że napisany nie przez politologa, ale wybitnego historyka, który większość swoich prac poświęcił opisowi i analizie XX-wiecznych totalitaryzmów – komunizmu i faszyzmu – oraz procesom upadku systemów demokratycznych. Timothy Snyder, profesor uniwersytetu w Yale, jest zresztą w Polsce doskonale znany. Jego książka o ludobójstwie w Europie Środkowo-Wschodniej w latach 1933–45 („Skrwawione Ziemie. Europa między Hitlerem i Stalinem”, 2015 r.) uzyskała u nas status bestsellera porównywalnego jedynie z książkami innego znającego polskie dzieje anglosaskiego historyka Normana Daviesa. W eseju „O tyranii” Snyder wciąż odwołuje się do przykładów historycznych z naszego regionu (często także do historii Polski). Dał mu podtytuł „20 lekcji z 20 wieku”.

Publikujemy, wspólnie z Wydawnictwem Znak, tę książeczkę (na lekturę wystarczy godzina–półtorej) w tygodniu, w którym powinniśmy obchodzić Dzień Wolności 4 czerwca, czyli dziś – używając retoryki władzy – Święto Wyklęte. Ten esej mógłby mieć od nas dodatkowy podtytuł „do czytania 4 czerwca”, bo w gruncie rzeczy jest to Rozprawa o Wolności, najcenniejszej, ale i najmniej docenianej wartości demokracji. Snyder zastanawia się, dlaczego ludzie dobrowolnie, na ogół zgodnie z demokratycznymi regułami, powierzają swoją wolność kolejnym demagogom i jakimi mechanizmami posługują się autorytarne władze, by potem rozszerzać kontrolę nad obywatelami. Tytuł „O tyranii”, jeśli w tym eseju szukać jakichś aluzji do współczesnej Ameryki lub Polski, wydaje się przesadny, a analogie historyczne odległe. Ale Snyder rozumie tyranię w klasycznej, antycznej wersji – jeszcze nienasyconej krwią, jak totalitarne tyranie XX w. – dla niego współczesna „tyrania” to uzurpacja władzy przez jednostkę lub grupę oraz obchodzenie prawa przez rządzących. To narzucanie i utrwalanie władzy jednej partii lub charyzmatycznego wodza, zawłaszczanie symboli, przechodzenie od agresji słownej do fizycznej i pseudoprawnej. Książka jest o tym, jak działają mechanizmy zarządzania strachem (zwłaszcza przed „obcymi” i przed terrorem), jak odbywa się wykupowanie wolności i praw obywatelskich w zamian za obietnice bezpieczeństwa i dobrobytu i jak społeczeństwa ulegają, wciąż tym samym, manipulacjom. Ale przede wszystkim książka jest o tym, co można i trzeba zrobić, zanim będzie za późno.

Dwadzieścia zaleceń Snydera to bardzo specyficzny, wydedukowany z historii XX w., podręcznik samoobrony społecznej. Niektóre z jego rad przypominają instrukcje kolportowane przez polską opozycję demokratyczną w czasach PRL. Ale są też odniesienia wyraźnie współczesne, osadzone w dzisiejszej kulturze mediów społecznościowych, postprawdy, globalizacji, terroryzmu. Nie odbierając przyjemności (i grozy) tej lektury, przywołam hasłowo kilka Snyderowskich „lekcji z XX wieku”: nie bądź z góry posłuszny; pamiętaj o etyce zawodowej; nasłuchuj niebezpiecznych słów; bądź tak odważny jak potrafisz.

Najciekawsze jest, przy pomocy jakich przykładów i argumentów Timothy Snyder rozwija te – czasem bardziej oczywiste, czasem zaskakujące („Chroń swoją prywatność”) – sugestie. Np. w sprawie prywatności autor, przez lata studiujący metody autorytarnych reżimów, zwraca uwagę, że „tyrani” zawsze szukają haków na swoich przeciwników i to głównie w ich życiu prywatnym. Zacieranie granic między sferą publiczną a prywatną to jeden z wyróżników dyktatury. „A nikt się nie obroni, jeśli jego prywatne sprawy zostaną w złych intencjach wystawione na widok publiczny”. Taka władza nie polemizuje z argumentami oponentów, ale, przy pomocy propagandowego szczucia, próbuje ich poniżać, sugerować ich rzekomą niemoralność, interesowność, nieczyste powiązania. Każdy, kto wchodzi w konflikt z niedemokratyczną władzą, musi się liczyć z pomówieniami, także atakiem na swoją prywatność. I powinien mieć tu wsparcie bliskich i środowiska.

W ogóle wiemy już, jak – wobec opresji i uzurpacji władzy – ważna jest solidarność środowiskowa. Przykład takiej spontanicznie narastającej solidarności mamy teraz w związku z festiwalem w Opolu, bojkotowanym przez coraz liczniejszych czołowych artystów (patrz s. 100). Przypominają się akcje z czasów stanu wojennego, słusznie zaliczane do dumnej legendy polskich środowisk twórczych. Jeszcze moment i wróci stare hasło bojkotu TVP: „Nie oglądamy, nie występujemy, nie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]