POLITYKA

Piątek, 21 lipca 2017

Polityka - nr 32 (2717) z dnia 2009-08-08; s. 17-19

Kraj

Marcin Kołodziejczyk

63 dni na minutę

W Muzeum Powstania Warszawskiego nie rozwiązuje się sporu o powstanie. W muzeum mówią: rozwiążcie sobie to państwo sami.

Muzeum właśnie kończy 5 lat. Otwierał je Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy. Uderzał w dzwon imienia gen. Antoniego Chruściela ps. Monter, jednego z dowódców powstania. Na internetowych forach zwolennicy bitwy sprzed 60 lat pochwalili gest prezydenta. Przeciwnicy obwiniający Montera za wygubienie 200 tys. ludzi w bezsensownej walce uznali, że oto historia posłużyła kampanii przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi. Straceńczy romantyzm powstańców, polityczna kalkulacja dowódców, zdrada aliantów i sowieckich sojuszników to wciąż gorące tematy do dyskusji o powstaniu. Spór trwa i MPW chętnie daje mu miejsce na stronach internetowych i w salach dyskusyjnych, bo sama ekspozycja ma inne cele.

– Moim podstawowym celem jest marketing historyczny, sprzedawanie powstania – przyznaje Jan Ołdakowski, dyrektor MPW. – Do tego zostałem najęty. W koncepcji budowy zakładaliśmy, że muzeum ma sens, jeśli odwiedzi nas 120 tys. ludzi rocznie. W zeszłym roku było 430 tys. Obliczamy, że w 2009 r. będzie pół miliona.

Marketingowo mówiąc, głównym targetem MPW są ludzie młodzi, pokolenie Internetu i telefonu komórkowego. Dyrektor lubi mówić o muzeum „sojusz dziadków z wnukami”, bo dzięki muzeum powstańcy wyszli z cienia po 60 latach i znów poczuli się bohaterami. Ale młodzi chętniej kupią komiks o powstaniu i kubek, na którym grafficiarz w kapturze maluje na murze kotwicę Polski Walczącej, niż sumienne opracowania naukowe. Mimo to jedną z pierwszych książek wydanych przez MPW był „Sens powstania”. W 2006 r. muzeum wydało „Pamięć dla przyszłości” – dyskusję o współczesnej edukacji patriotycznej. W tym samym czasie na forach internetowych trwała alternatywna dyskusja zainspirowana rockową płytą „Powstanie Warszawskie” zespołu Lao Che. (Greg: „Powstanie” tak szarpie po emocjach, że łzy same napływają do oczu”. Rak: „człowieku można być patriotą i nie mieć nic wspólnego z rydzykiem/giertychem/kaczyńskim”).

Na parterze muzeum kolejna dzisiaj grupa dzieci chce wiedzieć, co to za małe flagi widać za szybą i dlaczego są na nich litery WP? Przewodniczka odpowiada natychmiast: – Taka mała flaga na rękę nazywa się powstańczą opaską. A kto ma prawo nosić broń i nie jest bandytą? – pyta teraz przewodniczka. Żołnierz, mówią dzieci po namyśle. I dowiadują się, że WP znaczy właśnie Wojsko Polskie.

W specjalnej Sali Małego Powstańca, urządzonej jak świetlica szkolna, wyposażonej w zabawki (także w miniaturowe modele samolotów, czołgów i makiety ulic z powstania) dzieci ostatnio wyklejały orła ze skrawków papieru. Sala przeznaczona jest dla najmłodszych i nie ma w niej nic, co mogłoby przypominać broń. Ale MPW opiera swoją edukacyjną misję na grach dydaktycznych, dlatego dzieci dowiadują się, co to jest wojna, dlaczego jest straszna, co to są symbole narodowe – wszystko w ramach zabawy w pocztę harcerską. Im dzieci starsze, tym dowiadują się więcej. Dziewczynki czasem płaczą. MPW współpracuje z psychologiem dziecięcym.

– Bawimy się na przykład w cenzurę, jak napisać list bez treści, które mogłyby pomóc wrogowi – mówi Karol Mazur, 36 lat, historyk, kierownik działu dydaktycznego MPW. – Albo fajniejsza zabawa: rozdajemy mapki miasta z zaznaczonymi przeszkodami, a dzieci mają opracować bezpieczny szlak przerzutu poczty. Starsze dzieci bawią się na przykład w szpital polowy z misiami w roli rannych. Każdy miś dostał ranę, a my musimy ją dobrze opatrzeć. Starszym dzieciom pozwalamy czasem wkładać panterki i hełmy powstańcze.

MPW jest dziełem trzydziestolatków. Na początku lat dwutysięcznych Ołdakowski (dziś 37 lat, w 2001 r. szef gabinetu ministra kultury, do 2004 r. przewodniczący rady dzielnicy Mokotów, polonista) z kolegą Pawłem Kowalem (dziś 34 lata, w 2001 r. szef departamentu współpracy z zagranicą i integracji europejskiej w Ministerstwie Kultury, historyk) prowadzili restaurację. Chcieli zrobić konkurs o powstaniu i starali się o patronat prezydenta Warszawy. Długo zabiegali o spotkanie; wreszcie prezydent znalazł dla nich 15 minut, ale rozmowa przeciągnęła się ponad godzinę.

Pan tak pięknie opowiada, a ja potrzebuję kogoś, kto mi stworzy muzeum powstania – miał powiedzieć prezydent. Wkrótce Ołdakowski został pełnomocnikiem Kaczyńskiego do spraw MPW, a Paweł Kowal ekspertem w powstającym muzeum, a potem także kierownikiem biura prasowego prezydenta Warszawy. Obaj weszli do Sejmu z listy Prawa i Sprawiedliwości. Po wyborach parlamentarnych 2007 r. i odejściu od władzy partii Kaczyńskiego kwestia wyrzucić/nie wyrzucać Ołdakowskiego ze stanowiska dyrektora muzeum była roztrząsana w mediach, jakby chodziło o tekę w ważnym ministerstwie.

Spory polityczne, zarówno te o sens powstania, jak i całkiem współczesne, zdarzają się między zwiedzającymi MPW. Te drugie częś...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]