POLITYKA

Sobota, 24 czerwca 2017

Polityka - nr 1 (3092) z dnia 2017-01-01; s. 16-18

Temat Roku/Kraj

Mariusz JanickiWiesław Władyka

7 pytań na rok 2017

Czy gorąca końcówka 2016 r. zapowiada, że następny rok będzie przełomowy dla polskiej polityki?

W 2017 r. nie będzie co prawda żadnych wyborów, przynajmniej w normalnym trybie, ale będą w nim zachodzić polityczne procesy decydujące o roku następnym, kiedy to zostaną rozpisane wybory samorządowe – pierwsza wielka próba sił po wyborczym maratonie w 2015 r. Na sukces lub porażkę zarówno władza, jak i opozycja zapracują sobie przez najbliższe 12 miesięcy. Jakie zatem ważne wydarzenia mogą określić polską politykę? Poniżej przedstawiamy siedem kluczowych pytań.

1 Czy PiS straci większość w Sejmie?

Przy okazji ostatniego kryzysu parlamentarnego podobno wielu posłów PiS przyznawało nieoficjalnie (a niektórzy publicznie), że kierownictwo partii idzie zbyt ostrym kursem. Rzeczywiście, wielu z nich wyglądało na wystraszonych i zdezorientowanych. Gwałtowny społeczny opór, na jaki po raz pierwszy od zeszłorocznego triumfu wyborczego natrafili, spowodował być może refleksję, że PiS nie będzie rządził wiecznie, a żyć potem trzeba. Zwłaszcza że nasilają się głosy opozycji, ale i demonstrantów, że tym razem pobłażania w rozliczaniu obozu IV RP nie będzie, że pojawią się akty oskarżenia i procesy sądowe.

Trzeba pamiętać, że chociaż PiS poszedł sprytnie do wyborów jako jedna formacja, jest w istocie koalicją PiS, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Polski Razem Jarosława Gowina. Z tym ostatnim „antyPiS” wiąże pewne nadzieje. Od pewnego czasu wicepremier i minister nauki zgłasza, co prawda ostrożnie, rozmaite wątpliwości co do kilku ważnych punktów programu PiS, m.in. reformy emerytalnej, stosunku do przedsiębiorców, systemu podatkowego, nawet w kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Także po wydarzeniach 16 grudnia mówił, że obie strony muszą wykonać „krok w tył”. W głośnym sporze ministra kultury Piotra Glińskiego z prorządową TVP sprzed kilku tygodni wziął stronę Glińskiego. Gowin ma w Sejmie – jak się mówi – około dziesięciu posłów i gdyby odeszli z klubu razem z liderem, PiS mogłoby stracić większość (dzisiaj to przewaga pięciu mandatów). Wciąż jest to mało prawdopodobne, ale Jarosław Kaczyński musi się z tym liczyć, skoro stale utrzymuje bliską łączność z klubem Kukiz’15 i traktuje tę formację jako strategiczną rezerwę.

A jednak utrata samodzielnej większości (także w wyniku jakiegoś innego, nagle ujawnionego, konfliktu i rozłamu, np. w kwestii aborcji) byłaby dla PiS i całej sceny politycznej wielkim wstrząsem, także psychologicznym. PiS musiałby albo uzupełnić swój klub o kilku posłów Kukiza (w innej wersji wejść z Kukiz’15 w formalną koalicję), albo też pozostać w formule rządu mniejszościowego z korzystaniem z poparcia K’15. Byłaby to jakaś odmiana „paktu stabilizacyjnego” sprzed dziesięciu lat, który PiS tworzył wówczas z Samoobroną i LPR. Wtedy było to dla Kaczyńskiego przedsionkiem piekła i doprowadziło jego rząd do upadku. Z kukizowcami mogłoby wyglądać podobnie, nawet jeśli na początku pozornie niewiele by się zmieniło. To jednak byłoby sztukowanie suwerena w miejsce jednej, namaszczonej przez patriotycznych wyborców, „świętej” formacji.

Oczywiście Gowin, jeśli w ogóle, nie odejdzie bez politycznych profitów. Jego ambicje – jak mówią znajomi – sięgają premierostwa, na które w obecnym układzie, przy Kaczyńskim, nie ma szans i o tym wie. Pytanie, czy opozycja byłaby w stanie poświęcić się i oddać tak wiele dzisiejszemu wicepremierowi za to, że ten wraz z małą grupą odejdzie z obozu władzy? Ale bez tego rządy PiS przez najbliższe trzy lata są raczej gwarantowane.

2 Platforma czy Nowoczesna?

Sytuacja, kiedy dwie, w gruncie rzeczy podobne, partie mają po kilkanaście procent poparcia, a ich główny przeciwnik ponad 30 proc. i podaje to jako dowód absolutnej dominacji, na dłuższą metę jest nie do utrzymania. Komunikaty typu „PiS znowu miażdży konkurencję” muszą irytować, kiedy często Nowoczesna i PO łącznie mają więcej niż PiS, a wciąż muszą słuchać, że większość jest po stronie rządzącej prawicy i nikt jej nie zagraża, bo nad każdą opozycyjną partią z osobna ma kilkanaście punktów przewagi. Oczywiście są między Nowoczesną a Platformą pewne różnice, zwłaszcza w kwestiach ekonomicznych, może też w warstwie światopoglądowej, ale w gruncie rzeczy obie są traktowane przez swoich wyborców głównie jako klucze do rozmontowania władzy PiS.

Ordynacja wyborcza premiuje wyższy wynik jednej partii kosztem sumy wyników dwóch i więcej ugrupowań. Dlatego z punktu widzenia szans na pokonanie PiS lepszym wariantem jest, aby albo Petru, albo Schetyna zyskał wyraźną przewagę i dokooptował mniejszego koalicjanta. Obaj liderzy o tym wiedzą i dość zgodnie twierdzą (m.in. w niedawnych wywiadach dla POLITYKI), że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]