POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Ludwik Dorn

Ludwik Dorn

A tu zonk!

PiS wkracza w naszą codzienną rzeczywistość, boleśnie nas poszturchuje i obleśnie obmacuje.

W psychologii poznania poczesne miejsce zajmuje psychologia postaci (Gestalt), wedle której uczymy się i rozwijamy nie dzięki reagowaniu na pojedyncze bodźce (informacje), ale dzięki temu, że informacje organizujemy w rozumiane przez nas całości. Jednym z kamieni węgielnych gestaltyzmu były prowadzone przez Wolfganga Köhlera w 1913 r. na Teneryfie badania nad procesem uczenia się szympansów (badany przez psychologa szympans zwał się Sułtan i ma miejsce w historii nauki). Köhler doszedł do wniosku, że szympansy uczą się rozwiązywać problemy dzięki „nagłemu olśnieniu”, kiedy to, pstryk, nagle wszystko składa im się do kupy i już wiadomo, że trzeba jeden kijek włożyć w drugi, żeby strącić banana.

Jako antypisowski szympans w minionym tygodniu doznałem köhlerowskiego „nagłego olśnienia” i zrozumiałem, na czym polega problem większości (nie tylko antypisowskich) Polaków z obecnym obozem władzy i jak ten problem obóz władzy ze swej strony usiłuje rozwiązać.

Pstryk, i złożyły mi się do kupy informacje/bodźce bardzo niejednorodnej natury: a to roczna bezczynność MSW i policji po śmierci pana Igora Stachowiaka na wrocławskim komisariacie; a to doprowadzenie przez TVP do tego, że festiwalu w Opolu nie będzie; a to zarzucone próby uznania aborcji za niedopuszczalną i karalną; a to histeryczny apel pani premier Szydło, by Europa, tak jak Polska, powstała z kolan, bo jak nie powstanie, to będzie ciągle opłakiwać swoje dzieci mordowane w zamachach radykałów islamskich – a Polska powstała z kolan i dzieci nie opłakuje, bo nie ma u nas uchodźców muzułmanów.

Problem Polaków z obecnym obozem władzy na tym zaczyna polegać, że nijak nie daje on im wieść „życia cichego i spokojnego”, o które większość pobożnego narodu modli się w powszechnej modlitwie wielkopiątkowej – a ci, którzy się nie modlą, też nie mają nic przeciw temu, bo odsetek uzależnionych od adrenaliny mieści się w bardzo cienkim wąsie krzywej rozkładu prawdopodobieństwa Gaussa. I nie chodzi tu o to, że PiS jest w ciężkim konflikcie politycznym z opozycją antypisowską. W latach 90. ubiegłego wieku Polacy wykazywali niską tolerancję na konflikt polityczny (wieczne: czemu oni się kłócą?), ale latka leciały, naród do demokratycznej polityki przywykł i zrozumiał, że jeśli w Warszawie „chłop chłopa w łeb stosując cep zaprawił na klepisku” (sejmowym), to nie wynika z tego wcale, że do naszej wsi spokojnej i wesołej zawita czerwony kur. Nie, rzecz polega na tym, że PiS wkracza w naszą codzienną rzeczywistość, boleśnie nas poszturchuje i obleśnie obmacuje.

Głębokie zaniepokojenie śmiercią na wrocławskim komisariacie nie bierze się z tego, że PiS ustanowił krwawy reżim, ani z tego, że polska policja jest bardzo brutalna (są w krajach demokratycznych policje brutalniejsze). Okazało się jednak, że był człowiek, nie ma człowieka; że była dostępna dokumentacja, co po stronie policji było nie tak, ale ci, którzy w naszym imieniu i w naszym interesie mają policję nadzorować, swoich pięknych główek sobie tym faktem nie zawracali. W końcu okazało się, że realny i skuteczny nadzór nad policją ma nie MSW, ale prywatna telewizja komercyjna TVN. A to już wkracza w naszą codzienność, bo każdy ma jakieś choćby okazjonalne relacje z policją i jeśli wie, że policja wie, że w razie czego żadna władza zwierzchnia się o nasze prawa nie upomni, to czuje się zaniepokojony, co nie jest miłym stanem psychicznym.

Z tego punktu widzenia podobny jest przypadek tegorocznej pisowskiej kasacji festiwalu opolskiego. Mamy swój coroczny, przeżywany jako zbiorowość, cykl konsumpcji wydarzeń sportowych i kultury rozrywkowej: olimpiady, mistrzostwa w piłce nożnej, Eurowizja, gala Oscarów, różne takie, i – jako nieostatni – festiwal opolski. A tu zonk, był festiwal i nie ma festiwalu. Znów poczucie dyskomfortu, zaburzenie rytmu życia zbiorowego w dziedzinie od polityki najdalszej.

Jeśli chodzi o kwestie aborcji, to ogromna większość żyła w poczuciu, że poprzez serię poważnych konfliktów i sporów rozwiązanie, z którym „da się żyć”, zostało utarte i wymodzone. Kwestionowali to gorliwcy z jednej lub drugiej strony sporu, ale oni przez lata byli od tego, by popluwać na siebie w programach publicystycznych. Wiadomo było, że dla naszej wsi nic złego z tego nie będzie. A tu zonk – okazało się, że obóz władzy wkroczył na ścieżkę wiodącą do całkowitego zakazu i karalności aborcji. Wprawdzie pod wpływem masowego protestu z tej ścieżki zawrócił, ale kto ich tam wie, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]