POLITYKA

Czwartek, 27 lipca 2017

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 39-40

Rynek

Adam GrzeszakMagdalena Kicińska  [wsp.]

AAAAInżyniera pilnie zatrudnię

Inżynier, technik, przedstawiciel handlowy, kierowca, kucharz, sekretarka... Choć światowa gospodarka pogrążyła się w kryzysie, niektórzy fachowcy nie muszą martwić się o pracę.

Magda ma 24 lata i poważny stosunek do życia. Przed rokiem ukończyła studia na Politechnice Warszawskiej. Wydział inżynierii lądowej, specjalność drogi i mosty. Od roku pracuje jako asystent projektanta drogowego, ale już myśli o pracy na budowie. Tylko tam zdobędzie uprawnienia budowlane, dzięki którym stanie się prawdziwym drogowcem. Magda należy nie tylko do nielicznej grupy kobiet-inżynierów, bo dziewczyny unikają studiów politechnicznych (choć w ogólnej liczbie polskich studentów stanowią większość), ale w ogóle do nielicznej grupy drogowców.

Nie pamięta, kiedy podjęła decyzję, kim będzie, gdy dorośnie. Z pewnością jeszcze w podstawówce. Być może wtedy, kiedy obserwowała pracę taty, także drogowca, kończącego w domu projekty. Bardzo jej się to podobało. – Czasami pozwalał mi kolorować je kredkami. Chodniki na pomarańczowo, trawniki na zielono i tylko nie wolno było wyjść za linię! – wspomina. Rodzice nie byli zachwyceni jej wyborem, zwłaszcza mama próbowała jej wybić pomysł z głowy. Tłumaczyła, że to ciężkie studia, ciężka praca, absolutnie nie dla kobiety.

Dziś Magda widzi, że to był strzał w dziesiątkę. Upór się opłacił. Praca daje jej przyjemność i nie musi się martwić, czy znajdzie zajęcie w swoim fachu. W dziedzinie drogowej Polska ma gigantyczne zaległości – pracy nie do przerobienia, a specjalistów jak na lekarstwo. – Inżynierów drogowych z uprawnieniami nieustannie poszukują niemal wszystkie firmy z branży. A już specjaliści do budowy mostów i tuneli są wprost rozchwytywani. Mogą przebierać w ofertach atrakcyjniejszych jedna od drugiej – ocenia Aleksander Kozłowski ze spółki Gdańsk Transport Company, budującej autostradę A1 z Grudziądza do Torunia.

Inżynierów brakuje dziś nie tylko w branży drogowej. W wielu innych także. Choćby budowa infrastruktury kolejowej. Potrzeby ogromne, a w całym kraju jest zaledwie 200 fachowców tej branży. Choć skutki światowego kryzysu dotknęły polską gospodarkę, rośnie bezrobocie (w ciągu minionego roku przybyło 160 tys. osób), przedsiębiorcy wciąż nie przestają się rozglądać za kadrą techniczną.

Firma Manpower Polska, należąca do globalnego koncernu specjalizującego się w pośrednictwie pracy, badała ostatnio, jacy pracownicy są najbardziej poszukiwani. Był to element ogólnoświatowej ankiety, w której pracodawców ze wszystkich kontynentów (w sumie 39 tys. firm, z tego 750 z Polski) pytano, kogo im potrzeba.

Tak powstał ranking najbardziej pożądanych pracowników. Na czwartym miejscu znaleźli się inżynierowie. W równym stopniu marzą o nich szefowie przedsiębiorstw w Polsce co w pozostałych krajach Europy i świata. – Brak kadry inżynierskiej w Polsce to po trosze efekt transformacji lat 90. Kiedy padały wielkie peerelowskie zakłady, pracę straciło wielu inżynierów. Odeszli z zawodu, spora część założyła własne firmy, starsi są już na emeryturach. Młodzi bali się iść ich śladem, więc zaczęli omijać uczelnie techniczne. Dziś mamy tego efekty – uważa Jeremi Mordasewicz z PKPP Lewiatan, sam także inżynier.

Polscy pracodawcy należą do tych, którzy wyjątkowo często narzekają na brak fachowców. Brakuje im nie tylko inżynierów, ale także wykwalifikowanych pracowników fizycznych, średniej kadry technicznej, kierowców, przedstawicieli handlowych, a nawet kucharzy i sekretarek. Eksperci firmy KPMG, którzy przeprowadzili podobne badanie, także zwracają uwagę, że choć większość polskich firm wstrzymała rekrutację, to ciągle rozgląda się za fachowcami. Możliwe, że kryje się za tym strategia podnoszenia konkurencyjności poprzez lepszy dobór pracowników. W takich czasach lepszy jeden dobry niż trzech byle jakich. Dlatego, kto nie musi, nie tnie wynagrodzeń z obawy, by nie stracić wartościowych zasobów ludzkich.

Mamy więc paradoks – gospodarka w kłopotach, firmy zwalniają pracowników, jest spore bezrobocie, a znalezienie kompetentnych ludzi stanowi poważny problem. – Polski system edukacji zawodowej nie jest dostosowany do potrzeb rynku pracy. Dziś mści się zamykanie szkół zawodowych i techników – uważa Dagmara Bałusz z firmy Manpower Polska.

Tymczasem studenci marzą o karierze psychologa, politologa, prawnika, socjologa, dziennikarza. Polskie wyższe uczelnie dokonały pierwszych bilansów tegorocznej rekrutacji. Jak co roku oblężenie przeżywały uniwersytety. Na Uniwersytecie Warszawskim na jedno miejsce na psychologii przypadało ponad 26 osób. Na kulturoznawstwie oraz iberystyce – 25. Dziennikarstwo i komunikacja medialna – 21. Na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oblegane było dziennikarstwo (18) i filologia japońska (12). Lubelski UMCS: psychologia (11), stosunki międzynarodowe (10), dziennikarstwo (9). Politechniki cieszyły się jak zwykle dużo mniejszym zainteresowaniem. Dlatego niektóre z nich ratują się w sposób dość karkołomny, uruchamiając kierunki humanistyczne (np. socjologię czy psychologię). Niewiele pomagają intensywne akcje reklamowe (np. „Dziewczyny na politechniki!”) oraz kuszenie wysokimi stypendiami.

Ocenia się, że w 2013 r. brakować będzie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • 10 najbardziej poszukiwanych zawodów w 2009 r.

    10 najbardziej poszukiwanych zawodów w 2009 r.