POLITYKA

Poniedziałek, 1 maja 2017

Polityka - nr 1 (3) z dnia 2017-02-15; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Kobieta: instrukcja obsługi; s. 14-19

JA. Kobieta jako człowiek

Paweł Walewski

Ach, te baby

Prof. Violetta Skrzypulec-Plinta o kobiecej biologii, sile i słabościach z nią związanych

Paweł Walewski: – Przychodzi mężczyzna do ginekolożki, doświadczonej lekarki położniczki…
Violetta Skrzypulec-Plinta: – Typowy facet: zabłądził lub pomylił gabinety!

Chcę porozmawiać o kobiecej biologii. O tym, co was kształtuje, daje życiowy napęd i odróżnia od konstruktu zwanego mężczyzną.
Mamy zacząć od anatomii?

To byłoby zbyt oczywiste. Zadam trudniejsze pytanie: czy jest pani szczęśliwa, będąc kobietą?
Wszystko, co najlepsze przytrafiło mi się w życiu, zawdzięczam swojej płci. Jesteśmy pracowite, lepiej od mężczyzn zorganizowane, nie układamy się przy wódce ani nie robimy biznesów pod stołem. Już tylko dlatego miło być kobietą, czego – mam wrażenie – młodsze pokolenie nie docenia. Kiedy ostatnio weszłam na wykład dla 150 studentek położnictwa i zapytałam, czy wiedzą, że mogą się dziś uczyć dzięki poświęceniu swoich prababek walczących o prawa kobiet, nie było z ich strony żadnej reakcji! To mnie martwi, bo rośnie generacja nieprzekonana do swojej kobiecości. A ja się wciąż z jej siłą utożsamiam: uczestniczyłam w Czarnym Marszu w Warszawie, moja córka – w Krakowie. Kiedy trzeba było walczyć o pigułkę po stosunku, to w internecie pierwsza podpisałam się pod petycją.

Świadomość przynależności do płci… Kiedy się to właściwie zaczyna?
Na bardzo wczesnym etapie rozwoju, już w łonie matki. Gdy rodzice powiadomieni o płci swojego dziecka mówią do niego po imieniu, głaszcząc brzuch, to ono odbiera te bodźce. Co prawda ja akurat buntuję się trochę, kiedy matka koniecznie chce znać płeć dziecka przed porodem, bo uważam, że powinna to być dla niej radosna niespodzianka. Zresztą kiedy 31 lat temu byłam w ciąży i o badaniach USG nikt nie słyszał, słusznie przewidywałam, że urodzę dziewczynkę.

Słynna kobieca intuicja?
Jesteśmy uważniejszymi obserwatorkami i na tej podstawie budujemy swoje przeczucia. Wracając do poprzedniego pytania: ja czułam się kobietą od urodzenia. Oczywiście nie mogę tego pamiętać, ale ponoć mój tata, widząc mnie w beciku, stwierdził, że jestem ostatnią kobietą jego życia – i rzeczywiście miałam tego świadomość od najmłodszych lat. Żyłam w otoczeniu wspaniałych kobiet: mamy, która w wieku 83 lat nadal zadziwia mnie swoim intelektem i humorem, oraz babci, która stale mi powtarzała, że mam być kobietą szczęśliwą. Mówię o tym tak szczegółowo, aby udowodnić, że to wszystko wynosi się z domu. Z takim wychowaniem, jakie odebrałam, nie potrafiłabym być kobietą maltretowaną, bitą. Nasza biologia to geny i hormony, ale też życiowy szlif, który otrzymujemy od starszych pokoleń.

Wierzy pani w biologiczną i społeczną przewagę kobiet nad mężczyznami?
Oczywiście, choć w gabinecie miewam czasem wątpliwości. Jakiś czas temu była u mnie pacjentka z nieprawidłowym wynikiem cytologii, zaleciłam więc badanie wykrywające ewentualne zakażenie wirusem brodawczaka. Wczoraj przyszła z wynikiem dodatnim. Zaleciłam skorzystanie ze szczepionki przeciw HPV, co może spowolnić rozwój wirusa. A ona pełna obaw pyta, czy może zakazić męża. Oświadczyłam, że najpewniej to ją zaraził mąż i powinna mu o tym powiedzieć, na co usłyszałam: „To on mnie zabije!”. Gdzie tu siła i duma kobiet?

Słyszałem, że pacjentki uczą się ich od pani.
Mamy umowę, że nie wszystko można powiedzieć mężczyźnie, ale w moim gabinecie musimy być wobec siebie szczere. To im dodaje otuchy, a mnie utwierdza w przekonaniu, że kobiety potrafią znieść dużo więcej niż mężczyźni, bo wymaga tego od nas biologia. Miesiączkujemy, mamy zespoły napięcia przedmiesiączkowego, w okresie pomenopauzalnym, gdy brakuje wsparcia farmakologicznego, zaciskamy zęby i nie wiemy, co ze sobą zrobić. Te tysiące problemów kumulują się i uczą dzielności. Proszę spojrzeć przez pryzmat całego życia: opiekujemy się dziećmi, mężami i partnerami, starszymi rodzicami, nie zaniedbując przy tym obowiązków zawodowych.

Jak w tym kieracie zachować zdrowie?
Wbijam to do głowy pacjentkom: pani musi być zdrowa, bo są dzieci, które trzeba wychować. Mąż znajdzie sobie nową kobietę po pani śmierci, tylko to już nie będzie matka dla pani dzieci. To najbardziej trafia do przekonania, by znaleźć czas na cytologię lub mammografię i nie przespać początku nowotworu.

Czy te niespożyte siły witalne zawdzięczacie bardziej hormonom czy dwóm chromosomom X w miejsce męskiego, słabowitego zresztą, Y?
Chyba można zaryzykować stwierdzenie, że nasza moc bierze się z genów, czyli chromosomów. Hormony przestają działać z wiekiem. Gdy jesteśmy małymi dziewczynkami, też nie mamy ich zbyt wiele. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówczyni jest lekarką z 34-letnim stażem – ginekolożkąpołożniczką, seksuolożką i endokrynolożką. Kieruje Katedrą Zdrowia Kobiety i Zakładem Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, jest prorektorem tej uczelni ds. promocji i rozwoju.