POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 25 (3115) z dnia 2017-06-21; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Grzegorz Rzeczkowski

Adwokat pod presją specłużby

Ukarania adwokata oficerów wyrzuconych ze Służby Kontrwywiadu Wojskowego przez ludzi Antoniego Macierewicza żąda Piotr Bączek, szef tej służby i zaufany człowiek ministra obrony.

Bączek twierdzi, że – m.in. w wypowiedzi dla POLITYKI – mecenas Antoni Kania-Sieniawski ujawnił tajemnice jednego ze śledztw, a poza tym wprowadził w błąd warszawski Sąd Okręgowy. Według znających sprawę przedstawicieli palestry to próba wywarcia presji na adwokata, którą można kwalifikować jako utrudnianie wykonywania zawodu.

Sprawa wydaje się bez precedensu. Trudno sobie przypomnieć podobny przypadek w ostatnich latach – by służba specjalna żądała dyscyplinarnego ukarania adwokata w związku z jego działalnością i medialnymi wypowiedziami, w dodatku jedynie opierając swoje oskarżenia na spekulacjach.

Wniosek w tej sprawie Bączek, szef SKW i od lat jeden z najbliższych współpracowników ministra obrony Antoniego Macierewicza, złożył do Okręgowej Rady Adwokackiej w Częstochowie, do której należy mec. Kania-Sieniawski. Adwokat jest obrońcą i pełnomocnikiem kilku wyrzuconych z SKW oficerów i ich rodzin. Wśród jego klientów są m.in. bliscy płk. Waldemara K., który w ubiegłym roku odebrał sobie życie, nie mogąc wytrzymać presji, jakiej był poddawany w pracy. Kania-Sieniawski reprezentuje także płk. Krzysztofa Duszę oraz mjr Magdalenę E. Historię całej trójki opisaliśmy w artykule „Mali agenci” (POLITYKA 14).

Teraz – jak twierdzi mec. Kania-Sieniawski – za to, że broni oficerów, ze strony SKW spotykają go szykany. Mówi o inwigilacji – obserwujących go funkcjonariuszy wojskowego kontrwywiadu rozpoznał jego klient, były oficer tej służby. O próbach utrudniania pracy – z jednej z rozpraw SKW próbowała go wykluczyć, argumentując, że nie może w niej uczestniczyć, bo nie posiada wydawanego przez służby zezwolenia na dostęp do tajnych dokumentów (choć zgodnie z prawem o adwokaturze każdego pełnomocnika w tego typu przypadkach obowiązuje zachowanie tajemnicy). Opowiada też o naciskach, by wycofał jeden z wniosków dowodowych. – Rok temu dzwoniła do mnie ówczesna radczyni prawna SKW i namawiała, bym był bardziej pomocny, a nie tylko utrudniał. Na przykład nie pisał wniosku o wyłączenie szefa SKW z jednego z postępowań, bo on jest przecież taki dobry – twierdzi adwokat.

W skardze do ORA szef SKW zarzucił mu, że rozmawiając z POLITYKĄ oraz słowackim „Dennikiem N”, ujawnił tajemnice śledztwa w sprawie tragicznej śmierci Waldemara K. Dowodów nie podaje, pisze za to, że „ocena treści przedmiotowej publikacji, uwzględniająca dokładną znajomość zeznań poszczególnych świadków, uczestnictwo w przesłuchaniach świadków adwokata Antoniego Kani-Sieniawskiego, powoływanie się przez dziennikarza na rozmowę z adwokatem Panem Antonim Kanią-Sieniawskim reprezentującym w śledztwie żonę funkcjonariusza, który popełnił samobójstwo – uzasadnia podejrzenie popełnienia przez wskazanego adwokata przewinienia dyscyplinarnego”.

SKW zarzuca również prawnikowi działanie na szkodę wizerunku służby, w szczególności funkcjonariuszy, którzy mieli wywierać naciski na płk. K. Chodzi o słowa Kani-Sieniawskiego dla POLITYKI: „zdobyty materiał dowodowy jest tak przekonujący, że osoby odpowiedzialne za przyczynienie się do śmierci Waldemara K. już dawno powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności za popełnienie tych czynów”. To skłoniło Piotra Bączka do wniosku, który godny jest słynnego wątku o „parówkowych skrytożercach” z barejowego „Misia”: „co prawda nie są w tym fragmencie wypowiedzi adwokata podawane nazwiska funkcjonariuszy SKW, ale są one podawane w innym miejscu publikacji, co prowadzi do oczywistych skojarzeń »o kogo chodzi«”. Co jeszcze ciekawsze, mimo że ujawnianie informacji ze śledztwa jest przestępstwem, za które grozi więzienie, nic nie wiadomo, by SKW zawiadomiło w tej sprawie prokuraturę.

Podobną wagę mają inne oskarżenia SKW dotyczące rzekomych przewin Kani-Sieniawskiego. W jednej ze spraw przed sądem administracyjnym, reprezentując swoich klientów, podawał ich stopnie wojskowe. Zdaniem Bączka wprowadził sąd w błąd, bo powinien podać stopnie niższe, gdyż oficerowie – płk Krzysztof Dusza i mjr Magdalena E. – zostali przez niego zdegradowani. Tyle tylko, że nieprawomocnie, a sąd administracyjny w pierwszej instancji obie decyzje o degradacjach uznał za podjęte z naruszeniem prawa i je uchylił.

Częstochowska ORA nie doszukała się żadnych naruszeń etyki zawodowej przez Kanię-Sieniawskiego i sprawa została zamknięta (szefowi wojskowej specsłużby pozostaje jeszcze ścieżka odwoławcza). – W żaden sposób nie można przypisać mu zarzucanych w zawiadomieniu SKW czynów. Nie było absolutnie żadnych dowodów ani jakichkolwiek przesłanek, by pociągnąć pana mecenasa do odpowiedzialności dyscyplinarnej – zapewnia adwokat Marcin Kubik, kierownik referatu skarg i wniosków ORA w Częstochowie. – On mówił jedynie o słuszności racji swojego klienta. Miał też pełne prawo podawać stopnie wojskowe tak, jak je podał, bo decyzje o degradacjach nie były prawomocne.

Zaniepokojeni działaniami SKW są przedstawiciele Naczelnej Rady Adwokackiej.<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]