POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 38 (3128) z dnia 2017-09-20; s. 22-24

Społeczeństwo

Aleksandra Żelazińska

Ala ma drwala

Pod względem troski o własny wygląd panie i panowie osiągają powoli równouprawnienie. Jest popyt na urodziwych mężczyzn i jest dla nich rynek.

Całkiem niedawno wyszło na jaw, że na różne zabiegi kosmetyczno-pielęgnacyjne Emmanuel Macron przeznacza 26 tys. euro co kwartał. Sporo, ale działa. Na tle europejskich przywódców 40-letni lokator Pałacu Elizejskiego wygląda jak żwawy młodzieniec, z którym czas i stres obchodzą się łagodnie. Zdradzają wiek tylko przebłyski siwizny i zmarszczki na czole – brane za dowody troski i mądrości, więc tym lepiej.

Znamienne, że do tej pory większą sensację budzi związek Macrona z nieco starszą Brigitte niż fakt, że francuski prezydent dba o ciało. Bo to drugie jest już mało szokującym standardem, oznaką statusu, a często wręcz wyższą koniecznością. Zresztą nie tylko w prezydenckich pałacach. 28-letni Michał z Warszawy stosuje na przykład mniej kosztowne specyfiki koreańskie. Regularnie zamawia je w sieci, bo wyczytał, że jak nic na świecie wygładzają cerę i spowalniają starzenie. Ulubiony kosmetyk? Plastry na wągry. – Będę piękną dziewczyną! – śmieje się, gdy nakłada maseczkę na twarz (jeszcze jeden ulubiony upiększacz).

Michał gra w piłkę, biega, ma karnet na basen i sześciopak na brzuchu. Jest w stałym związku i na etacie. Nigdy nie pomyślał, że brakuje mu męskości. Narzeczona żartuje, że najbardziej męski jest w tej maseczce na twarzy. Albo zaczytany w „Sekretach urody Koreanek” (światowy bestseller, prezent od narzeczonej). Cowieczorne oczyszczanie twarzy to od dawna ich wspólny rytuał. Co przewrotnie potwierdza forsowaną przez psychologów tezę, że gdyby nie kobiety – do spółki z marketingowcami – dziś nie mówiłoby się tyle o „męskiej urodzie”, a mężczyźni nie przywiązywaliby do sprawy takiej wagi.

Męskość wspomagana

A przywiązują coraz większą. Z jednej strony dlatego, że mają dziś na to większe społeczne przyzwolenie, z drugiej – bo widzą, że coś można i da się w sobie poprawić. Z badań GfK Beauty 2016 wynika, że 44 proc. Polaków (płci obojga) chce wyglądać dobrze. Ale motywacje mamy różne. Kobiety dbają o siebie dla lepszego samopoczucia (65 proc.), żeby przypodobać się napotkanej pierwszy raz osobie (50 proc.) i zamanifestować swoją osobowość (48 proc.). Mężczyźni – żeby podobać się bliskim (46 proc.), zaimponować komuś atrakcyjnemu (43 proc.) i służyć potomstwu za wzór (42 proc.). 39 proc. panów zagląda do salonów piękności (przy 69 proc. kobiet).

Poza tym mężczyźni to dziś ok. 20–30 proc. pacjentów gabinetów medycyny estetycznej. Częściej niż kobiety uprawiają sport (36 proc. wobec 28 proc., TNS Polska 2015), a siłownie nadal uchodzą za ich terytoria. – W niektórych siłowniach w godzinach szczytu jest tak ciasno jak w tramwaju – komentuje Tomasz Saweczko, założyciel strony Facetem jestem i o siebie dbam.

Potężnieje też branża kosmetyczna – rynek męskich kosmetyków jest wart w Polsce 1,5 mld zł. Międzynarodowa firma badawcza Datamonitor szacuje, że 60 proc. mężczyzn ma swoje ulubione specyfiki, a 33 proc. regularnie stosuje kremy do twarzy. Wyraźną zmianę widać w blogosferze. Parę lat temu twórcy takich miejsc w sieci zaznaczali, że zapełniają niszę. Dziś to znaczny segment internetu. Kamil Pawelski, autor bloga Ekskluzywny Menel, deklaruje, że motywowanie mężczyzn do dbania o wygląd to jego życiowa misja. – A w ostatnich latach dużo się mówi o męskim wizerunku. Mężczyźni mają coraz większą wiedzę na ten temat – zauważa Pawelski. – W Polsce mężczyzn nadal często ubierają kobiety. Ale panowie zaczynają się wyraźnie usamodzielniać. Cztery lata temu, na początku blogowej działalności Pawelskiego, grono jego czytelników składało się z mężczyzn w raptem 10 proc. Teraz jest już pół na pół. Mężczyźni proszą Ekskluzywnego Menela o porady, upewniają się, że dobrze zestawili górę stroju z dołem. Dopytują, czy espadryle faktycznie mężczyznom uchodzą, i co jest złego w koszuli z krótkim rękawem. Rozeznają się w tym.

– Dbanie o męską urodę trafiło na podatny grunt, bo w ostatnich latach zmieniła się jedna bardzo ważna rzecz, która dotyczy nawet nie tyle urody, ile seksualności. Otóż po raz pierwszy od czasów antycznych męskie ciało stało się obiektem seksualnym – tłumaczy Jacek Masłowski, psychoterapeuta, filozof, prezes fundacji Masculinum. Przez długi czas takim obiektem pożądania było wyłącznie ciało kobiety, co spotykało się z (zasadnymi!) zarzutami, że jest traktowane przedmiotowo, jak zdobycz, a wręcz należność i własność mężczyzny. A jednak to samo stało się dziś z męskim ciałem. Do niedawna, kiedy w sferze publicznej była mowa o „podkreślaniu kobiecości”, chodziło zwykle o mniej i bardziej inwazyjne zabiegi upiększające. Męskość podkreślało się inaczej – cnotami charakteru. Wygląda więc ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]