POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 36 (2366) z dnia 2002-09-07; s. 79-81

Społeczeństwo / Edukacja

Piotr Sarzyński

Ala nie ma kota

To Ala, a to As. Ala jest stara. Ma 92 lata. As też jest stary. I ciągle żyją. A co przeżyli, to opowiedzą.

Alę z Asem do życia powołał Marian Falski w swym Elementarzu dokładnie w 1910 r. Kto wie, może warto by zgłosić ów fakt do Księgi Guinnessa pod hasłem: najdłużej wydawana na świecie książka do nauki czytania i pisania. Albowiem jej nowe egzemplarze ciągle schodzą z maszyn drukarskich i ciągle się sprzedają (w pierwszym półroczu 2002 r. – aż 13 tys. egzemplarzy), choć przygód Ali, Oli i Olka od kilku już lat daremnie szukać w resortowym spisie podręczników dopuszczonych do użytku w pierwszej klasie. Szkoły mają dziś do wyboru około czterdziestu podręczników do nauki czytania i pisania. Ale rodzice nieraz kupują Falskiego – na przykład żeby podkształcić pociechy, nim pójdą do pierwszej klasy.

Gdy ukazał się pierwszy Elementarz, Falski miał zaledwie dwadzieścia dziewięć lat, tytuł inżyniera mechanika i wątłe doświadczenie pedagogiczne. Wydrukowano 10 tys. egzemplarzy, jak na owe czasy sporo, i sprzedawano je przez następne cztery lata. Czy autor mógł wówczas przypuszczać, że będzie jeszcze ponad osiemdziesiąt wznowień, a łączny nakład wyniesie, według różnych źródeł, od siedemnastu do ponad dwudziestu milionów egzemplarzy? Co jednak najciekawsze, o życiu Ali i Asa zadecydował właściwie przypadek.

W 1906 r. Falskiego aresztowała w Warszawie carska policja polityczna za prowadzenie socjalistycznej agitacji wśród robotników i zmusiła do emigracji. Młody inżynier wyjechał początkowo na południe Europy, by w końcu osiąść w zaborze austriackim – w Zakopanem i Krakowie. Utrzymywał się z korepetycji i prowadzenia lekcji w prywatnych szkółkach. Razu pewnego zastąpił znajomą nauczycielkę przy nauce początków czytania. „Zwróciło wówczas moją uwagę – pisał wiele lat później – iż niektóre wyrazy, przeważnie krótsze i częściej spotykane, uczeń odczytuje od razu, gdy nad innymi mozoli się, duka, składa i plącze litery”. Falski zagłębił się w fachowe lektury z całego świata i zaczął tworzyć własną koncepcję nauczania, a co wymyślił, natychmiast testował na „nie umiejących czytać dzieciach bawiących się w parkach krakowskich”. Po roku Elementarz był gotowy, a jego wydanie sfinansowała pewna bogata ziemianka, która w ten sposób chciała uczcić pamięć zmarłego męża.

W swym długim życiu Ala i As przechodzili wiele drobnych liftingów i kilka poważnych kuracji odmładzających. Wszystko po to, by ich wygląd lepiej pasował do otaczającej rzeczywistości. Zaczęło się efektownie. Pierwsze wydanie nosiło tytuł „Nauka czytania i pisania dla dzieci”, wydrukowano je na dobrym papierze, ze świetnymi kolorowymi ilustracjami znanego malarza Jana Rembowskiego. Nawiasem mówiąc miał Falski szczęście do doskonałych ilustratorów; kolejne wydania jego książki rysunkami ozdabiali tak znani artyści jak Tadeusz Gronowski czy Wacław Borowski. Teksty były prościutkie, a lalki Ali nosiły, oryginalne z dzisiejszej perspektywy, imiona Pola i Nina.

W 1920 r. na zamówienie władz Falski przygotował dwie specjalne wersje „Elementarza powiastkowego”: dla analfabetów odbywających zasadniczą służbę wojskową oraz dla cywilnej ludności dorosłej. Uczniom nie towarzyszy Ala, kotek, lis, ale Tomek, Jacek, Adam (kobiet niemal wcale nie ma). Żołnierze uczyli się alfabetu na takich słowach jak saper, kapral, rekruci, kompania. Świat czytanek jest szary, dość smutny. Czasami pojawiają się wątki z życia wzięte: „Nie ma u nas zgody w gminie, kłócą się i kłócą, a potem wybiorą byle kogo. A jak byle kogo wybiorą, to będą mieli biedę” – narzeka rezolutnie Tomek.

W Elementarzu z lat trzydziestych po raz pierwszy pojawia się w tle na ilustracji kościół. Po raz pierwszy też dołączona została czytanka o malowaniu pisanek na Wielkanoc. To znamienne, gdyż wszystkie inne szkolne książki dla najmłodszych wręcz zaczynały naukę czytania od słów „Bóg” czy „wiara”. Falski, który był zdeklarowanym socjalistą i podobno masonem, niechętnie włączał religię do Elementarza. Pisanki zresztą zniknęły ostatecznie w 1949 r., Boże Narodzenie wprawdzie przetrwało, ale tylko w formie czytanki o strojeniu jodełki i prezentach, tak jakby to był taki świecki zimowy obyczaj Polaków.

Smutny jest Elementarz z pierwszych lat po wojnie. Falski wprowadził nowe czytanki niosące brzemię wojny: o powrocie do zrujnowanego miasta, o szkole z ocalałą jedną tablicą, siedmioma ławkami i dwiema książkami, o mieszkaniu, które trzeba będzie odbudować. Książkę kończy, podobnie jak w przedwojennym Elementarzu, wiersz o stolicy budzącej dumę i radość, pełnej gwaru, wielkiej. A pod nią dopisek: „Tej Warszawy już nie ma. Została spalona, zburzona, zniszczona. Ale ludność wciąż wraca. I Warszawa tak jak była, tak jest i będzie stolicą Polski”.

W 1949 r. komunistyczna władza, która czuła się już bardzo pewnie, nakłania Falskiego do przygotowania nowej, „słusznej” wersji Elementarza. Pojawiają się ideologiczne serwituty, które dziś wydawać się mogą nieznośne, ale w owych czasach były stosunkowo łagodnym kompromisem (na przykład ani razu nie pada w książce słowo Stalin ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]