POLITYKA

Sobota, 25 października 2014

Polityka - nr 33 (2820) z dnia 2011-08-10; s. 100-105

Na własne oczy

Marcin Piątek

Ale gala

Bywa już w Polsce, że gale bokserskie organizuje się dla tysięcy ludzi i w halach widowiskowych, a bywa, że kątem, byle zmieścił się ring i trochę krzeseł. Takie imprezy to rzadko show, a jeszcze rzadziej biznes.

Rzeszów, gala Wojak Boxing Night, napięcie rozpisane na pięć walk boksu zawodowego. Druga walka wieczoru kończy się w pierwszej rundzie, po upływie 33 sekund, gdy prawy sierp w wykonaniu Artura Szpilki powoduje u jego rywala, Ramiza Hadziaganovicia, gwałtowną przerwę w dostawie świadomości.

Trzecia walka wieczoru trwa niecałe półtorej minuty. Przeciwnik Damiana Jonaka, Mamadou Thiam, nosi przydomek króla nokdaunów, ale to czas przeszły. Po prawym zamachowym polskiego pięściarza król wiruje między linami. Sędzia liczy, król wstaje, ale widać, że koniec jest bliski. Królewskie męki skraca ktoś z jego narożnika – biały ręcznik frunie w powietrzu.

Czwarta walka wieczoru kończy się w połowie pierwszej rundy. 48-letni Andreas Sidon wchodzi do ringu z fasonem – głowa do góry, pierś do przodu, ciemne okulary. Młodszy o ćwierć wieku Andrzej Wawrzyk nie ma litości. Weterana ringów od upadku ratują liny, w końcu ciężko zwala się na deski. Podrywa się jeszcze na głos sędziowskiego eight!, ale zlokalizowanie rywala jest dla niego zadaniem ponad siły.

Publiczność tupie, gwiżdże, buczy. – Oddać pieniądze! Gdzie jest boks? Po-pe-li-na! – ryczy młody byczek w koszulce opinającej napompowane ciało, a asystująca mu dama, przyodziana dyskotekowo, dołącza przeszywającym falsetem.

Jak się walczy?

Szpilka, Jonak i Wawrzyk to pięściarze najsilniejszej polskiej grupy zawodowej 12 Round Knock Out Promotions. Jej gwiazdą jest Krzysztof Diablo Włodarczyk, mistrz świata w wadze junior ciężkiej. Interesu dogląda zaś Andrzej Wasilewski, który kiedyś pracował jako adwokat, a teraz jest brokerem i stać go na traktowanie boksu jako pasji. Niemiłe okrzyki z trybun przyjmuje z kamienną twarzą. – Chodzi o to, żeby nasz człowiek wygrał. Trzeba mu znaleźć takiego przeciwnika, który krzywdy nie zrobi, ale też nie przewróci się po pierwszym ciosie. To nie jest takie proste – wykłada reguły gry. Porażka to zwykle jazda w dół w rankingu którejś z kilku światowych federacji boksu zawodowego (główne to WBC, WBA, IBF, WBO), więc na przegrane nie można sobie pozwolić.

Byłem na wielu galach, ale takiej lipy jeszcze nie widziałem – atakuje wyrobiony kibic w wieku średnim. – Po co się zabijać na treningach, jak się potem dostaje w ringu dziadka spod budki z piwem? Wasilewski odparowuje: – Pięściarza trzeba prowadzić z głową, nie rzucać na głęboką wodę. Chociaż nie da się ukryć, że czasami niepoważnie to wygląda, gdy dysproporcja umiejętności bije po oczach.

Zorientowani w układach zawodowego boksu wiedzą dobrze, że pozycja w rankingu nie zależy tylko od skuteczności na ringu. Na poważnych galach stawką jest pas którejś z federacji i trzeba jej odpalić działkę, żeby stoczyć o niego walkę. Federacja dba o pozycję w rankingach tych pięściarzy, których promotorzy często organizują gale i dają właścicielowi pasa zarobić. – Nawet takie walki jak dziś to dla nas inwestycja w pozycję zawodnika – nie ukrywa Wasilewski. Dla niego poważny boks to czołówka rankingu, zbliżanie się do pojedynku o mistrzostwo świata.

Na polskim rynku liczą się trzy grupy zawodowe, obok stajni Wasilewskiego są to Babilon Promotions – własność Tomasza Babilońskiego, szwagra Diablo Włodarczyka, oraz O’Chikara Gmitruk Team, na czele której stoi Andrzej Gmitruk, jeszcze niedawno trener i anioł stróż Tomasza Adamka. Promotorzy od lat działający w branży mówią: chętnym do obejrzenia efektownego mordobicia polecamy prowincję. Na przykład Tczewskie Boxing Show. Swoją pierwszą galę organizuje tu akurat 28-letni Krystian Cieśnik (grupa CK Promotions; Krystian nie ma szczęścia do inicjałów, bo CK kojarzy się z dezerterami, a KC z tymi, co 20 lat temu wyprowadzili sztandar, więc nazwa jego biznesu już jest przedmiotem drwin, ale Krystian się nie przejmuje).

Krystian na rozgrzewkę proponuje starcia nastolatek w kaskach. Ale martwa atmosfera panująca w gościnnych progach lokalnej dyskoteki, użyczonej przez znajomego kulturystę, wprawia go w zakłopotanie; tym bardziej że w loży właśnie zasiedli ludzie, którzy – jak wierzy Krystian – pomogą mu rozbujać pięściarski biznes: Andrzej Grajewski (kiedyś współwłaściciel Widzewa Łódź, potem zajmujący się w Niemczech karierą Dariusza Tigera Michalczewskiego) i sam Tiger. – Albo masz w tej branży znajomości, albo nie ma cię wcale – mówi Cieśnik, któremu po nadejściu pryncypałów kamień spada z serca.

Więc jeśli chodzi o efektowne mordobicie, to Krystian ma w zanadrzu pojedynek międzynarodowy. Niemiec Ronny, człowiek Grajewskiego, staje w ringu naprzeciw Białorusina Ramana, przywiezionego do Tczewa przez Dariusza Snarskiego, który po zakończeniu zawodowej kariery uznał, że najbardziej logicznym sposobem na życie jest własna grupa promotorska. Dziś jego Boxing Production szuka swojego miejsca ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]