POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 12-15

Temat tygodnia

Rafał Kalukin

Aplikacja: demokracja

Młodych Polaków nie interesuje wielki front antypisowski. Nie chcą obalać żadnej władzy. Wystarczy im, że od czasu do czasu zorganizują własną interwencję polityczną. Tak jak ostatnio, gdy poszli bronić sądów.

Zorganizowany przez młodych ludzi łańcuch światła pod Sądem Najwyższym stał się symbolem lipcowej fali protestów. Sukces kilkorga aktywistów z fundacji Akcja Demokracja przypieczętowały w ubiegłym tygodniu „Wiadomości TVP”, poświęcając im insynuacyjny materiał z kultowymi strzałkami. Doniesienia o finansowych transferach z zagranicznych źródeł mogą jednak narobić zamętu nie tylko w głowach tych odbiorców, których hasło „Soros” kieruje ku wyższym stanom świadomości. Bo jak to się właściwie stało, że niewielkiej i szerzej dotąd nieznanej organizacji udało się zmobilizować tak wielu obywateli dotąd opornych na perswazje bardziej doświadczonych wodzirejów?

Akcja Demokracja natychmiast opublikowała na swej stronie sprawozdania finansowe z działalności. Sensacji nie było. Połowa wpływów pochodziła od poważnych europejskich fundacji zajmujących się finansowaniem działalności ekologicznej. Blisko jedna trzecia – z bieżących wpłat od obywateli.

Oni wiedzą, jak się poruszać w trzecim sektorze, skąd brać pieniądze, jak załatwiać szkolenia. Funkcjonują w obiegu międzynarodowym, nowe technologie mają w jednym palcu. Tyle że nie organizowali dotąd masowych akcji. Stąd zaskoczenie w środowisku – słyszymy od doświadczonego warszawskiego aktywisty.

Przebieg otwartego spotkania w Domu Jabłkowskich w centrum stolicy, wedle założeń gospodarzy z Akcji Demokracja, służącego podtrzymaniu uwolnionej protestami energii społecznej, potwierdza te opinie. Żadnej improwizacji, proste i zrozumiałe komunikaty, klarowny podział zadań pomiędzy wszystkich członków kolektywu. Momentami brakuje wręcz tlenu w aranżacji nazbyt profesjonalnej prezentacji. Zwłaszcza że organizatorzy równolegle transmitują ją w internecie i można odnieść wrażenie, że audytorium z onlajnu bardziej ich angażuje.

Ale może to tylko odczucia przybysza z odległej analogowej galaktyki?

My to wy

Do tej pory większość ich akcji zaczynała się od wezwania w internecie „podpisz apel”. W sprawie smogu w Zakopanem, polityka szczującego na uchodźców, nienawistnego dyrektora szkoły, zmianom w prawie łowieckim, referendum edukacyjnego. Dziesiątki tematów z najróżniejszych obszarów. Podpisujący pozostawia swoje dane i adres mailowy. Tym samym trafia do bazy danych Akcji Demokracja i będzie odtąd indywidualnie mobilizowany do kolejnych inicjatyw. Do tej pory były to przeważnie petycje i lokalne pikiety. Co jakiś czas organizacja rozsyła też sympatykom ankietę z pytaniem, czym warto się zająć.

Model działania został zapożyczony od brytyjskiej organizacji 38Degrees oraz niemieckiego Campactu, z którymi Akcja Demokracja tworzy nieformalną sieć współpracy.

– Łańcuch światła wcale nie był naszą pierwszą uliczną akcją. Wcześniej zrobiliśmy sześciotysięczną manifestację przeciwko umowie CETA. Jak na mało znany temat, to spory sukces – mówi Maria Świetlik (w organizacyjnym żargonie: kampanierka AD).

Dyrektorka i jedna z fundatorek Weronika Paszewska dodaje, że choć Akcja Demokracja działa dopiero od dwóch lat, każdy z członków siedmioosobowego zespołu ma spore doświadczenie w działalności społecznej. Założyli wspólną organizację, aby realizować ważne dla nich wartości. A poza tym – co również istotne – to dobry sposób na życie.

O decyzji zwołania manifestacji w obronie sądów: – To było naturalne. Akcję w obronie KRS prowadziliśmy już od wielu miesięcy, choć nie było wielkiego odzewu – tłumaczy Świetlik. Dlaczego więc projekt ustawy o Sądzie Najwyższym wyzwolił takie poruszenie? Paszewska: – Poziom arogancji władzy pobił wszelkie granice. Ludzie poczuli się upokorzeni. I zaproponowana przez nas spokojna, godnościowa formuła manifestacji okazała się w tych warunkach najlepszą odpowiedzią. Mamy satysfakcję, że politycy później ją po nas przejęli.

Aktywistki Akcji Demokracji same jednak uciekają przed sztandarami. Mimo że główne filary aktywności fundacji (ochrona środowiska, prawa człowieka, sprawiedliwość społeczna, praworządność) składają się na jednoznacznie lewicową agendę, w naszej rozmowie nie padnie ani jedno słowo potwierdzające ideologiczne konotacje. Zamiast tego ogólne hasła (władza w ręce ludzi) bądź deklaracje obywatelskie (interesuje nas budowa przyczółków pozwalających sprawować kontrolę nad władzą).

Weronika Paszewska zapewnia, że nie traktowała wyprowadzenia ludzi na ulicę jako autonomicznego celu. Po prostu była sprawa do załatwienia: skłonić prezydenta do zawetowania ustaw o sądach. Tyle że mało kto spodziewał się przecież takiej decyzji głowy państwa. Być może należy więc brać takie zapewnienia w cudzysłów jako element komunikacyjnej strategii. Aby zachować separację od świata polityki z zasady żerującego na spontanicznej społecznej aktywności.

Ludzie z Akcji Demokracja za żadne skarby nie chcą też wejść w podsuwaną im przez media rolę liderów młodego pokolenia. Podkreślają, że sami ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]