Czwartek, 17 maja 2012
Światowej sławy artyści, uczestnicy imprezy pod nazwą Konstrukcje w Procesie, tworzyli i zostawiali swoje dzieła wartości setek tysięcy dolarów w różnych miastach na świecie. Trzy z siedmiu edycji przedsięwzięcia odbyły się w Łodzi. Nikt nie spodziewał się zapewne, że powstałe tu prace skończą w skupach złomu, wyrzucone na śmietnik lub spalone w piecach. Ojcowie imprezy – a są nimi założyciele łódzkiego Muzeum Artystów – aż boją się ujawnić prawdę światu.
Był rok 1994. Wydawało się, że Marcinowi Sz. dopisuje szczęście: kiedy najbardziej potrzebował gotówki, spotkał na swej drodze Edwina K. To od niego dowiedział się o stercie żelastwa spoczywającej nieopodal ul. Piotrkowskiej w Łodzi, w Pasażu Rubinsteina. Edwin K. utrzymywał, że złom został porzucony przez jakąś ekipę remontowo-budowlaną i należy go niezwłocznie usunąć. Marcin Sz., niegdyś pracownik szrotu samochodowego, chwilowo bezrobotny, dokonał oglądu znaleziska jeszcze tego samego dnia. Dziesięć olbrzymich stalowych walców ułożono tak, że sprawiały wrażenie gigantycznej drabiny pozbawionej jednego ramienia. Trzeba było działać szybko, zanim pojawi się konkurencja. Marcin Sz. znalazł kupca na złom, załatwił ekipę z dźwigiem i ciężarówką. Nikt nawet nie zwrócił na nich uwagi, gdy ładowali stalowe bele na samochód. Interes się opłacił: za 13 ton stali narzędziowej Marcin Sz. dostał 650 zł.
Miesiąc później miasto obiegła wstrząsająca wiadomość: skradziono wartą kilkaset tysięcy dolarów rzeźbę jednego z najwybitniejszych światowych twórców minimal-artu Richarda Nonasa z USA. Niemiecka „Süddeutsche Zeitung” przewidywała, że dzieło pod tytułem „Milczący sojusznik” pojawi się wkrótce na aukcji sztuki gdzieś w zachodniej Europie. W łódzkiej telewizji dokładnie opisywano wygląd dzieła i wskazywano miejsce, skąd zostało wywiezione. Choć wynajętym przez Marcina Sz. kierowcom wydawało się nieprawdopodobne, by złom nosił jakieś wartości artystyczne, na wszelki wypadek powiadomili policję o miejscu jego składowania. Ponad wszelką wątpliwość stwierdzono, że leżące już w skupie złomu bele są elementami „Milczącego sojusznika”.
Największa organizacja na świecie
Dzieło Nonasa powstało podczas trzeciej edycji Konstrukcji w Procesie, w 1990 r. Rok później zostało, pod czujnym okiem artysty, umieszczone w centrum miasta. – Konstrukcje w Procesie były spotkaniami artystów, którzy wspólnie tworzyli dzieła i przekazywali je miastom, w których odbywały się kolejne spotkania – mówi Ryszard Waśko, pomysłodawca Konstrukcji. W 1981, 1990 i 1993 r. była to Łódź, w 1985 – Monachium, 1995 – Tel Awiw, w 1998 – Melbourne, a w 2000 r. – Bydgoszcz.
Przed pierwszą edycją imprezy grupa przyjaciół Waśki wysłała do kilkudziesięciu artystów z całego świata listy: ”Jesteś zaproszony do Polski. Jeśli uda ci się tutaj dotrzeć, gwarantujemy wyżywienie i spanie”. Zaproszenia opatrzono logo: Archiwa Myśli Współczesnej. „Wyglądało to jakby chodziło o największą organizację na świecie” – wspominał po latach Richard Nonas. Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej. Siedzibą Archiwów była pracownia Ryszarda Waśko. Kilka metrów kwadratowych w jedenastopiętrowym bloku z wielkiej płyty. Artyści nie mieli ani pieniędzy na zorganizowanie wystawy, ani miejsca, gdzie mogłaby się odbyć.
Ktoś wpadł na pomysł, by o patronat nad imprezą poprosić Solidarność. Jeden z komitetów zakładowych związku załatwił pustą halę fabryczną, inny udostępnił środki transportu, dał materiały. Gdy z cudem graniczyło znalezienie w sklepach farby lub kredy (uczniowie łódzkich szkół na apel artystów znosili ją do fabryki), związek przekazywał im tony stali, drutu, rur i wszystkiego, czego zażyczyli sobie twórcy. Zapałem zaraziło się całe miasto. Artyści uzyskali pozwolenie na instalowanie swych dzieł niemalże wszędzie: w muzeach, parkach, na ulicach, w urzędzie miasta. Dla przyjezdnych to był szok: z jednej strony mówiono im o ograniczeniach swobody twórców w Polsce, z drugiej pozwalano na to, czego nie mogli robić u siebie. Widzieli ludzi stojących w gigantycznych kolejkach po mięso na kartki, uczestniczyli w strajku w zakładach Poltex, a jednocześnie czuli niezwykły entuzjazm, z jakim wszyscy pomagali artystom.
Gośćmi kolejnych Konstrukcji byli pisarze, poeci, politycy i aktorzy. Allen Ginsberg, amerykański poeta, współtwórca ruchu bitników, jeden z duchowych ojców ruchu hipisowskiego, napisał podczas swej wizyty w Łodzi „Międzynarodówkę artystów”.
Kolekcja sztuki współczesnej
W „Kulturze” z 13 grudnia 1981 r. Anda Rottenberg pisała: „Prace pozostawione w darze przez uczestników wystawy stworzą nową, międzynarodową kolekcję sztuki współczesnej”. Stan wojenny pokrzyżował te plany. Dopiero po dziesięciu latach powstało Stowarzyszenie Muzeum Artystów. Przewodniczącym jego Międzynarodowej Rady został Zbigniew Brzeziński. Siedzibę Muzeum znalazło w willi przy ul. Tylnej 14 w Łodzi. Wcześniej było tam przedszkole zakładów Wester. Gdy przedsiębiorstwo oddano do likwidacji, przedszkole zamknięto, a zdewastowany budynek przekazano w użytkowanie artystom. Ci z własnych środków doprowadzili go do porządku. – Gdyby budynek był naszą własnością, łatwiej byłoby nam znaleźć sponsorów. Zrobiliśmy wszystko, by zakłady przekazały go wojewodzie, a ten z kolei miastu. Na końcu tej drogi właścicielem mieliśmy zostać my – mówi artystka Maria Waśko. ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]