POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 6 (3097) z dnia 2017-02-08; s. 26-28

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Armia Rambów

Janusz Onyszkiewicz, były minister obrony, o dobrych i niebezpiecznych pomysłach na funkcjonowanie sił Obrony Terytorialnej

Juliusz Ćwieluch: – W skali od jeden do dziesięciu – ile punktów pan daje ministrowi Macierewiczowi?
Janusz Onyszkiewicz: – Pozwoli pan, że zaproponuję skalę od 1 do 6. Wtedy z czystym sumieniem będę mógł dać mu zero.

Tak mniej niż zero, czy jednak pochwali go pan za coś?
Są dwie sprawy, za które teoretycznie można by pochwalić Antoniego Macierewicza. Pierwsza to wprowadzenie podwyżek. Tylko że ma to już swoje realne przełożenie w mniejszym budżecie na modernizację. Druga kwestia to konsekwencja w budowie wojsk Obrony Terytorialnej. Mam tylko nadzieję, że zanim OT powstanie, Macierewicza już nie będzie w resorcie i uda się stworzyć OT z prawdziwego zdarzenia, a nie jakiegoś upolitycznionego potwora, z którym nie wiadomo będzie, co na końcu zrobić.

Ustawa o powołaniu OT została przegłosowana w połowie zeszłego miesiąca, właściwie po cichu i bez emocji.

W Sejmie emocji nie brakowało. Ale medialnie temat rzeczywiście przepadł. Przykryły go inne wydarzenia. Trzeba też przyznać, że w tym dokumencie istotnie jest nie to, co się w nim znalazło, a to, czego w nim nie ma. A co zaszyte będzie w innych i schowane przed opinią publiczną w wytycznych dla dowódcy tej formacji.

100 tys. wojskowych. A konkretnie 50 tys. wojsk operacyjnych to żadna siła. Potrzebujemy OT.
Oczywiście, że pomysł stworzenia wojsk OT nie jest zły. Tyle że nie w tym wydaniu. Minister Macierewicz buduje silnie zideologizowaną formację o politycznym zabarwieniu. Co zresztą nie jest pomysłem nowym. Już Oliver Cromwell tworzył armię nowego typu, co w praktyce oznaczało, że armia ta składała się wyłącznie z protestantów, i to zajadłych zwolenników parlamentu.

Gen. Wiesław Kukuła, który ma zostać szefem OT, przekonywał mnie, że ta formacja ma same plusy. Młodzi mężczyźni wreszcie zaangażują się w patriotyczny czyn, a w tygodniu jeszcze dostaną karnet na siłownię, żeby dbali o tężyznę.
Pięknie to brzmi. Skoro już mowa o dowódcy, to rodzi się pytanie, po co w ogóle jest dowództwo OT? Wojska OT mają działać w rozproszeniu i stosunkowo niewielkich grupach. W skali co najwyżej batalionu. To po co dowództwo całych brygad i budowanie kolejnych szczebli dowodzenia, no i czynienie z OT odrębnego rodzaju Sił Zbrojnych podległego bezpośrednio ministrowi wraz ze strukturą dowódczą?

Po co?
Mając taką rozbudowaną czapę dowódczą, można łatwo awansować zaufanych i sprawdzonych ideologicznie ludzi nie tylko do szczebla kapitana czy majora, jak by to miało miejsce w prawidłowo budowanej strukturze OT, ale właśnie do stopnia generała. A – kto wie – z czasem może nawet znaleźć tam przyszłego szefa Sztabu Generalnego. I to w krótkiej perspektywie, bo minister Macierewicz wyraźnie postawił na szybkie ścieżki kariery. Mam wrażenie, że wracamy do tradycji „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera”.

Czytając rozmaite dokumenty opracowane w MON, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że OT ma być miejscem, gdzie będą się pojawiać całkowicie nowi ludzie, nieskażeni przeszłością przedrewolucyjną, bo przecież to, co Prawo i Sprawiedliwość robi, to klasyczna rewolucja pełzająca. I ci nowi ludzie zastąpią profesjonalistów, których szkoliliśmy przez lata.

Takie wejście od zaplecza.
Grzechem tego projektu jest również próba robienia z tych ludzi Rambo. Koncepcja budowania OT jako formacji przygotowanej do wojny partyzanckiej to nieporozumienie.

Na afgańskiej partyzantce połamały sobie zęby trzy mocarstwa.
W górzystym kraju bez sieci dróg można skutecznie prowadzić wojnę partyzancką. W Afganistanie nawet drony były w niektórych sytuacjach bezużyteczne. W polskich warunkach bylibyśmy właściwie skazani na partyzantkę miejską, co stanowi ogromne zagrożenie dla ludności cywilnej. Przy dzisiejszej technice, dronach, termowizji można zapomnieć o dużych zgrupowaniach partyzanckich np. w Puszczy Kampinoskiej. Szykowanie OT do wojny partyzanckiej to błąd.

Gen. Marek Tomaszycki, kiedy był jeszcze dowódcą operacyjnym, mówił, że szykuje armię również do takiej wojny.
Trudno mi to komentować. Wystarczy zobaczyć, jak Rosjanie rozprawiali się z partyzantką w Czeczenii, a ostatnio w Aleppo, żeby od razu zapomnieć o takich pomysłach.

Pan chwali tę Obronę Terytorialną czy krytykuje, bo się gubię?
Krytykuję za sposób, w jaki jest organizowana. Nie podobają mi się zadania, które stawia się przed tą formacją. OT potrzebna jest w czasie wojny do zabezpieczenia infrastruktury krytycznej państwa wobec zagrożenia i w jakimś stopniu w działaniach typu porządkowego. Ewentualnie może podejmować działania spowalniające atak i wspomagające w ten sposób rozwinięcie do dział...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Janusz Onyszkiewicz – dwukrotnie pełnił funkcję ministra obrony narodowej (w latach 1992–93 i 1997–2000). Za jego drugiej kadencji Polska została członkiem NATO. Przez 8 lat doradzał ministrom obrony narodowej. W latach 70. był alpinistą.