POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 20 (3059) z dnia 2016-05-11; s. 17-18

Temat tygodnia

Jacek Żakowski

Bajka o czerwonym rowerku

Prawo nas nie obroni, jeśli my nie obronimy prawa. Marsze nie wystarczą. Nawet najliczniejsze.

Gratuluję tym z Państwa, którzy byli na marszu 7 maja. Takiej obywatelskiej mobilizacji po 1989 r. nie widziałem. To było znaczące i budujące. Ale nie są to laury, na których można osiąść. To dopiero rozgrzewka. Na początek proponuję lekturę rozmowy z prof. Stanisławem Gebethnerem (s. 20). Bo jako nestor konstytucjonalistów, prawnik i politolog, znawca i historyk systemów politycznych, dobrze wiedząc, co mówi, prezentuje on stanowisko brutalnie realistyczne.

Realizm podpowiada, że sytuacja jest dużo trudniejsza, niż się większości z nas pół roku temu zdawało. Nawet tym, którzy najbardziej rządami PiS straszyli. Inna jest świadomość pastuszka, gdy krzyczy „wilk idzie!”, a inna, gdy znajdzie się w wilczej paszczy. Polska demokracja jest bliżej drugiego etapu. A gajowego nie widać. Widoczne są tylko pełne dobrej woli czerwone kapturki gromadzące się na wezwanie KOD. Tymczasem wilk radośnie mości się w pierzynach i gromadzi zapasy, by jak najdłużej nic nie ruszyło go z chaty. Moszczenie się to tworzenie infrastruktury prawnej i instytucjonalnej nowego systemu. Gromadzenie zapasów to budowanie społecznego poparcia. Jedno i drugie idzie wilkowi lepiej, niż wiele osób sądziło.

Jak infrastruktura systemu ma z grubsza wyglądać, Jarosław Kaczyński powiedział 2 maja. Polska w Unii, ale bez unijnych standardów („nie na wszystko trzeba się godzić”); sądy pod kontrolą PiS dzięki nowej ustawie („nie pozwolimy na chaos”); samorządy, nauka, oświata pod nadzorem pisowskiego czynnika społecznego (Instytut Obywatelski, komisje weryfikujące stopnie naukowe). A na szczycie piramidy prawa – pisowska konstytucja, faktycznie likwidująca trójpodział i gwarantująca władzę prezesowi.

Nie wiadomo, czy ustrój będzie kanclerski czy prezydencki, ale oczywiste jest to, że rządzić ma Jarosław Kaczyński. System uzupełnią ustawy o mediach narodowych pod kontrolą PiS, o Krajowej Radzie Sądownictwa zdominowanej przez PiS (s. 22), o podporządkowanym PiS Trybunale Konstytucyjnym, o walce z terroryzmem pozwalającej zakazać antypisowskich protestów itd. Plan domykania demokratury PiS będzie wcielało, zachowując pozory praworządności, by nie podsycać oporu w kraju i za granicą.

Prezes zapowiedział, że konstytucja będzie zmieniana legalnie, więc (jeśli nie zmieni zdania) raczej nie w tej kadencji. Ale odmawiając uznania wyroków Trybunału z powodu ich niezgodności z odrzuconą przez Trybunał ustawą, faktycznie już zmienił konstytucję. Od kiedy nie ma efektywnej sądowej kontroli konstytucyjności prawa, jedyną realną konstytucją jest ta, którą ma w głowie Kaczyński. Nie ma powodu się spieszyć z uchwaleniem innej, bo żadna nie da mu większej władzy. Praktycznie to on jest teraz konstytuantą, konstytucją i Trybunałem Konstytucyjnym w jednym. Co można zrobić, gdy jego ludzie powiązani tajemniczymi więzami lojalności trzymają sznurki aparatów przemocy?

Trybunał robi, co do niego należy. Sąd Najwyższy, wydziały prawa, zgromadzenia sędziów, NSA, KRS, radcowie i adwokaci, część samorządów miast – robią, co do nich należy, zapowiadając działanie zgodne z konstytucją. Opozycja też robi z grubsza to, co powinna, choć trochę się gubi. Ale władza przygotowuje prawa, które pozwolą jej okiwać protestujących niby-legalnymi mykami, jakimi kiwa Trybunał. Urzędnicy i funkcjonariusze działają zaś, jak im każe władza. Nikt nie oczekuje, że np. policja mogłaby odmówić działania na podstawie zakwestionowanej przez Trybunał ustawy.

A my, zwykli ludzie? Co obywatel ma robić, gdy władza ewidentnie łamie konstytucję? Obywatel uważający się za patriotę nie może się na to godzić. I co? Obywatel, który się nie godzi, idzie na demonstrację KOD. Albo na pikietę. Albo na zebranie. Albo się zapisuje do opozycyjnej partii. Albo nie ogląda TVP Kurskiego. Albo wpłaca pieniądze na opozycję. Albo podpisuje petycję… Tak trzeba. Takich obywateli są setki tysięcy. Jak na polskie warunki to dużo. Ale jak na przywrócenie w Polsce praworządności to mało.

A wilk gromadzi i stara się powiększyć zapasy społecznego poparcia. To już nie jest narwany wilczek, jak dekadę temu. To stara i szczwana bestia. Do opowieści o nieprawości elit, które się w małym stopniu potwierdzały, dołożył teraz nową: bajkę o wilczej szczodrości. Ta szczodrość składa się z dwóch części. Z darów i dobrych chęci. Darów jest tyle, ile się da wycisnąć z budżetu, NBP, banków, podatników. Czyli 500+ w okrojonej wersji. Natomiast dobre chęci nie mają limitów. Emerytury – kiedy chcecie. Franki – po kursie, jaki sobie życzycie. Kwota wolna w PIT – choćby 10 tys. Przywileje dla niepełnosprawnych – z mocy nowej konstytucji…

PiS jest jak wredna matka na spacerze z dzieckiem. Mijają cukiernię. „Chcesz lody?”. Oczywiście. Dziecko szczęśliwe. Mamusia kupiła mu lody. Idą dalej. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]