POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 8 (3099) z dnia 2017-02-28; s. 10-12

Temat tygodnia

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Bajka o dwóch plemionach

Jedna z najpopularniejszych w krajowej polityce fraz brzmi: w Polsce trwa zacięta walka dwóch plemion, a zwykli ludzie mają swoje sprawy i chcą spokojnie żyć. To krótkie zdanie jest mistrzostwem propagandowej manipulacji.

Charakterystyczne, że walka „dwóch plemion” zdecydowanie zastąpiła tezę o konflikcie „dwóch Polsk”. To nowe ujęcie znacznie bardziej odpowiada PiS, bo degraduje rangę politycznego sporu, co jest tej partii na rękę. „Polski” wyglądają majestatycznie, dodają drugiej stronie powagi, której nie powinna ona mieć. Ma być mała i śmieszna.

W dodatku tzw. elity III RP same mają tu swoje hamulce, bo uznały się za winne oddania władzy Kaczyńskiemu, ale tym samym podważyły sens przemian w III RP – „byliśmy głupi”, „byliśmy ślepi”, „nie słuchaliśmy” – to kilka cytatów z myślicieli tego obozu. Elity zasmuciły się i spokorniały, weszły w fazę spotęgowanej poprawności politycznej, niepozwalającej już na dzielenie społeczeństwa na dwie Polski, i to w momencie kiedy PiS radykalnie łamie te poprawnościowe reguły. Teraz dominuje raczej chęć bratania się z „wykluczonymi”, pominiętymi, kajanie się za niedostrzeganie zwykłych Polaków. Znowu słychać o trafnych diagnozach społecznych Kaczyńskiego, który gdyby tylko nie psuł demokracji… itd.

Teoria o bijących się niemiłosiernie, zapiekłych w nienawiści plemionach PiS i Platformy (czasami z dodatkiem Nowoczesnej), jest tylko pozornie na równi wymierzona w obie formacje. Stratedzy PiS zawsze chętnie lansowali taką właśnie postać konfliktu, ponieważ wychodzą z założenia, że ich elektorat jest twardy, zahartowany i politycznie uświadomiony. Zaawansowani wyborcy Kaczyńskiego są zorientowani, o co chodzi i jaki ideologiczny, całościowy projekt jest właśnie realizowany. Wiedzą, jak czytać takie opowiastki. Zwłaszcza że w innej wersji, tylko do wybranego elektoratu, np. w TVP, strony tego konfliktu są przedstawiane jeszcze na jeden sposób – po jednej stronie stoi prawdziwa patriotyczna Polska, a po drugiej jakieś amorficzne plemię, którego skład może się zmieniać, ale za każdym jednak razem są to ludzie tego gorszego sortu.

Teatrzyk o dwóch plemionach jest adresowany przede wszystkim do „zwykłych ludzi”, którzy powinni czuć się zniesmaczeni trwającym w Polsce konfliktem i którzy nie bardzo chcą w nim uczestniczyć. Założenie jest takie: przyciągnąć do PiS kogo się da, a pozostałych ogólnie zniechęcać do polityki jako gry nieczystej, męczącej, gdzie każdy walczy o prywatę, stanowiska i dostęp do koryta. PiS grał tak zawsze: na jak najniższą frekwencję i na demobilizację wyborców przeciwnika. Na zasadzie: bierzemy tych, którym się podobamy, dla nich jesteśmy wyraziści i pryncypialni, a resztę zniechęcamy do aktywności i głosowania zarówno wizerunkiem Platformy (złodzieje, aferzyści itp.), jak i – paradoksalnie – również własnym wizerunkiem (smoleńskie oszołomy, antyeuropejscy ksenofobi itp.).

Na stwierdzenie zatem, że „obie strony są siebie warte”, PiS zaciera ręce, bo dokładnie o to chodzi w tej strategii. Wykorzystywanie własnych wad i złego wizerunku do zwiększenia prawdopodobieństwa sukcesu to jeden z najbardziej finezyjnych chwytów, jakie PiS dokłada do teorii politycznego marketingu. W efekcie powstaje docelowy mechanizm, zwolennik PiS ma z zapałem głosować w wyborach, a nieprzekonani do Kaczyńskiego mają mieć wątpliwości, rozterki, nie lubić polityki, estetyzować, wyznawać teorię dwóch szkodliwych dla Polski plemion, udawać się na wewnętrzną emigrację. To jest ten pielęgnowany przez PiS zasób „zwykłych ludzi, którzy mają swoje sprawy”.

PiS długo pozostawia „zwykłych ludzi” w spokoju, pozwala im się napawać pasywną niechęcią do polityki, spraw państwa, życia publicznego. Aż do kampanii wyborczej, kiedy nadchodzi czas, aby rzucić na polityczny rynek coś specjalnego, co przyciągnie 6–8 proc. wyborców z tego koszyka „zwykłych ludzi” i rozstrzygnie wyniki elekcji. W 2015 r. było to 500 plus i obniżony wiek emerytalny, przed następnymi wyborami, jak się już mówi, może to być triumfalne ogłoszenie obniżki VAT i kolejna odsłona programu „gotówka do ręki”, np. dla emerytów. Ale będzie to ogłoszone maksymalnie późno, aby opozycja nie przelicytowała, a jeśli przelicytuje, żeby to wyglądało niepoważnie.

To niejedyne korzyści PiS z bajki o dwóch plemionach. Kolejną jest stwarzanie poczucia, że chodzi tu w istocie o długotrwały ambicjonalny konflikt, o kontynuację personalnego sporu Kaczyńskiego z Tuskiem, o niesnaski w gronie niedoszłego PO-PiS, jakieś wewnętrzne rozgrywki w dawnym obozie postsolidarnościowym – po prostu prawica walczy z prawicą. Reakcje typu: co nam do walki nielubiących się ugrupowań – to miód na serce spin doktorów z obozu Kaczyńskiego. Poza wywołaniem cennego dla PiS poczucia zniechęcenia oznacza to, że toczy się normalna partyjna gra. PiS pozbywa się w ten sposób stygmatu ugrupowania antysystemowego, dziwacznego, odstającego od kanonów, a staje się pełnoprawnym uczestnikiem publicznego, cywilizowanego sporu. Jedni mają takie pomysł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]