POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 29 (3119) z dnia 2017-07-19; s. 16-18

Polityka

Adam Grzeszak

Benzyna plus minus

Forsując nowy podatek drogowy, PiS zdecydował się na samochodowe zderzenie z własnym elektoratem. Skutki mogły być poważne. Dlatego Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili nacisnął hamulec.

Kiedy wzrasta cena paliwa, wzrastają ceny innych produktów. A dodatkowo mamy jeszcze podwyżkę VAT” – z ogniem w oczach tłumaczy Mariusz Błaszczak. Wideo z wypowiedzią ministra spraw wewnętrznych zrobiło ostatnio furorę w internecie. Powstało w grudniu 2010 r., kiedy cena litra benzyny zbliżyła się do 5 zł. Błaszczak wraz z Beatą Szydło zwołali wówczas na stacji benzynowej konferencję prasową, by potępić premiera Donalda Tuska, że nie chroni Polaków przed paliwową drożyzną i nie bierze przykładu z Jarosława Kaczyńskiego.

„Premier Kaczyński spotkał się z szefami firm paliwowych i tam uzgodniono, że można zmniejszyć marże na paliwa po to, żeby Polacy mniej płacili za tankowanie swoich samochodów” – wyjaśniała Szydło nieświadoma, że za siedem lat to jej przyjdzie tłumaczyć się ze wzrostu cen paliw. Na Facebooku i Twitterze pod hasztagiem #BenzynaPlus wezbrała fala protestu przeciwko nowemu podatkowi paliwowemu, który cenę litra benzyny doprowadzi do poziomu, jaki kiedyś tak oburzał Błaszczaka.

Jarosław Kaczyński w 2011 r., gdy cena ropy dochodziła do 140 dol., jako lider opozycji demonstrował dziennikarzom kanister na benzynę z wyrysowaną podziałką wskazującą, do którego miejsca płacimy za paliwo, a ile zabiera fiskus. Ponad połowę ceny stanowią podatki! – grzmiał, podkreślając, że takie obciążanie kieszeni Polaków jest niedopuszczalne i trzeba obniżyć akcyzę. Kilka dni temu podczas debaty na temat ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych wyszedł z sali sejmowej, by nie słuchać nieustannego wypominania, co kiedyś mówił. Ławy rządowe także świeciły pustkami.

Wszystko musieli wziąć na klatę wnioskodawcy projektu, do którego przylgnęła już nazwa „paliwo plus”, posłowie PiS Zbigniew Dolata i Bogdan Rzońca. Przekonywali, że podatków w polskim paliwie wcale nie jest tak dużo. Tacy Niemcy aż 60 proc. oddają fiskusowi.

A zresztą opłata drogowa nie będzie nowym podatkiem. To opłata celowa na budowę dróg samorządowych. Niech totalna opozycja przestanie kłamać, bo władza pomocną rękę wyciąga do samorządów, które nie mają za co budować i remontować dróg gminnych i powiatowych. Nowa opłata w wysokości 20 gr za litr, a po doliczeniu podatku VAT 25 gr, trafi do najbiedniejszych rejonów Polski. – Na samorządowych drogach rocznie ginie tysiąc osób! – wołał poseł Dolata i pytał posłów opozycji, czy chcą mieć na sumieniu tyle istnień. Nowe drogi zbudowane za pieniądze z nowej opłaty poprawią stan bezpieczeństwa, a jednocześnie dadzą małym polskim firmom budowlanym pracę.

Te 25 gr to będzie „nieodczuwalny uszczerbek w kieszeniach Polaków”. Zwłaszcza że ceny paliw są relatywnie niskie, a producenci mają nie przerzucać całej opłaty na konsumentów. Orlen nawet wydał oświadczenie, że taka amortyzacja będzie możliwa. Specjaliści od rynku paliw uśmiechali się jednak ironicznie, bo podobne obietnice, składane pod naciskiem polityków, to nic nowego. Nie miejmy złudzeń, w ciągu dwóch, trzech tygodni od wprowadzenia nowa opłata pojawi się w całości na dystrybutorach – przewidywali eksperci z branżowego portalu E-petrol.

Ustawa, choć firmowana przez posłów, była oczywiście projektem rządowym. To tradycyjny trik stosowany dziś na masową skalę. Niewygodne projekty udają, że zostały stworzone przez grupę posłów, którzy często nawet nie wiedzą, co firmują, bo podpisy składają in blanco. To pozwala szybko załatwić sprawę, unikając trudnych konsultacji społecznych i uzgodnień międzyresortowych, wymaganych przy projektach rządowych. A w razie kłopotów zawsze można się wycofać, zwalając wszystko na nadgorliwych parlamentarzystów.

Pomysł nowej daniny narodził się w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa już wiosną ubiegłego roku. Na początku mówiono o nim z pewną rezerwą, jako o jednym z wariantów, zasłaniając się ekspertami, którzy mieli go suflować. Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, pytany o finansowanie rządowego programu budowy dróg krajowych w latach 2014–23, przyznawał, że jest z tym problem, a podwyżka opłaty paliwowej to jedna z możliwości. Wyjaśniał, że dodatkowe pieniądze są potrzebne, bo rząd PO-PSL zostawił po sobie nierealnie rozdęty plan inwestycji bez zagwarantowanych finansów. Rząd PiS nie chce redukować planu, przeciwnie – chce go powiększyć, ale musi znaleźć brakujące miliardy.

Wtedy jednak premier Beata Szydło ostro karciła ministra, stwierdzając, że podwyżka opłaty paliwowej nie wchodzi w rachubę. Rozważania na temat podatku od paliw psuły świeży efekt 500 plus i burzyły opowieść, że „wystarczy nie kraść, żeby starczyło na wszystko” – na dzieci, na górników, na drogi i na obniżkę wieku emerytalnego.

Nie wystarczy. To było oczywiste od początku. Stąd nowe podatki i opłaty, m.in. podatek bankowy, podatek od ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]