POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 61-63

My. Razem i osobno

Katarzyna Czarneckadr Marta Majorczyk  [komentuje]

Bezdzietna

Dlaczego niektóre kobiety nie chcą być matkami

Dzieci to kłopoty. Kłopoty i wydatki. Gdybym wiedziała...”. Słyszeli to już jako przedszkolaki. A może wcześniej, tylko nie rozumieli. Szybko nauczyli się więc, że trzeba siedzieć cicho. Zajmować się sobą i nie próbować wciągać rodziców w zabawę czy przytulanki. Nie zauważać wyrazu ulgi na ich twarzy, kiedy wsiadali do autobusu wiozącego ich na kolonie, i nieumiejętnie skrywanego niezadowolenia, kiedy wracali do domu. Unikać przebywania z nimi, bo nigdy nie było wiadomo, co może spowodować sprzeczkę lub wybuch niekontrolowanej złości. Nie zawracać głowy swoimi szkolnymi problemami, bo „nie mamy czasu na takie głupoty, zajmijcie się lepiej nauką”. Po nocach po kryjomu zakuwać niezrozumiałe biologię, chemię i matematykę, bo „myślicie, że stać nas na korepetycje”? Każdy może to pojąć, jeśli tylko chce. Posłusznie przyjęli decyzję, że on pójdzie na kierunek techniczny, ona na humanistyczny. Bo on musi się szybko usamodzielnić, a dla niej szkoda czasu na zdobycie konkretnego fachu, skoro i tak wyjdzie za mąż i będzie matką. Poza tym „skoro ja przez was doktoratu nie zrobiłam, wy też nie musicie”. Odwagę na powiedzenie najważniejszego „nie” znalazła w sobie ona. Jego zresztą nikt o to nie pytał. „Nie będę miała dzieci. Nigdy” – wykrzyczała pewniej niedzieli. „Tak się staraliśmy, a tu proszę: wychowaliśmy egoistkę” – miała odtąd słyszeć przy każdej wizycie w rodzinnym domu.

W tym przypadku powinno się mówić nie o egoizmie, a raczej o odpowiedzialności. Za siebie, bo każdy człowiek ma prawo do bycia szczęśliwym i poświęcenia się czemuś innemu niż tylko wychowaniu dzieci. Choćby karierze zawodowej czy naukowej. Tu jest oczywiście ogromny kłopot. Z jednej strony już nawet kobiecie mówi się: żyj tak, jak chcesz. Z drugiej jednak: pod warunkiem, że urodzisz dzieci. Ale to także odpowiedzialność za innych, bo jeśli kobieta z pełną świadomością podejmuje taką decyzję, robi to z jakichś powodów. Być może nie postrzega siebie w roli matki, uważa, że nie jest dostatecznie dojrzała. Może się bać, że skrzywdzi dziecko, bo sama tego doświadczyła ze strony rodziców, albo po prostu jest przekonana, że choć dostrzega błędy, które oni popełnili, sama się także ich nie ustrzeże.

A o to nietrudno, bo nadal rzadko mówi się prawdę o macierzyństwie. Obowiązująca kulturowo figura matki Polki skutecznie to uniemożliwia. Poza tym nie można przecież odstraszać. W efekcie młode kobiety nie są przygotowane na problemy, jakie mogą się w związku z dzieckiem pojawić, nie znają sposobów na ich rozwiązanie. I myślą: jestem złą matką. A jeśli już odważą się przyznać, że nie wiedzą, co zrobić ze swoim gniewem na płaczące którąś noc z rzędu niemowlę, słyszą: zobaczysz, kiedyś będziesz pamiętać tylko uśmiech swojego dziecka. Bo jeśli ktoś wspomina o słabych stronach macierzyństwa, spotyka się z krytyką. W takim momencie niektórym kobietom przydałoby się spotkanie z doradcą rodzinnym czy sesja coachingu rodzicielskiego. One umożliwią kobiecie „pozbieranie się”, dojście do tego, jak z bagażu pozostawionego przez własnych rodziców wybrać to, co było dobre, a odrzucić złe. Jak radzić sobie z emocjami własnymi i dziecka. I jakimi metodami doprowadzić do tego, by dziecko później rozwijało się zgodnie ze swoimi predyspozycjami, było bardziej samodzielne i świadome siebie, a nie ze strachu spełniające wszystkie oczekiwania. Bycia ojcem i matką trzeba się uczyć właściwie cały czas.

My mówimy głównie o macierzyństwie, bo mężczyznom nikt braku dzieci nie wytyka. To kwestia jednoznacznie przypisana do roli kobiety. Mężczyzna spełnia się nie w domu z rodziną, a w pracy zawodowej. Wtedy postrzegany jest jako produktywny i efektywny. Wywodzimy się z kultury patriarchalnej, gdzie za sprawą dymorfizmu płciowego kobieta zajmowała w stosunku do mężczyzny pozycję podporządkowaną, a co za tym idzie, przyjmowano podwójny wzorzec moralny w sferze zachowań seksualnych, roszczenie kontroli nad rozrodczością, a nawet życiem kobiety. W tym modelu mężczyzna był silny i dominujący. Kobieta zaś – spokojna, wrażliwa, refleksyjna i emocjonalna – podporządkowana. To mężczyźnie przyznawano prawo do decydowania o reprodukcji, mimo że obowiązki z niej wynikające w większości spadały i nadal spadają na kobietę.

• • •

Jej koleżanki najpierw „nie wychodziły z pieluch”. Kilku wiodło się naprawdę dobrze, kilka rzucało niekiedy tak dobrze jej znane, choć może podszyte mniejszą złością: „Gdybym wiedziała...”. Później przeżywała z nimi pierwsze dni w przedszkolach, pierwsze osiągnięcia w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Marta Majorczyk, doktor nauk humanistycznych, pedagog, doradca rodzinny, nauczyciel akademicki, adiunkt w Katedrze Edukacji i Nowych Mediów w Collegium Da Vinci w Poznaniu, pracownik Niepublicznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS. Zajmuje się poradnictwem rodzinnym, prowadzeniem grup rozwojowych, warsztatów i szkoleń dla rodziców oraz warsztatów umiejętności wychowawczych dla rodziców, mentoringiem i tutoringiem rodzicielskim.

W 2016 r. urodziło się w Polsce ponad 382 tys. dzieci – prawie o 13 tys. więcej niż rok wcześniej. Współczynnik urodzeń wyniósł 9,9 promila i był wyższy o 0,3 punktu promila w stosunku do poprzedniego roku, ale także o połowę mniejszy niż w 1983 r., tj. podczas ostatniego baby boomu w kraju (urodziło się wówczas 723 tys. dzieci). Więcej dzieci przychodzi na świat na wsiach – 10,2 promila, w miastach – 9,8 promila.

Liczba i odsetek ludności w wieku przedprodukcyjnym (0–17 lat) od lat 90. sukcesywnie się zmniejszają. W końcu 2016 r. było to ok. 6896 tys., czyli 18 proc. populacji (w 1990 r. – 29 proc.). Zmniejsza się także liczba i udział ludności w wieku produkcyjnym (kobiety w wieku 18–59 lat, mężczyźni – 18–64 lata) – 23 768 tys., czyli 61,9 proc. populacji (o 3,7 pkt proc. mniej niż w 1990 r.).

Zwiększa się za to liczba osób w wieku poprodukcyjnym (mężczyźni 65 lat i więcej, kobiety 60 lat i więcej). W końcu 2016 r. ludność – 7770 tys. osób, czyli 1/5 populacji (w 1990 r. prawie 13 proc.).

Źródło: GUS