POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 34-37

Społeczeństwo

Mariusz Sepioło

Bitwa na tratwie

Rozmowa z dr Anną Wójtewicz, socjolożką z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, o tym, dlaczego nastoletnie dziewczyny rzucają się na siebie z pięściami, oraz o pornografizacji przemocy

Anna Wójtewicz: – Przyznam szczerze, że trochę to irytujące.

Mariusz Sepioło: – Co?
Razem z Katarzyną Stadnik od 2009 r., od kiedy ukazała się nasza książka „Anielice czy diablice?”, regularnie słyszymy od dziennikarzy pytania o agresję i seksualizację nastolatek. Temat wraca jak bumerang, ale tylko wtedy, gdy wydarzy się coś tak sensacyjnego, jak ostatnio w Gdańsku. Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, jakie są źródła problemu. A także – jak w ogóle dziewczyny funkcjonują w relacjach społecznych.

Pytam więc: jak?
W Stanach Zjednoczonych już w latach 80. prowadzono badania dotyczące tego, jak wyglądają wzajemne relacje kobiet – nie tylko młodych – w określonych grupach społecznych. Jakie są wnioski? Otóż okazuje się, że takie zachowania, jak te, które stały się udziałem gimnazjalistek z Gdańska, wcale nie są nietypowe. Agresja jest tak samo wpisana w kobiece strategie działania jak w przypadku mężczyzn. Jest to agresja niebezpośrednia, która jednak czasami przybiera formę werbalną i fizyczną. Agresja wśród kobiet może przejawiać się więc w formie plotkowania, wzajemnego knucia i obgadywania za plecami, ale także w formie bicia.

Dlaczego?
Sto lat temu kobiety nie miały dostępu nawet do edukacji. Począwszy od wczesnego okresu młodości po dojrzałość nie funkcjonowały w sferach publicznych. Socjalizowano je wyłącznie do życia domowego: do bycia żonami i matkami. Gdy otrzymały możliwość nauki i weszły na rynek pracy, pojawił się w ich życiu problem operowania w społecznych standardach, które wcześniej były zarezerwowane tylko dla mężczyzn.

Czyli?
Np. rywalizacja w miejscu pracy. Kobiety wpisały się w standardy typowo męskiej rywalizacji. Te same relacje pojawiają się w sferze edukacji. I tu jest problem, bo nawet dzisiaj system edukacji nadal nie uwzględnia specyfiki wzajemnych kobiecych relacji.

Dlaczego?
To nie jest wina samych nauczycieli, ale sposobu ich kształcenia, przygotowania do kontaktu z młodzieżą. Jeśli zapyta pan nauczyciela, z zachowaniem których uczniów ma największy problem, prawdopodobnie odpowie, że z zachowaniem chłopców. Dziewczynki są „grzeczne” i „spokojne”, nie powodują takich wychowawczych wyzwań jak rozpuszczeni chłopcy. Kiedy nagle dochodzi do sytuacji, w której uczennice wyrywają sobie włosy, jest wielkie zaskoczenie.

System edukacji w żaden sposób nie kanalizuje pokładów agresji, które tak jak u chłopców występują także u dziewcząt. Nie ma spotkań z psychologami przeznaczonych tylko dla dziewczyn, podczas których można byłoby się zastanowić, co pomoże rozładować powstające napięcia. W wywiadach, które przeprowadzałyśmy, pojawiały się głosy, że dziewczyna chciałaby porozmawiać o swoich problemach z nauczycielem, ale barierą jest wstyd. I to wstyd nauczyciela, a nie uczennicy. Bo „on się czerwieni”, kiedy o „tym” mówi. Albo twierdzi, że to „grzeszne rzeczy”, o których nie powinno się rozmawiać z nastolatkami.

Katarzyna Stadnik pisze o tym, porównując sytuację, w której są na co dzień nastolatki, do ula. Wśród dziewcząt panuje hierarchia przypominająca tę pszczelą. Jest królowa, są jej zwolenniczki, ale są też szeregowe robotnice. Królowa jest bezwzględna, ale zawsze może zostać zdetronizowana. Albo nawet stracić głowę.

Wśród robotnic może się pojawić pretendentka do tronu. Osoba, która postanawia zająć miejsce królowej. Choćby to – pojawienie się konkurentki – sprawia, że rodzi się konflikt, który może się skończyć drastycznie. Królowa, czyli dziewczyna uważana za najładniejszą, najpopularniejszą i najatrakcyjniejszą wśród chłopców, będzie się bronić przy pomocy swoich przybocznych, które podejmą walkę z konkurentką o władzę. Dlatego wśród nastolatek na porządku dziennym są zabiegi przypominające taką walkę o tron.

Jakie to zabiegi?
Np. podważanie reputacji seksualnej w rywalizacji o chłopców (pamiętajmy, że mamy do czynienia z osobami w okresie dojrzewania płciowego i pewne mechanizmy zawsze są obecne). Wtedy występuje agresja w formie niebezpośredniej, pojawia się obgadywanie kogoś za jego plecami, psucie reputacji. Nazywa się to „agresją niskiego ryzyka”. To zjawisko uwarunkowane ewolucyjnie. W tym sensie, że to kobiety zapewniały opiekę potomkom, dlatego nie mogły ryzykować zdrowia i życia w rywalizacji z innymi przedstawicielami populacji, tak jak robili to mężczyźni, bardziej skłonni do podejmowania czysto fizycznego ryzyka.

Kiedy „agresja niskiego ryzyka” wśród dziewcząt się potęguje, powoli rodzi się frustracja, a stąd niedaleka droga do zachowań typowych dla mężczyzn. Wtedy w ruch idą dziewczęce pięści.

Można temu zapobiec?
Warto przyglądać się kobiecym hierarchiom i starać kanalizować ten potencjał, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Anna Wójtewicz – doktor nauk humanistycznych w zakresie socjologii (specjalność: socjologia ciała), adiunkt w Zakładzie Badania Jakości Życia. Autorka (wspólnie z socjolog Katarzyną Stadnik) książki „Anielice czy diablice? Dziewczęta w szponach seksualizacji i agresji w perspektywie socjologicznej” (Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, 2009).