Czwartek, 17 maja 2012
Wybieram ciszę i zmysłowość. Z setki dróg z drogowskazami „wypoczynek” polecam strada del vini – drogę winną. W starej Europie jest ich sporo, proponuję Włochy.
Wakacyjna biegunka w pełni rozkwitu, kto żyw organizuje urlop. Imperatyw wypoczywania zarządza naszym ciałem i umysłem, pozbawia resztek nadwątlonych sił: musimy wypocząć!!! Więc biuro podróży! Stop, stop, stop – nic z tych rzeczy. Daruję to Państwu i sobie. Zabiorę na prywatną wycieczkę po winnicach.
Mijamy Klagenfurt, Villach, droga wbija się w malowniczą dolinę okoloną austriackimi Alpami, zawsze w niskich, deszczowych chmurach, i wyprowadza we włoskim Tarvisio na początek równiny padańskiej; inny film: słońce, weselej, o kilkanaście stopni cieplej. Do Wenecji godzina jazdy plus korek przy kasach autostradowych, więc może by tak w prawo, na Vittorio Veneto?
Odkrycie! Mijam stare miasteczka, włoskourokliwe, oraz ciągnące się kilometrami bujne winnice, porastające strome, choć niezbyt wysokie wzgórza. Widoki te budzą w głowie myśl: prosseco – winorośl, a zarazem wino, robiące w ostatnich latach oszałamiającą karierę w Niemczech, u nas prawie nieznane, przytłumione słodkimi odmianami spumante i rodzimych wyrobów italopodobnych – brrr! Apage!
Parkuję na rynku w Valdobbiadene, głównym miasteczku regionu. Dzień targowy, odbywam przegląd straganów i zatrzymuję się przy sześćdziesięciokilogramowym kręgu parmezanu; na sąsiednim straganie kuszą kapcie z łyka, nagle w miłej melodii języka włoskiego słyszę nieśmiałe, polskie „dzień dobry”. Tak poznaję Waldka Wronę, ogrodnika z Lublina, kotwiczy tu od lat i okaże się wspaniałym przewodnikiem oraz kompanem. Pracuje w szanowanej rodzinie winiarskiej Bisol Desiderio&Figli. Spędzam noc w Rollo, w pięknie odrestaurowanym klasztorze pocysterskim z XIV w., służącym dziś jako agroturystyka. Otoczenie baśniowe, przywołujące na myśl Hobbiton, z majestatyczną pinią na wzgórzu otoczonym dywanem winnic. Komfortowo, z włoskim smakiem wyposażony pokój, uśmiechnięci ludzie i cisza przerywana co godzina dzwonem z pobliskiego kościoła. Próbowanie wina w takiej scenerii jest czynnością niezapomnianą. Do kolejnych jego odmian smakuję tubylcze antipasti: oliwki, cienko skrojoną słoninkę z nadzieniem z mascarpone, musztardy i orzechów, marynowane radichio. Pasują do musującego prosseco jak ulał.
Samo wino, rewelacyjnie wyważone i aromatyczne, chce się rzec: z tego krajobrazu. Rodzina Bisol robi je w tym regionie od XVI w., łącząc lokalne tradycje z najnowocześniejszymi rozwiązaniami technicznymi. Ozdobą kolekcji jest bez wątpienia Cartizze, pochodzące z jedynego w regionie kawałka Superiore. Ta nominacja pochodzi od szczególnych walorów ziemi tego pagórka. Bezpretensjonalne, owocowo rześkie wino światowego formatu. Zostaję w Rollo dwa dni i odtąd będzie to stałe miejsce moich odwiedzin; i nie zapomnę nauki, że warto studiować także obrzeża mapy i że zboczenie z drogi wcześniej wytyczonej bywa czasem najmilszym wspomnieniem wyprawy.
Dzionek świergotliwy nakazuje wyjazd, patrzę, gdzie by tu? Może troszkę dalej w głąb lądu, azymut jezioro Garda i okolice. Valpolicella jest dość rozległą krainą geograficzną położoną między doliną rzeki Pad a wschodnim Przedalpiem. Zamieszkana od starożytności (jak nam, Polakom, brakuje tego odniesienia), zawsze stanowiła obszar produkcji rolnej, w którym uprawa winorośli i oliwy odgrywała podstawową rolę. Samo słowo „Valpolicella” pochodzi od łacińskiego val polis cella, dolina o licznych piwnicach. Obszar pagórkowatej wyżyny poprzecinany jest wieloma rzekami i małymi strumieniami płynącymi z północy na południe: Negra, Fukane, Marano – latem leniwe, wiosną rwące i szerokie, żłobią miękką glebę Valpolicelli, tworząc liczne jaskinie i kawerny.
Wytwarza się tu klasyczne, czerwone wina. O ich wyjątkowości decyduje kilka czynników: wielopokoleniowa tradycja winiarska, endemiczne szczepy winogron i specyficzne metody produkcji. Można tu spotkać rody zajmujące się winiarstwem w dziesiątym, dwunastym pokoleniu, ale wiedza przekazywana z ojca na syna nie oznacza wcale konserwatyzmu; w całym regionie widać wiele inwestycji zarówno w winnicach, jak i winiarniach. Najsławniejszym winem regionu jest amarone. Historia jego powstania jak i wielu innych jest dziełem przypadku. Jeden z winiarzy, w czasie produkcji słodkiego recioto (wino otrzymywane z podsuszanych gron), przez nieuwagę pozostawił je w beczce, fermentowało więc aż do prawie zupełnej przemiany cukru w alkohol. Powstałe w taki sposób wino, potężne alkoholowo, było całkowicie wytrawne. Mocne, skoncentrowane i aromatyczne stało się nagrodą dla nieuważnego winiarza. Tyle legenda. Faktem natomiast jest, że amarone wytwarzano od 1938 r., ale przepisy regulujące ten proces powstały dopiero pod koniec lat 60. Wtedy też zaczęto systematyzować włoską winną produkcję. Do tego czasu radośni Włosi po prostu wino wchłaniali, nie przejmując się ani normami, ani klasyfikacją.
Teraz zjazd do jeziora Garda, fantastycznie rozlanego wśró...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]
Marek Kondrat – aktor filmowy, telewizyjny i teatralny, stworzył wiele niezapomnianych kreacji: od „Historii żółtej ciżemki” (1961), przez m.in. „Zaklęte rewiry” (1975), „Smugę cienia” (1976), „Dantona” (1982), „CK Dezerterów” (1985), „Psy” (1992), „Pułkownika Kwiatkowskiego” (1995), „Pana Tadeusza” (1999), po rolę Adasia Miauczyńskiego w „Dniu świra” (2002) i „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” (2006) oraz inspektora Halskiego w telewizyjnym serialu „Ekstradycja”. Laureat licznych nagród. Od pewnego czasu winiarstwo stało się jego pasją, a zarazem profesją.
"Polityka", konkursy, Półprzewodnik "Polityki", "Lato w dobrym towarzystwie", Kondrat Marek, winnice