POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Lena Kolarska-Bobińska

Lena Kolarska-Bobińska

Bój Polaków Europejczyków

PiS demontuje bezpieczniki chroniące nasze państwo prawa. Ma plany wobec mediów prywatnych i organizacji pozarządowych, niezakończone zostały zmiany w sądownictwie. Na razie PiS potknął się o protesty, w tym ludzi młodych, oraz o weto prezydenta Dudy.

Trwająca przez ostatnie miesiące destrukcja państwa prawa nasilała konflikt rządu z Komisją Europejską i Radą Europy. W najbliższych miesiącach stosunek do integracji będzie coraz mocniej dzielił Polaków. Jedni przypomną sobie, dlaczego Polska jest w Unii i za jakimi wartościami się opowiada. Inni ulegną pisowskiej nacjonalistycznej retoryce. Pytanie, jak bardzo uda się PiS osłabić proeuropejskie nastroje Polaków?

Słyszeliśmy od polityków PiS, że wprowadzane zmiany w sądownictwie nie różnią się od istniejących w innych krajach. Nie wiadomo więc, dlaczego KE ingeruje w nasze sprawy. Suwerenność jest wtedy, mówią, kiedy każdy decyduje, co robi u siebie i jakie zmiany wprowadza. Polska jest dumnym krajem, nie pozwoli na upokarzanie i naruszanie swojej niezależności. A tak naprawdę, argumentują, to stara Unia odwraca się od Polski, chcąc ją wyrzucić na margines, ze zwykłej niechęci do rządu w Polsce. PiS chce tylko dobrej zmiany w sądownictwie i dba o bezpieczeństwo Polaków – przekonują.

Tymczasem Komisja Europejska od dłuższego czasu ostrzegała polski rząd przed podejmowaniem działań niszczących państwo prawa. Teraz, po ataku na Sąd Najwyższy, wchodzimy w kolejną fazę konfliktu z instytucjami unijnymi. Weto prezydenta konflikt ten tylko rozciągnie w czasie. Mimo pojednawczych gestów Andrzeja Dudy wobec krytyków zmian w sądownictwie rząd będzie nadal budował w kraju poparcie dla swoich działań. Będzie sięgał do haseł o zagrożonej suwerenności, argumentując, że Polska to kraj „sielski i anielski”, a jacyś biurokraci w Brukseli chcą to zniszczyć. Do tego chcą nas zmusić do przyjęcia imigrantów, którzy są potencjalnymi terrorystami. I nie ma znaczenia, że to wszystko nieprawda. Ważne, że trafia na podatny grunt tej części społeczeństwa, która obawia się obcych. PiS będzie nadal argumentował, że Unia nas szantażuje, grożąc zmianami w przyszłym budżecie unijnym, co dotknie wielu korzystających z jego dobrodziejstw. Osobny wątek, ciągle wykorzystywany przez Jarosława Kaczyńskiego, to zdrada opozycji i dziennikarzy „donoszących” na Polskę za granicę. Tak jakby nikt nie wiedział, dzięki mediom, co PiS wyrabia z naszą demokracją. To wątek wdzięczny, mający długą tradycję i silne osadzenie w czasach komunistycznych. Jak ten język wpływa na poglądy Polaków?

Obecnie nasze członkostwo w Unii Europejskiej popiera 88 proc. badanych. Co więcej, ostatnio nastąpił wzrost poparcia dla integracji (dane CBOS, 2017 r.). Koniec kryzysu ekonomicznego w Europie i obserwacja możliwych konsekwencji brexitu spowodowały wzrost akceptacji Unii w wielu krajach. Co więcej, w Polsce wzrosło też poparcie dla zacieśnienia i pogłębienia integracji – wzrost z 39 proc. w 2015 r. do 48 proc. obecnie. Istotna cześć elektoratu PiS (41 proc.) również akceptuje dalsze pogłębianie integracji. Rządy partii Kaczyńskiego swoją retoryką nie osłabiły dotąd poparcia dla integracji – a wywołały nawet w opinii publicznej efekt odwrotny. Podobnie wstępne działania Komisji Europejskiej i przyjęcie przez nią w ubiegłym roku krytycznej opinii o stanie praworządności w Polsce nie osłabiło proeuropejskiego nastawienia Polaków. Prawdopodobnie niewiele osób wiedziało o stanowisku Komisji czy o debatach o Polsce w Parlamencie Europejskim. Nie odbiły się w opinii publicznej dużym echem.

Kolejne, bardziej zdecydowane kroki Komisji zostaną niewątpliwie wykorzystane przez PiS do budowania dystansu wobec instytucji unijnych. Dotychczas Komisja i Parlament Europejski budziły dużo większe zaufanie Polaków niż własne rządy. Wstępując do UE, Polacy traktowali nasze członkostwo jak ważny gwarant demokracji – parasol ochronny nad państwem prawa, który ograniczy zapędy nieodpowiedzialnych polityków. Dziś wiele osób to sobie przypomina. Gdy tak trudno obronić demokrację przed pisowskim walcem, to jego działania mogą zostać ograniczone przez zobowiązania zapisane w traktacie akcesyjnym. Wiedzieliśmy, przystępując do Unii, że jest ona wspólnotą wartości, i do takiej Unii wchodziliśmy.

Groźba polexitu wisi jednak nad nami. Zmiana konstytucji, jeśli do niej dojdzie, może być okazją dla eurosceptycznego rządu do wpisania kilku zdań otwierających furtkę do wyjścia Polski z Unii. Ciekawe też, jak argumenty obozu władzy wpłyną na poglądy Polaków. Stosunek rządu do integracji europejskiej jest bowiem znany badanym – istotna grupa sądzi, że rządzący chcą bądź wyjścia Polski z Unii (17 proc.), bądź ograniczenia integracji (32 proc., CBOS). Takie postrzeganie intencji rządzących, pomimo oficjalnych zapewnień, że nie będzie polexitu, niepokoi wiele osób, również niektórych członków PiS.

Eurosceptyków nie ma w Polsce tak wielu. Do przeciwników Unii można zaliczyć około jednej czwartej Polaków. Nie jest ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]