POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 36 (2157) z dnia 1998-09-05; s. 36-37

Świat

Zdzisław Raczyński

Borysowi z odsieczą

Dziesięć dni przed przyjazdem Billa Clintona do Moskwy rosyjska Duma zwróciła się do prezydenta Jelcyna z propozycją, aby raz jeszcze przemyślał zasadność wizyty amerykańskiego prezydenta po atakach rakietowych na Afganistan i Sudan. "Nie ma sensu, by krwawiący prezydent (aluzja do skandalu z Monicą Levinsky) odwiedzał chorego i niestabilnego prezydenta. Będzie to szczyt przybierania póz i udawania po obu stronach" - tak z kolei odniósł się do moskiewskiej wizyty Clintona Zbigniew Brzeziński. Dwaj mężowie stanu, obaj po ciężkich przejściach, zasiadają do trudnych rozmów.

Bill zachował się nieprzyzwoicie, nie dzwoniąc do swego przyjaciela Borysa przed atakiem na bazy islamskich terrorystów, a informując go po fakcie. Sekretarz prasowy Jelcyna Siergiej Jastrzembski dał absolutnie jasno do zrozumienia, że właśnie przede wszystkim dlatego oburzył się prezydent Rosji.

Jednak Jelcyn nie ma zamiaru czynić Clintonowi wielu wymówek z powodu jego tańca z tomahawkami. Chociaż Kreml tego oficjalnie nie przyznaje, amerykański atak na bazy saudyjskiego terrorysty Osama ibn Ladena, a w rezultacie - konflikt między Talibami (rządzącymi Afganistanem) a Waszyngtonem jest tym, o czym Rosjanie mogli marzyć. Wcześniej USA były skłonne uznać rząd islamskich fundamentalistów w Afganistanie, tym bardziej że amerykańska kompania UNOCOAL wiązała z umocnieniem się Talibów w Kabulu plany budowy przez Afganistan rurociągu, eksportującego ropę i gaz z Azji Środkowej nad Ocean Indyjski. Rosja natomiast obawia się destabilizującego wpływu radykalnych islamistów na środkowoazjatyckie państwa WNP i na Północny Kaukaz. Teraz Jelcyn może spokojnie powiedzieć Clintonowi, wracając do sprawy terrorystycznego ataku na szpital w Budionnowsku: - Mówiłem ci przecież Bill, że z  tymi islamskimi terrorystami ze strasznymi czarnymi opaskami na głowach nie ma żartów, a ty mi opowiadałeś o prawach człowieka w Czeczenii. Widzisz, wiceprezydent Czeczenii Wacha Arsanow już grozi Ameryce aktami odwetu.

Jeśli prezydenci Rosji i USA przyjmą jakieś oświadczenie o konieczności solidarnego współdziałania w zwalczaniu terroryzmu, jeszcze jeden człowiek w Moskwie będzie mógł z satysfakcją stwierdzić: - Przecież uprzedzałem. Już w 1980 r. Jewgienij Primakow, który był wówczas profesorem Instytutu Krajów Azji i Afryki, ostrzegał Amerykanów przed wykorzystywaniem islamu do własnych celów strategicznych, uprzedzając, że miecz ten ma dwa ostrza, z których tylko jedno jest antyradzieckie. Niewykluczone, że Jelcyn postawi także przed Clintonem problem zaangażowania amerykańskich sojuszników - Pakistanu i Arabii Saudyjskiej - w pomoc dla afgańskich Talibów. Co może skłonić Amerykę do poszukiwania wspólnie z Rosją jakiegoś rozwiązania afgańskiego węzła.

Jednakże główną przyczyną, dla której Jelcyn nie może pozwolić sobie na obrażanie się na Clintona w sprawie ataków rakietowych na Chartum i afgański Chost, jest obecna dramatyczna sytuacja finansowa Rosji i wcale nie łatwiejsza sytuacja polityczna, w jakiej znalazł się rosyjski prezydent. Krach rubla i zmiana rządu odmieniły kolejność priorytetów w porządku dnia wizyty Clintona. Obecnie na plan pierwszy wysuwają się kwestie związane z kondycją rosyjskiej gospodarki, planami nowego-starego rządu Wiktora Czernomyrdina i jego wiarygodnością dla zachodnich inwestorów.

22-miliardowy kredyt, obiecany Rosji przez MFW i Bank Światowy, nie uspokoił - jak oczekiwano - rosyjskiego rynku finansowego po majowych wstrząsach. Od dnia ogłoszenia decyzji MFW wskaźnik notowań na moskiewskiej giełdzie obniżył się o 51 proc. Coraz bardziej oczywiste staje się, że "wątpliwa polityka wykupywania Rosji", jak nazywa działania MFW ekonomista Jeffrey Sachs, nie jest właściwą receptą na rosyjskie schorzenie. Zresztą, przewidzianych na rok bieżący transzy (37 mld rubli) nie wystarczy, aby skarb rosyjskiego państwa mógł wykupić wyemitowane obligacje, na co potrzeba 109 mld rubli w najbliższych czterech miesiącach. I przywołanie na pomoc ponownie Czernomyrdina niczego w tym względzie nie zmieni.

Finansista George Soros ocenia, że na obronę rubla na nowych rubieżach (po przeprowadzeniu 15-25-procentowej dewaluacji) Rosji potrzeba co najmniej 50 mld dolarów. Oznacza to, że do 18 mld dolarów rezerw Centralnego Banku Rosji i 17 mld kredytu MFW i Banku Światowego bogate państwa "wielkiej siódemki" powinny dorzucić jeszcze 15 mld. Clinton nie przywiezie do Moskwy tych pieniędzy, ale zadaniem Jelcyna jest przekonanie go, że Rosja byłaby w stanie wykorzystać "wielki kredyt" G-7 z korzyścią dla stabilizacji rynku i reform w kraju. Nie wiadomo zresztą, czy Clinton, zapewniający o swoim ciągłym zaufaniu do Jelcyna, nie stracił jeszcze wiary w jego możliwości wywierania określającego wpływu na sytuację w Rosji. Jelcyn musi nie tylko przekonać amerykańskiego gościa, że wciąż jest gospodarzem kraju, ale przedstawić mu wiarygodny plan ratowania rosyjskiej gospodarki i wzbudzającą zaufanie ekipę, która taki plan może zrealizować. Nie wydaje się, aby samo nazwisko Wiktora Czernomyrdina było wystarczającą poręką. Przed przyjazdem Clintona Rosja musi więc skompletować rząd, w którym znajdą się ludzie pokroju Jegora Gajdara czy Aleksandra Szochina, którzy posiedli niedoścignioną dla premiera Czernomyrdina czy Giennadija Ziuganowa umiejętność posługiwania się hermetycznym językiem makroekonomiki.

Jelcyn i reformatorzy w Rosji liczą, że świat nie pozostawi ich sam na sam z problemami. W czym zapewne nie mylą się. Dzisiejszą sytuację z reformami w Rosji można bowiem porównać do samolotu, który oddalił się od lotniska na tyle, że powrót jest niemożliwy (chociażby dlatego, że w międzyczasie sprywatyzowano pas startowy), zaś na dociągnięcie do celu brakuje paliwa. W dodatku piloci wyszarpują sobie ster, a pasażerowie nerwowo biegają od burty do burty, co zagraża utrzymaniu równowagi. MFW i bogaci tego świata nie mają po prostu innego wyjścia, niż urządzenie kolejnej zbiórki na paliwo ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]