POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 36 (3126) z dnia 2017-09-06; s. 18-19

Polityka

Marcin Kołodziejczyk

Bramą podzieleni

Na Lecha Wałęsę po jednej stronie bramy przez cały dzień mówią Bolek, z pogardą i pluciem, a po drugiej stronie mówią Lechu, z szacunkiem i brawami.

To rocznica porozumień sierpniowych w Stoczni Gdańskiej z 1980 r., obchodzona w 2017 r. według nowopolskich rytuałów pod rządami partii PiS. Wśród zebranych: ta strona bramy to oszołomy, prawdziwi Polacy i zwykli ludzie, a tamta – lemingi, ubecy i suto opłacane przez wrogów Polski zdradzieckie mordy. Ci i ci mają mocne głośniki i rozgłaszają postprawdę lub prawdę: oszołomy wciąż z narażeniem życia walczą z komuną o wolność przy stylizowanych na lata 80. pieśniach gitarowych bardów, a lemingi mają fiestę z powodu wywalczenia wolności w latach 80.

Ruch przez bramę jest swobodny, ale dochodzący miewają dezorientację z wyborem stron, bo tutaj i tutaj głośno słucha się archiwalnego Lecha Wałęsy, który w 1980 r. w sali BHP Stoczni Gdańskiej im. Lenina twardo stawia się komunistom. Ponadto obie strony bramy pokrzykują na własny użytek: Solidarność, Solidarność!

Rano

„Jestem dumnym oszołomem/Nie lemingiem durnowatym” – puszczali przez głośniki rano pod bramą stoczni, po stronie pomnika Poległych Stoczniowców 1970 r. Ktoś śpiewał mocno i odważnie, ale nie osobiście, tylko z internetu. Po placu Solidarności kręcili się mężczyźni w maciejówkach i przybijali gwoździami do chodnika płachty z nazwiskami osób do upamiętnienia. Na klombach przy bramie siedzieli emerytowani stoczniowcy, między sobą wspominali zakład pracy i Wałęsę z dawnych lat. Rozmowa trochę się nie kleiła, bo nie udawało się oddzielić faktów od zmyśleń; na przykład jeden mówił: w 70. roku budowało się osiedle Zaspa i Wałęsa dostał całe piętro w bloku, to jaki z niego był niewygodny opozycjonista? Drugi na to: co pan gadasz, nie na Zaspie, tylko na Stogach, i dostał nie piętro, ale mieszkanie. Pierwszy: jak nie całe piętro, to przynajmniej dwa mieszkania dostał! Starsza kobieta: co ten Wałęsa zrobił dla zwykłych ludzi – nic. Pod pomnikiem stoczniowców stanęła pani-transparent, ma na sobie napisane, że jeśli Wałęsa się przyzna, będzie godnie przyjmował komunię świętą. Nie napisane, do czego ma się przyznać.

Przyszedł Lech Wałęsa i położył wieniec pod pomnikiem, a potem poszedł z tłumem dziennikarzy pod bramę stoczni z goździkami, białym i czerwonym. Mówił parę słów, że trzeba się jeszcze raz poderwać do walki, ale nie słychać na placu, bo zagłusza bard z internetu.

Dawna pracownica stoczni: Wałęsa ciągle by tylko mówił o sobie: ja, ja, ja, ja. Dawny stoczniowiec: Adamowicz z nim był, kto go w ogóle wybrał na prezydenta Gdańska? Zastanawiali się przez chwilę kto i doszli do wniosku, że Adamowicza wybierają radni miejscy.

Potem rozmowa zeszła na tych w maciejówkach: kto to jest i czego tutaj chce? To są kodowcy? – pytano. Ci w maciejówkach wypisali więc na kartkach i poprzyklejali je na bramie stoczni: „Nie jesteśmy Kodowcami. Nie mamy z nimi nic wspólnego”.

Kodowcy i Obywatele RP rozłożyli się po drugiej stronie bramy przy legendarnej sali BHP, która akurat w rocznicę była zamknięta na potrzeby TVP.

Południe

Po kodowskiej stronie bramy grała weselsza muzyka, zagraniczna. Zgodnie z nowym prawem partii PiS 100 m oddalenia między zgromadzeniami pozwalało nie słyszeć, co robią ci drudzy. Mimo lżejszej atmosfery pod BHP rozdawano praktyczne porady na dzisiejsze czasy: jak tłumaczyć dzieciom, co to prawdziwa demokracja; co robić, gdy funkcjonariusze PiS przyjdą po ciebie w nocy? Zbierano podpisy za obroną praw kobiet. Bo partia PiS, bojąc się siły kobiet, chce je zniewolić – przekonywano.

Ubecy, czerwona hołota – mówili ci spod pomnika do tych spod sali BHP, kiedy się mijali pod bramą stoczni. Ci spod BHP kiwali głowami z niedowierzaniem albo coś odburkiwali o oszołomach. A kiedy wracali porozmawiać, ci spod pomnika mówili do nich plecami i śmiali się: nie zawracaj dupy. Mówił człowiek relacjonujący na żywo do Facebooka: jestem normalnym facetem, chcę pogadać jak człowiek z człowiekiem. A słyszał: idź stąd, mały człowieku! Albo: idź do swoich, ubeku.

Antoni Pawlak, doradca prezydenta Gdańska, poeta, były opozycjonista w PRL, był w stoczni w sierpniu 1980 r.: myśmy się czuli wtedy uskrzydleni, że coś zmieniamy. A teraz wygląda na to, że ktoś chce oblać gównem coś pięknego, obrazić wszystkich, którzy w tym uczestniczyli. W Sierpniu wejście za bramę stoczni było jak inny świat, mówi Pawlak, pogodniejszy, pełen nadziei. Napisał w wierszu w 1980 r.: „Linia cichego frontu której/przekroczenie staje się także/doświadczeniem mistycznym Spójrz/Marian – powiedziałem – z tej strony/mniej pada”.

Przybywało pod ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]