POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 35 (3125) z dnia 2017-08-30; s. 26-27

Polityka

Piotr Pytlakowski

Brzytwa Błaszczaka

Dezubekizacja według PiS to golenie do gołej skóry. Ma boleć. Mniejsza, kogo i dlaczego.

Wojciech Raczuk, były milicjant z Białej Podlaskiej, który ani jednego dnia nie przepracował w Służbie Bezpieczeństwa, z pisma Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA dowiedział się, że podjęto decyzję obniżającą jego rentę inwalidzką. Dotychczas dostawał nieco ponad 2 tys. zł, od 1 października jego renta wyniesie 854 zł na rękę. – Opłaty za mieszkanie i leki wynoszą ok. 800 zł – mówi. – Nie wiem, jak za 54 zł mam przeżyć miesiąc.

Marian L. dostał nowe wyliczenie resortowej emerytury. Z prawie 4 tys. zł spadnie mu do 1,7 tys. zł. Nie był w SB, ale pod koniec lat 80. skończył kilkumiesięczny kurs organizowany w Legionowie przez Wyższą Szkołę Oficerską. Do 2007 r. był policjantem.

1 października wchodzi w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna (o zmianie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy policji i służb specjalnych oraz ich rodzin). Dotyczy osób, które zaczynały służbę w czasach PRL i, jak określono: pełniły ją „na rzecz totalitarnego państwa”. Uchwalono ją 16 grudnia 2016 r. podczas słynnej już nocy, kiedy marszałek Kuchciński przeniósł obrady do Sali Kolumnowej, gdzie nie wpuszczono części posłów opozycji. Wszystko odbywało się w pośpiechu, głosowania nie poprzedzono konsultacjami, zamarkowano debatę. Przepchnięto przepisy wadliwe i według wielu prawników niezgodne z konstytucją.

Dezubekizacja dla 50 tys.

Zgodnie z ustawą obniżono do najniższego wymiaru emerytury i renty tych, którzy przepracowali w Służbie Bezpieczeństwa PRL całe dorosłe życie, ale też tych, którzy u schyłku PRL zaledwie otarli się o SB, przeszli weryfikację i w III RP byli funkcjonariuszami policji czy UOP/ABW. Ustawa obejmuje też absolwentów i studentów WSO w Legionowie kształcącej kadry dla SB, a nawet uczestników kursów organizowanych przez legionowską szkołę. Tnie równo. Tyle samo – czyli 1,7 tys. zł – emerytury dostanie posterunkowy z wiejskiego komisariatu i były komendant główny policji. Taka sama renta inwalidzka i rodzinna – 854 zł – przypadnie osobom przewlekle chorym oraz żonom lub dzieciom zmarłych funkcjonariuszy, także tych, którzy polegli z rąk bandytów.

Współautor ustawy Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji, oszacował, że tzw. regulacje emerytalne (czytaj: obniżki) obejmą ok. 32 tys. osób. – To nieprawda – mówi Zdzisław Czarnecki, szef Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. – Nie uwzględnił między innymi pobierających renty rodzinne. Wyliczyliśmy, że ustawa uderzy w co najmniej 50 tys. osób.

Dotyczy nie tylko byłych esbeków, ale też funkcjonariuszy BOR, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej, Żandarmerii Wojskowej (dawniej WSW), pracowników pionu wywiadu i kontrwywiadu, łączności i techniki MSW i wszystkich służb resortu wykonujących zadania m.in. dla SB, np. departament PESEL czy Zakład Konstrukcji Sprzętu Operacyjnego. A także byłych milicjantów nadzorujących administracyjnie lokalne piony SB, w tym komendantów wojewódzkich MO i część ich zastępców. Lista jest długa, liczy kilkadziesiąt pozycji.

Ofiarą tak pomyślanej dezubekizacji zostanie prawdopodobnie generał policji Jerzy Stańczyk, jeden z najbardziej cenionych szefów policji w III RP. Był komendantem wojewódzkim w Szczecinie i Warszawie, a w latach 1995–97 komendantem głównym. Teraz dotknie go kara, bo w latach 80. był zastępcą szefa Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych (w Kielcach i Szczecinie). Jego emerytura zostanie zredukowana do 1,7 tys. zł.

Propagandowo akcję obniżania emerytur esbeckim oprawcom – jak ich nazwano – przeprowadzono wzorcowo. PiS szedł do wyborów z taką obietnicą i teraz ją spełnia. Elektoratowi konsekwencja rządzącej partii bardzo się podoba, tym bardziej że esbek to przecież synonim zła. Odebranie nadmiernych przywilejów oprawcom to postulat słuszny. Jest tylko jeden warunek – o tym, kto był oprawcą, nie decyduje elektorat PiS ani minister spraw wewnętrznych. To powinna być wyłącznie decyzja sądu, ale tak nie jest w tym przypadku. Teraz rolę sądu powierzono IPN, który z automatu wyszukuje w archiwach wszystkich podpadających pod ustawę.

Zabójcy górą

W Służbie Bezpieczeństwa w 1989 r. pracowało ok. 24 tys. funkcjonariuszy. Prawie połowa z nich pozytywnie przeszła weryfikację (nie stwierdzono, że byli, jako się rzekło, oprawcami) i zasiliła UOP, policję, Straż Graniczną i inne służby państwowe. Państwo zawarło z nimi umowę, która gwarantowała, że nie spotka ich retorsja działająca wstecz. Mają pracować zgodnie z regułami, a w zamian będą wynagradzani według ustalonych stawek, a potem pobierać emeryturę zgodną z taryfikatorem.

Nie tylko PiS złamał umowę, bo te warunki były już wcześniej zmieniane. W 1994 r. zmniejszono ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]