POLITYKA

środa, 26 kwietnia 2017

Polityka - nr 20 (2858) z dnia 2012-05-16; s. 42-47

Rynek / Euro 2012

Adam Grzeszak

Budowaliśmy, budowaliśmy i co zbudowaliśmy?

Wszystko miało być zapięte na ostatni guzik: stadiony, drogi, koleje, lotniska, hotele. Choć do Euro 2012 zostało niewiele dni, tylko część guzików udało się zapiąć. Inne są dopinane, kolejne pozostaną niedopięte, niektórych nie będzie, bo nie udało się przyszyć. Cieszyć się tymi dopiętymi czy martwić resztą?

Jarosław Kaczyński nie ma wątpliwości. Trzeba się martwić, bo rząd kolejny raz nie zdał egzaminu. „Nie ma autostrad, nie ma linii kolejowych, nie ma właściwie niczego” – wyliczał na plenerowej konferencji zorganizowanej przy węźle autostradowym w Konotopie na przedmieściach stolicy. Tło wybrał nie najlepsze, bo węzeł jest już na ukończeniu, a najbliższy Warszawy odcinek A2 praktycznie gotowy. Dużo lepiej było ustawić się przy budowie autostradowego łącznika prowadzącego na Okęcie – miał być gotowy na Euro, a jest rozgrzebany. Lider PiS przypomniał, że kiedy wywalczyliśmy prawo organizacji Euro 2012 (a jego duża w tym zasługa) wierzył, że uda się zrealizować zadanie „deprowincjonalizacji Polski” i kibice zobaczą „europejski kraj z autostradami, z drogami szybkiego ruchu, z nowoczesnymi liniami kolejowymi. Kraj, w którym jest tak jak na Zachodzie”. Niestety, przyszedł Tusk i wszystko popsuł.

Solidarna Polska winnego widzi w Lechu Witeckim, szefie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), dlatego skierowała do premiera wniosek o jego zdymisjonowanie. „W 2008 roku rząd ogłosił, że do Euro 2012 przybędzie 900 km autostrad i 2100 km dróg ekspresowych; obecnie wiadomo, że praktycznie żaden z obiecanych ciągów komunikacyjnych nie zostanie w całości wybudowany czy zmodernizowany” – brzmi jeden z zarzutów partii Zbigniewa Ziobry.

Tymczasem na portalu Kancelarii Premiera można znaleźć tabelę „Realizacja exposé” z obietnicami złożonymi przez Donalda Tuska w 2007 r. i stanem ich wykonania. Jest tu także punkt „dobra organizacja Euro 2012”, a obok adnotacja: ...„wykonano”. W komentarzu wyjaśniono, że „ponad 80 proc. najważniejszych inwestycji związanych z mistrzostwami znajduje się w zaawansowanej fazie realizacji”. Informacja jest już chyba nieaktualna, bo rzecznik rządu Paweł Graś poinformował niedawno, że 80 proc. inwestycji infrastrukturalnych zostało już zakończonych. 20 proc. nie zostało i pewnie nie zostanie – dodał, podkreślając, że chodzi tu jedynie o część odcinków drogowych. Zbliżone obliczenia ma Marcin Herra, prezes spółki PL.2012 koordynującej przygotowania Polski do piłkarskich mistrzostw. – Oceniamy, że 75–80 proc. inwestycji infrastrukturalnych zostało ukończonych – wyjaśnia. – Dzięki dopingowi Euro 2012 w cztery lata udało się zrobić to, co normalnie zajęłoby nam osiem. Wartość zrealizowanych inwestycji to 70 mld zł.

Sukces czy porażka

Wygląda więc na to, że w najbliższych tygodniach będziemy mieli polityczny spór na temat przygotowań do Euro. Sukces czy porażka? Nie zrobiono nic – jak widzi to PiS – czy też wszystko (no może prawie), jak chce rząd. I jak to liczyć w procentach, w pieniądzach, w kilometrach dróg, w metrach kwadratowych dworców? I co liczyć, bo funkcjonują dwa wskaźniki. Jeden dotyczy przygotowań infrastrukturalnych, drugi gotowości operacyjnej, czyli zgrania wszystkich służb zabezpieczających Euro (stan na 98 proc.)

Nie wiem, jak minister Graś to policzył, że wyszło mu 80 proc. – dziwi się dyr. Adrian Furgalski, ekspert w dziedzinie infrastruktury z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Według moich obliczeń, w dziedzinie budowy dróg udało się zrealizować 40 proc. pierwotnych założeń (tzw. master planu), a na kolei ok. 50 proc. Najlepiej wypadły lotniska, tu plan zrealizowano w 100 proc. Ekspert podejrzewa, że w optymistycznej wersji ministra Grasia kryje się kreatywna księgowość: PKP PLK wielokrotnie nowelizowała swoje plany, systematycznie je ograniczając. W efekcie może się pochwalić stuprocentową (a nawet większą) realizacją planu, choć kolej kuleje. – Nie wszystkie dworce udało się skończyć, nie będzie Pendolino, a nieco szybsze kursowanie pociągów będzie efektem wstrzymania na czas Euro remontów na torach. Przypomnę jednak, że plan zakładał, iż czas przejazdu z Warszawy do Gdańska uda się skrócić do 2 godz. 45 min, a nie do 4 godz. 15 min, jak dziś obiecuje PKP.

Prezes Herra stara się patrzeć pozytywnie. Najważniejsze, że stadiony czekają – piękne, nowoczesne, przetestowane. Trzeba jeszcze tylko na nich trawę wymienić, bo nie chce rosnąć, i poprawić na Stadionie Narodowym sufit podwieszany. W PL.2012 od początku brano pod uwagę, że przy takim nagromadzeniu wielkich przedsięwzięć inwestycyjnych, nie wszystko uda się skończyć na czas. Zwłaszcza w dziedzinie dróg. – Zbyt wiele projektów miało ten sam planowany termin zakończenia, tuż przed mistrzostwami. Przygotowywaliśmy scenariusze alternatywne wiedząc, że mogą być poślizgi – tłumaczy prezes.

Dodatkowym czynnikiem ryzyka była UEFA, która zmieniała swoje decyzje. Pierwotnie planowała, że rozgrywki będą prowadzone w parach: Warszawa-Gdańsk i Wrocław-Poznań, a to oznaczało, że na terenie Polski kibice będą przemieszczać się głównie między tymi miastami. Potem zmieniono pary na Warszawa-Wrocław i Gdańsk-Poznań, a to wymagało nowego skonfigurowania transportu. Priorytetowe połączenie ze stolicy do Gdańska straciło na ważności, trzeba było za to rozwiązać sprawę sprawnego przejazdu koleją z Gdańska do Poznania, bo tu było wąskie gardło. I udało się. – To będzie największa operacja logistyczna. Szacujemy, że w czasie Euro podróżować będzie po Polsce od 700 tys. do 1 mln kibiców – wyjaśnia prezes Herra. Przygotowywane są różne scenariusze, w zależności od tego, jak potoczą się ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Opóźnienia w realizacji autostrad na Euro 2012

    Opóźnienia w realizacji autostrad na Euro 2012

  • Euro 2012 i pieniądze

    Euro 2012 i pieniądze