POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 16 (2904) z dnia 2013-04-17; s. 19-21

Powstanie w getcie

Marian Turski

Bunt skazanych

19 kwietnia 1943 r. zaczęło się w warszawskim getcie pierwsze miejskie powstanie zbrojne w okupowanej Europie. Czy rzeczywiście było to powstanie?

Marek Edelman powiedział piszącemu te słowa: „Powstanie to jest rzecz planowana z zakreślonymi celami do osiągnięcia w pierwszym uderzeniu, w drugim itd. A my… czekaliśmy na atak Niemców, ponieważ planowaliśmy obronę getta. Decyzja zapadła 18 kwietnia o godzinie 6 wieczorem na ul. Zamenhofa, gdzie zebrała się szczątkowa już wówczas Komenda Główna Żydowskiej Organizacji Bojowej. Decyzja zapadła i wszyscy komendanci obwodów otrzymali rozkazy, ponieważ widzieliśmy, że akcja niemiecka lada godzina się rozpocznie, bowiem getto już było całkowicie obstawione”.

O brzasku, 19 kwietnia, wkroczyło przez jedną z bram 850 esesmanów i 16 oficerów Waffen-SS.

Bojowiec Simcha Rotem – „Kazik” Ratajzer (pisał o nim w poprzednim numerze POLITYKI Marcin Kołodziejczyk) wspomina: „Około godziny czwartej zobaczyliśmy nadciągające niemieckie wojsko od strony Nalewek. Czołgi, samochody pancerne, armatki i kolumny esesmanów na motocyklach. »Idą jak na wojnę« – powiedziałem do stojącej obok mnie dziewczyny. Poczułem, jak bardzo jesteśmy słabi, jak nikłe są nasze siły. Mieliśmy tylko rewolwery i granaty. Ale… w końcu trzeba się z nimi policzyć”.

Wspominał Chaim Frymmer: „Gdy policjanci żydowscy (którzy stanowili żywą osłonę dla Niemców) przemaszerowali przez ulicę, poczęła posuwać się niemiecka kolumna, zmotoryzowana i dobrze wyposażona. Rozkaz, który otrzymałem, brzmiał: gdy środek kolumny będzie znajdował się koło balkonu, należy rzucić w nich granat, co będzie sygnałem do rozpoczęcia akcji. (…) Z mego balkonu widziałem całą ich bezradność. (…) Wśród hałasu, zgiełku i krzyków rannych usłyszeliśmy pełen zaskoczenia okrzyk jednego z Niemców: »Juden haben Waffen! Juden haben Waffen! (Żydzi mają broń!)«”.

Niemców czekała długa i ciężka walka. Na dachu kamienicy przy ulicy Muranowskiej znajdującej się w rękach Żydowskiego Związku Wojskowego (formacji powołanej przez prawicowy odłam ruchu syjonistycznego, w tym licznych oficerów WP; walczyła oddzielnie) wciągnięto flagi biało-niebieską (żydowską) i biało-czerwoną.

Dowódca powstania Mordechaj Anielewicz napisał po czterech dniach walki do swojego zastępcy Icchaka Cukiermana, który przebywał – jako łącznik z polskim podziemiem – poza gettem: „To, co się stało, przewyższyło nasze najśmielsze marzenia. Niemcy dwukrotnie uciekali z getta. Jeden nasz oddział wytrzymał na swych pozycjach przez 40 minut, drugi oddział bojowy – przez 6 godzin”.

Powstańcy ŻOB uformowani byli w 22 oddziałach bojowych, złożonych z członków organizacji młodzieżowych (syjonistycznych różnych orientacji, Bundu oraz komunistów, czyli PPR). Getto było podzielone na trzy sektory bojowe. Dowódcą pierwszego sektora był Izrael Kanał, drugiego Eliezer Geller (który zastąpił Icchaka Cukiermana), a trzeciego Marek Edelman. Dowodził całością Mordechaj Anielewicz.

Strategia samoobrony getta polegała na tym, by unikać starcia na ulicach lub placach. Bojowcy nie mogliby sprostać Niemcom ani liczebnością, ani siłą uzbrojenia, ani doświadczeniem bojowym, ani znajomością metod walki. Dlatego wykorzystując znajomość terenu – zaskakiwali nieprzyjaciela wypadami.

Stosunek sił między powstańcami a wrogiem był wręcz nieprawdopodobny. Jak podaje świetny znawca zagadnienia, znany historyk Israel Gutman, w walkach w getcie uczestniczyło codziennie 2054 niemieckich żołnierzy i 36 oficerów. W tym oddział SS, oddziały policji, armii regularnej i siły pomocnicze (335 Ukraińców i straży obozowej). Niemcy mieli 69 lekkich karabinów maszynowych, 13 ciężkich karabinów maszynowych, działo, miotacz płomieni i trzy wozy pancerne.

Bojowców ŻOB i ŻZW w sumie było około 750 (500 i 250). ŻOB dysponowała pistoletami różnego kalibru i rodzaju. Każdy bojowiec miał od 10 do 15 nabojów i cztery lub pięć granatów ręcznych, najczęściej własnej produkcji. ŻOB miała także około 2000 butelek zapalających własnej produkcji. 10 karabinów i jeden lub dwa pistolety automatyczne zdobyte wraz z amunicją na Niemcach. ŻZW dysponował większą niż ŻOB ilością karabinów i pistoletów automatycznych.

Czwartego dnia powstania Żydzi zostali zmuszeni do dramatycznej zmiany strategii walki. Niemcy przestali poruszać się dużymi grupami, rozproszyli oddziały po całym obszarze getta, zaczęli podpalać domy.

To był początek końca. Walka w obronie getta lub jego części zmieniała się w zawzięty bój o każdy bunkier, o każdy dom, ale ogień blokował wyjścia i przejścia i sprawiał, że bunkry stawały się bezużyteczne. Znów zacytuję fragment listu Anielewicza do Cukiermana: „Nie sposób opisać, w jakich warunkach żyją teraz Żydzi w getcie. Tylko jednostki będą mogły to przetrzymać. Wszyscy pozostali wcześniej albo później zginą. Los ten jest przesądzony. Prawie we wszystkich schronach, w których ukrywają się tysiące ludzi, nie można zapalić świecy, bo brak powietrza”.

Polska gazeta podziemna wydawana po tzw. stronie aryjskiej przez WRN (socjalistów) napisała: „...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]