POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 16-18

Temat tygodnia

Łukasz Wójcik

Byle nie do nas

Polska postanowiła stanąć obok kryzysu migracyjnego, który tego lata znów może wybuchnąć w Unii Europejskiej. Oby w końcu Unia nie postanowiła stanąć obok Polski.

Premier Beata Szydło rozgrzała atmosferę do czerwoności. W Sejmie, broniąc ministra obrony Antoniego Macierewicza, przypisała mu cechy niemal Jezusowe, jednocześnie atakując diabła, czyli szeroko pojętą Brukselę – za to, co robi w sprawie kryzysu migracyjnego. „Dokąd zmierzasz Europo?! Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie codziennie będziesz opłakiwała swoje dzieci”. Nawiązała w ten sposób do zamachu w Manchesterze, w którym 22 maja zginęły 22 osoby, w tym wiele dzieci.

1

Wypowiedzi pani premier są tak skonstruowane, aby rozwibrować emocje po obu stronach podziału politycznego. Wyprowadzając z równowagi opozycję, Szydło punktuje ją jako nieodpowiedzialną, bez końca zmieniającą zdanie – tak jak Grzegorz Schetyna w sprawie migrantów.

Po swojej stronie premier realizuje politykę zohydzania Unii. Szydło i wielu jej kolegów z partii przekonują, że otwierając się na migrantów z Bliskiego Wschodu, Unia popełniła śmiertelny błąd, bo jednocześnie wpuściła terrorystów. Używa przy tym zamiennie terminów „terrorysta”, „imigrant”, „muzułmanin” i „uchodźca”. Te słowa mają wzbudzić najprostszą emocję, czyli strach. Stąd jednym z największych osiągnięć PiS jest zmiana opinii Polaków o uchodźcach. Jeszcze na początku 2015 r. niemal 75 proc. z nas było za ich przyjmowaniem. Dziś proporcje się odwróciły. Ten sam plan zmiany poglądów Polaków PiS realizuje w stosunku do Unii.

Rozgrywany na takim poziomie spór o terrorystów, migrantów i Unię służy sprawowaniu władzy w kraju. Łatwo tu jednak zgubić prawdziwą wagę kryzysu. Po katastrofalnym 2015 r., gdy do Europy przybyło ponad milion migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, następny rok był spokojniejszy – ok. 350 tys. Ale obecny znów zapowiada się kryzysowo, szczególnie na Morzu Śródziemnym. Nie tylko z powodu kolejnych setek tysięcy migrantów, ale również dlatego, że przybywając tu, ujawniają oni coraz głębsze podziały w samej Unii. Polski rząd i wtórująca mu opozycja uważają, że to nie nasz kłopot. – A na przykład możliwy rozpad strefy Schengen to już byłby wasz kłopot? – pyta zachodni urzędnik zajmujący się migracją w Komisji Europejskiej.

2

Kryzys migracyjny do nas wraca. Tylko w ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku do Europy dotarło ponad 30 tys. migrantów, 80 proc. z nich do Włoch, twierdzi współpracująca z ONZ Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM). W każdym kolejnym miesiącu przybywało ich więcej niż w trzech pierwszych miesiącach najgorszego dotychczas 2015 r. Obecna tendencja jest i tak niedoszacowana, bo w tym roku – inaczej niż dwa lata temu – większość migrantów przybędzie do Europy przez Morze Śródziemne, więc ich liczba skokowo wzrośnie, gdy letnie miesiące przyniosą poprawę pogody i spokojne morze.

I w końcu ta tegoroczna migracja będzie przede wszystkim ekonomiczna, bo w podróż z Afryki szykują się głównie mieszkańcy Nigerii, Gwinei czy Wybrzeża Kości Słoniowej, a także Bangladeszu i Pakistanu. O ile więc sprzeciw Europejczyków wobec przyjezdnych w 2015 r. był tonowany przez powód ich przybycia – wojnę domową w Syrii i Iraku, o tyle w tym roku może już zabraknąć zrozumienia.

Europejski reżim prawny w tej sprawie opiera się na dwóch, nijak już niepasujących do współczesności, dokumentach: konwencji genewskiej z 1951 r. i tzw. regulacjach dublińskich. Konwencja określa status uchodźcy i w kluczowym 33. artykule zabrania ich zawracania (nie można również zawracać łodzi z migrantami). Powstała w czasach, gdy uchodźcy zdarzali się incydentalnie. W obliczu masowych migracji wymogi konwencji paraliżują państwo docelowe, które jest zobowiązane do przyjęcia każdego wniosku.

Drugi dokument, choć zaledwie sprzed 10 lat, okazał się jeszcze bardziej niedzisiejszy. Według regulacji dublińskich do rozpatrzenia wniosku o azyl zobowiązany jest pierwszy kraj Unii, do którego trafi potencjalny uchodźca. W praktyce niewspółmiernie obciąża to kraje południa Europy, a szczególnie Grecję i Włochy – trzymając się prawa, wszyscy migranci, którzy przedarli się do kolejnych krajów, powinni być cofani do kraju wejścia.

3

Stąd szybko pojawił się pomysł tymczasowego systemu relokacji migrantów z tych dwóch państw, co de facto zawiesza działanie regulacji dublińskich. Chodzi o rozdzielenie ich pomiędzy kraje Unii – proporcjonalnie do PKB i liczby ludności. We wrześniu 2015 r. rząd Ewy Kopacz zgodził się, aby z puli prawie 120 tys. do Polski trafiło nieco ponad 6 tys. migrantów, później ta liczba jeszcze nieco wzrosła. I choć PiS już ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]