POLITYKA

Poniedziałek, 24 lipca 2017

Polityka - nr 12 (3103) z dnia 2017-03-22; s. 18-20

Temat tygodnia

Ewa Wilk

Bylejakość

Bałagan, chaos, pogarda dla zasad i procedur – wszystko to wciąż przenika polskie życie zbiorowe. Przez ostatnie ćwierćwiecze aspirowaliśmy do zachodniego ładu. Z niejakim sukcesem. Czy obecna władza cofnie nas do cywilizacji powszechnego niechlujstwa?

Kilka wyników kontroli NIK z ostatnich tygodni.

O polskich przejazdach kolejowych: ponad połowa nie jest utrzymana we właściwym stanie technicznym. Przeszło 70 proc. nie ma odpowiedniego oznakowania. Przy połowie dróg dojazdowych drzewa i krzewy ograniczają możliwość zauważenia nadjeżdżającego pociągu. Ponad 80 proc. kładek naziemnych oraz blisko 60 proc. przejść podziemnych ma różnego rodzaju usterki i uszkodzenia. Dzikich przejść przez tory stale przybywa. Liczba ofiar śmiertelnych i ciężko rannych w wyniku wypadków na przejazdach z roku na rok rośnie.

O bezpieczeństwie i higienie w polskich szkołach: w żadnej ze skontrolowanych szkół nie stworzono uczniom optymalnych warunków technicznych do nauki. W dwóch na każde trzy przerwy są za krótkie, często trwają ledwie pięć minut, w skrajnym przypadku – tylko minutę. Waga połowy uczniowskich tornistrów przekracza zalecany ciężar, czyli 10 proc. masy ciała; w skrajnym przypadku plecak ucznia ważył prawie połowę tego, co uczeń. W 70 proc. szkół coś zagraża poważnie bezpieczeństwu uczniów: niezaizolowane właściwie przewody elektryczne, śliskie schody, niestabilne bramki na boiskach. W prawie połowie szkół nie ma apteczek, a jak są, to leki – zdarza się – liczą tam 17 lat. 

O polskich uzdrowiskach: zbadano 11 spośród 45 istniejących – w 10 przekroczone są normy hałasu. W żadnym ze skontrolowanych nie bada się należycie jakości powietrza; gminy podają w tym względzie lipne dane, bo stacje pomiarowe są od nich oddalone od kilkunastu do nawet 100 km. A w „dziecięcym uzdrowisku” Rabka normy zanieczyszczenia powietrza są przekroczone 20-krotnie.

O dokumentacji medycznej polskich pacjentów: w 73 proc. stwierdzono uchybienia, a jeśli chodzi o samo tylko lecznictwo ambulatoryjne, to niemal we wszystkich kartach pacjentów czegoś brakowało: wywiadów z chorym, informacji o zabiegach lub operacjach (w 79 proc.!), pobytach w szpitalu, chorobach przewlekłych, wynikach zleconych badań. (Lekarz rekordzista udzielił 11 zleceń – w dokumentacji nie było wyniku któregokolwiek z badań). Nieczytelne wpisy stwierdzono w blisko 13 proc. kart (czytelność badał personel medyczny niezależny od NIK). W dokumentacji jednego pacjenta znajdowano wyniki badań innego. Blisko połowa placówek nie przechowuje dokumentacji tak, by nie zginęła lub nie dostała się w niepowołane ręce. Bywa przechowywana w kartonach na podłodze albo niezamykanych szafach na korytarzu.

Historia: z dziejów bardaku

Jak to wszystko nazwać? Bałaganiarstwo? Chaotyczność? Bylejakość? Niefrasobliwość? Każdy z tych terminów jest synonimem słowa niechlujstwo. Ma ono w polszczyźnie ponad 180 zamienników, ale bodaj najtrafniej ujmuje coś, co jest wciąż smutnym rysem naszego życia zbiorowego. Jest pojemne, bo mieści się w nim i najdosłowniej rozumiany brud, i pewna osobliwa mentalność. Użył go niedawno Jerzy Stuhr w telewizyjnym wywiadzie, gdy poproszono go o komentarz do świeżej wówczas sprawy wypadku rządowej kolumny. Niechlujstwem nazwał lekceważenie zasad i procedur, przywiązanie do wiecznej prowizorki, przekonanie, że jakoś to będzie, jakoś się uda, skoro dotychczas się udawało jeździć na łysych oponach, gnać wbrew ograniczeniom prędkości i instynktowi samozachowawczemu, lądować wbrew pogodzie, siadać za sterami samolotów bez wymaganych papierów (w tym kontekście pojawiło się jeszcze jedno dosadne określenie: „tupolewizm”).

Kryje się za tym wszystkim zakorzeniona w polskiej mentalności pogarda dla perfekcjonizmu, dokładności, sumienności, konsekwencji. W stereotypach te cechy to szybciej wady niż walory, cechujące nieznośnych pedantów i służbistów, którzy męczą siebie i innych. Wielu z nas gotowych jest przyjąć za dobrą monetę pop-psychologiczne teorie, jakoby biurkowi bałaganiarze byli bardziej kreatywni od zwolenników ładu (to „naukowe doniesienie” z USA robi nieprzerwanie zadziwiającą karierę na polskich portalach psychologicznych). I pielęgnować w sobie przekonanie, że tacy fanatycy porządku, jak np. Niemcy, to pozbawieni jakiegokolwiek polotu wykonawcy rozkazów, co wiadomo do czego prowadzi.

Skąd to się w Polakach wzięło? Dariusz Łukasiewicz, historyk, tak przed laty pisał na naszych łamach: „Polska w XVIII w. dużo straciła, trwając we wstecznym sarmatyzmie, w rezultacie w dobie rozbiorów między Rzeczpospolitą i jej zachodnimi sąsiadami rysowały się już duże różnice poziomu cywilizacyjnego. O ile więc w stuleciach wcześniejszych byliśmy typowymi Europejczykami, czyli brudasami, później nie zrobiliśmy widocznego postępu. XVIII stulecie przyniosło zatrważający obraz niechlujstwa Polaków. Zaborcy, m.in. w osobie Fryderyka II, wykorzystywali obraz brudnych, a więc oczywiście leniwych Polaków, aby zniechęcić do nas całą Europę i usprawiedliwić rozbiory argumentem, że i tak nie potrafimy sobą rządzić. (…) Wraz z Irlandczykami uchodziliśmy za narody podobne nie tylko w zakresie niezłomnej walki o wolność, ale i skłonności do bał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]