POLITYKA

Niedziela, 28 maja 2017

Polityka - nr 26 (3065) z dnia 2016-06-22; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce według Paradowskiej

Janina Paradowska

CBA czuwa

CBA szeroko zarzuciło sieci. Operacja jest polityczna, ma osłabić samorząd, którego PiS nie lubi, bo ceni władzę silnie scentralizowaną.

Wszystkie ręce na pokład – to nowe hasło dobrej zmiany PiS. Przydadzą się zwłaszcza ręce funkcjonariuszy CBA, którzy wielką gromadą ruszyli na urzędy marszałkowskie, by kontrolować wydawanie funduszy unijnych w czasie rządów koalicji PO-PSL. Po nieudanym audycie centrum przyszedł czas na województwa. Bo urzędy marszałkowskie to łakomy kąsek. Mają wielkie pieniądze i poza jednym, podkarpackim, są w rękach koalicji PO-PSL. W dodatku nic nie zapowiada, by ten stan miał się zmienić. A to już zniewaga dla partii, której przecież „suweren” powierzył los narodu. Działacze w terenie w kampanii się napracowali, a posady dostają tylko tam, gdzie wojewoda lub inny zwierzchnik centralny może coś dać. Tak poszły w pisowskie ręce rolnicze agencje, z których przegnano ludowców. To jednak nic w porównaniu z zasobnością urzędów marszałkowskich, zarówno pod względem stanowisk, jak i pieniędzy, zwłaszcza unijnych, których nie dzielą, niestety dla PiS, wojewodowie. Był pomysł, aby to oni je dzielili, ale niestety kontraktów regionalnych nie da się już renegocjować i dużą kasę można stracić.

Cel operacji jest więc jasny i wyłącznie polityczny. Dziś CBA powinno chronić przed korupcją odbywające się przetargi, nadzorować prowadzone inwestycje, bo takie są jego zadania, a nie bawić się w badania nieco archeologiczne.

Tym bardziej że w sprawie wykorzystania funduszy jest raport NIK i to raczej pochlebny, co izbie tej rzadko się zdarza. Nie ma żadnych konkretnych podejrzeń, że akurat w funduszach unijnych rozpleniła się korupcja, nie ma nawet zbyt wielu donosów, zazwyczaj towarzyszących rewolucyjnym zmianom. Są Regionalne Izby Obrachunkowe, można raz jeszcze poprosić o sprawdzenie NIK. Kontrolerów nie zabraknie. Rzecz jednak w tym, że ani do NIK, ani do RIO PiS zaufania mieć nie może. Może mieć zaufanie wyłącznie do swoich, a swoi są w CBA. Ta służba powstała na zamówienie PiS, na potrzeby tej partii została ukształtowana i funkcjonariusze partyjni nią dowodzą. Można się więc spodziewać, że zadanie wykonają. Ile będzie najpierw przecieków z pomówieniami, a potem aktów oskarżenia, które napiszą prokuratorzy ministra Ziobry? Zapewne dużo. I pewnie będą byle jakie, tworzone na bieżące, polityczne zapotrzebowanie. Tak się jakoś składało, że akty oskarżenia powstające z inicjatywy ministrów Kamińskiego i Ziobry nie broniły się w sądach. Natomiast sam Kamiński i jego koledzy dowodzący dziś CBA popadli w potężne kłopoty, z których ratować ich musiał sam prezydent Duda, co nie najlepiej wypadło. Nic nie wskazuje, by dziś mogło być inaczej.

Operacja jest polityczna, ma generalnie osłabić samorząd, którego PiS nie lubi, bo ceni władzę silnie scentralizowaną. Może doraźnie przeciągnąć jakichś radnych na stronę PiS, aby odbić kilka sejmików, może być przygotowaniem do przyspieszonych lub nawet odbywających się w terminie wyborów samorządowych. Ten ostatni scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Można przecież dwa lata grzebać w papierach, od czasu do czasu podrzucając jakieś „sensacje”, by przed wyborami rzucić stertę oskarżeń, jaka to wielka patologia i jak bardzo sejmiki, do których, pamiętajmy, wybory zdaniem PiS sfałszowano, o czym sam Andrzej Duda, jeszcze jako eurodeputowany, donosił do Brukseli, potrzebują dobrej zmiany.

PiS już od objęcia władzy kombinuje, co by zrobić, aby zdobyć szczebel wojewódzki. Najpierw sugerowano nowy podział terytorialny obejmujący kilka województw, głównie mazowieckie, bo to dawało szansę ustanowienia nowej władzy w Warszawie. Tu obecność Hanny Gronkiewicz-Waltz na stanowisku prezydenta po prostu rani serce Jarosława Kaczyńskiego i utrudnia spełnienie wielkiej obietnicy, że w stolicy na Krakowskim Przedmieściu staną dwa smoleńskie pomniki, w tym najważniejszy – Lecha Kaczyńskiego. Na razie powstała wyjątkowo szpetna, w dodatku nielegalnie postawiona, tablica przed Urzędem Wojewódzkim. To symbolicznie pokazuje skalę wyzwania. Gdyby władza samorządowa była w rękach PiS, wojewoda nie musiałby chyłkiem, pod osłoną nocy, ustawiać tablicy, a żaden samorząd nie podejmowałby uchwały, że będzie respektować wyroki Trybunału Konstytucyjnego, wzmacniając tym samym front obrońców TK i państwa praworządnego. Prezydent Poznania (powinien być oczywiście z PiS, a nie jakiś lewak) nie ośmieliłby się dyskutować z ministrem Macierewiczem, jak ma wyglądać apel poległych upamiętniający wydarzenia czerwcowe z 1956 r. W apelu jak nic znaleźliby się bez protestów „polegli na polu chwały” pod Smoleńskiem, usuwając w cień zabitych robotników. Gdyby…

Przykłady można mnożyć i dlatego potrzebne jest nowe przyspieszenie. Zdobyta dotychczas władza jeszcze nie satysfakcjonuje. Można port w Świnoujściu nazwać imieniem Lecha Kaczyńskiego, ale co ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]