POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 35 (2365) z dnia 2002-08-31; s. 68-71

Historia / Kłopoty z prawosławiem

Adam Szostkiewicz

Cerkiew bez Moskwy

Władze odrodzonej Polski nakłoniły biskupów prawosławnych II RP do ogłoszenia kościelnej niezależności, czyli autokefalii. Pierwsze decyzje zapadły 80 lat temu, ale historia obfitowała w dramatyczne momenty, łącznie z zabójstwem metropolity.

W potężnym państwie polsko-litewskim było ich więcej niż katolików. Prawosławie dominowało na wschodzie Rzeczypospolitej. Ale w XVI w., za arcykatolickiego króla Zygmunta III, rozpadło się na dwa Kościoły: unicki, który uznał prymat papieża, i dyzunicki, który Rzymowi i jezuitom podporządkować się nie chciał. I tak zostało po czasy współczesne. Gdy odrodziło się państwo polskie, a w Rosji szalała wojna domowa i rewolucja bolszewicka, przywódcy duchowi prawosławia w Polsce zaczęli rozważać możliwość autokefalii – całkowitej kościelnej niezależności.

Niezależności od kogo? Od Cerkwi rosyjskiej, z którą prawosławie w Polsce liczyło się ze względów kościelno-historycznych. W epoce rozbiorów wśród Polaków poddanych rządom carskim utrwaliło się wyobrażenie, że Cerkiew i jej wyznawcy są narzędziem rusyfikacji. Prawosławne sobory w Warszawie czy Lublinie kłuły w oczy jako symbole obcej dominacji. W rzeczywistości sytuacja po 1918 r. była znacznie bardziej skomplikowana.

W granicach odrodzonego państwa polskiego znalazło się ponad 3 mln prawosławnych, ale etnicznie nie byli to bynajmniej Rosjanie – tych w 1923 r. było ledwie ok. 50 tys. – lecz głównie Białorusini, Ukraińcy, Łemkowie, trochę Słowaków. Wyznawcami prawosławia byli także, choć nieliczni, Polacy (na Wileńszczyźnie, Polesiu, Wołyniu) oraz uciekinierzy napływający do II Rzeczypospolitej, szukający schronienia przed bolszewikami. Tak trafili do Polski na przykład prawosławni Gruzini-wojskowi. Kapelan tej grupy ks. Grzegorz Paradze zginął w Oświęcimiu; w 1995 r. gruziński Kościół prawosławny ogłosił go świętym.

Zabory i rewolucja

Ogłoszenie autokefalii było głównie problemem politycznym. Kościołowi do normalnego funkcjonowania autokefalia nie była specjalnie potrzebna. Prawosławie nie jest scentralizowane jak Kościół rzymski. Nawet patriarcha Konstantynopola ma w światowym prawosławiu prymat honorowy. Ale czasy wojny i rewolucji nie są normalne. W latach 20. Cerkiew rosyjska przeżywała kataklizm. Dzięki upadkowi caratu odzyskała wprawdzie swobodę sprzed reform narzuconych jej przez Piotra I w XVIII w. (to car Piotr zlikwidował patriarchat moskiewski i zastąpił go kontrolowanym przez siebie synodem; patriarchat przywrócono dopiero tuż przed rewolucją bolszewicką), ale zamach stanu bolszewików Lenina popchnął Cerkiew i nowo wybranego patriarchę Tichona Bielawina do konfrontacji z agresywnie ateistycznym systemem sowieckim, w której Cerkiew nie miała szans.

Bolszewicy rozpoczęli niszczenie Kościoła prawosławnego. W maju 1922 r. Tichona osadzono w areszcie domowym, rok później patriarcha ogłosił lojalność wobec reżimu, ale zmarł w niejasnych okolicznościach już w kwietniu 1925 r. Jego następca, patriarcha Piotr Poliański został zesłany na Syberię, na nic też zdała się kolejna deklaracja lojalności kolejnego patriarchy Siergieja Starogrodzkiego w lipcu 1927 r. Państwo sowieckie przejmowało majątek kościelny, likwidowało kościelne instytucje, więziło i mordowało duchownych – liczbę ofiar szacuje się na 50 tys. Cerkiew w Rosji została zepchnięta do katakumb.

Ten dramat prawosławia rosyjskiego nie przebił się do świadomości elit nowo powstałego państwa polskiego. Prawosławie w Polsce uważały one za ekspozyturę Cerkwi rosyjskiej i piątą kolumnę ekspansywnego żywiołu rosyjskiego, wszystko jedno pod czyimi rządami – cara czy bolszewików. W odrodzonej Polsce pamiętano o prześladowaniach katolików i unitów przez carat, pomijano za to ból mas prawosławnych, które obciążano zbiorową odpowiedzialnością za politykę rosyjskich dostojników państwa i Cerkwi z epoki zaboru.

Do rozbiorów Kościół prawosławny na ziemiach Rzeczypospolitej był podległy patriarsze Konstantynopola – tłumaczy ks. Henryk Paprocki, prawosławny teolog i kierownik redakcji ekumenicznej TVP, rzecznik Polskiego Kościoła Prawosławnego. – Potem, po zmianach terytorialnychCerkwi w Moskwie. Historycznie Kościołem-matką dla Cerkwi w Polsce był Konstantynopol (Bizancjum), który ochrzcił Ruś Kijowską, kolebkę prawosławia na ziemiach w tej części Europy. Tak jak dla tutejszego Kościoła łacińskiego Kościołem-matką był Rzym. Po 1795 r. miejscowi hierarchowie prawosławni zostali przeniesieni w głąb Rosji, na ich miejsce przyszli Rosjanie. Za to odpowiedzialność ponosi Moskwa, przede wszystkim państwo carskie i jego imperialne cele, ale nie Cerkiew w Polsce. Pamiętajmy, że niektórzy księża prawosławni brali udział w Powstaniu Styczniowym, a w Katyniu razem z polskimi oficerami NKWD zamordowało ks. podpłk. Szymona Fedoreńko, naczelnego kapelana prawosławnego Wojska Polskiego.

Młode państwo chce autokefalii

Intencją twórców niepodległego państwa polskiego było przekreślenie dziedzictwa zaborów. W polityce wyznaniowej sprzyjało to koncepcji odrywania Kościołów niekatolickich od wszelkich powiązań zagranicznych, zwłaszcza jeśli dotyczyło to państw lub narodów uważanych za wrogie. A wrogiem była wtedy przede wszystkim Rosja. Młode państwo polskie sprzyjało więc idei autokefalii Kościoła prawosławnego w Polsce.

Rząd Rzeczpospolitej starał się przekonać do autokefalii samych biskupów prawosławnych. Nie było wśród nich jednomyślności. Widzieli, że historia gwałtownie przyspieszył...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]