POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 34 (3073) z dnia 2016-08-17; s. 10-12

Temat tygodnia

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Cham uskrzydlony

Elity niby walczą z chamami, a chodzi o to, że zwykli Polacy im śmierdzą. Tak ładnie ustawił to PiS, usprawiedliwiając politycznie chamstwo i wpędzając w poczucie winy tych, którzy ośmielają się je zauważyć.

Państwo naśmiewają się z prostaczków, z ich obyczajów, także wakacyjnych, z picia piwa, skarpet do sandałów, słuchania disco polo, zanieczyszczania wydm, nieczytania niczego, ale w istocie pogardzają Polakami i polskością. Oderwali się od prawdziwego życia, nie rozumieją pulsu narodu, który bije w zwykłych, tradycyjnych rodzinach. A te chcą żyć, tak jak chcą. Tak ostatnie spory o chamstwo, brak wychowania, hejt, ksenofobię ukazuje propaganda skupiona wokół rządzącej dzisiaj formacji.

Zaczęło się mniej więcej od wywiadu prof. Zbigniewa Mikołejki, który przywołał figurę Edka, sprytnego i bezwzględnego prostaka z „Tanga” Sławomira Mrożka. Mikołejko dowodził, że władza PiS wywołuje i ośmiela takie postawy, choć zastrzegał, że nie chodzi o klasowość, ale o mentalność, bo Edkiem może być zarówno żul, jak i profesor. Jednak wylała się na niego fala nienawiści, podobnie jak na prezenterkę Agatę Młynarską, która podzieliła się na Facebooku niemiłymi wrażeniami z pobytu nad Bałtykiem. Obojgu proponowano wyniesienie się z kraju, skoro naród się nie podoba. Mikołejko bronił swoich racji, ale Młynarska najwidoczniej się wystraszyła i przeprosiła. Zresztą zaatakowali ją także inni telewizyjni celebryci, z dumą obnoszący się z akceptacją radosnej przaśności. Wyraźnie zmienia się atmosfera, społeczny klimat przyzwalający na „naturalną ekspresję” i nieumiarkowany język.

Chamstwo było i jest społecznym faktem. Prostactwo, bezczelność, nieokrzesanie, brak manier, empatii, szacunku dla innych zdarzały się zawsze, i właśnie w walce z takimi cechami stworzono kanony zachowania, mówienia, reguły grzeczności. Miało to poprawiać jakość życia, łagodzić międzyludzkie relacje. Jakoś w końcu funkcjonowały mechanizmy zawstydzania, piętnowania. Chamstwo oficjalnie pozostawało na marginesie, walczono z jego przejawami.

Ale dzisiaj chamstwo przestaje być zwykłym chamstwem, a staje się poważną postawą polityczną. Jest teraz oznaką sprzeciwu i oburzenia na poprzedni porządek, na władzę establishmentu, narzucanie obcych wzorców. Chamstwo, grubiaństwo, brak wychowania i przyzwoitości zostały zaprzęgnięte do ideologicznego projektu. Teraz to jest przejaw szczerości, autentyzmu, nieskrywanych wreszcie emocji. Edek, którego przypomniał Mikołejko, staje się nowym proletariuszem „dobrej zmiany”. On ma szydzić z profesorów, śmiać się z inteligenckich konwenansów, z „eurohomosiów”, z „ciapatych”, z „papieża z Czerskiej” (zaczerpnięte z zaangażowanych forów). Władza nie musi się przyznawać do Edka ani mówić jego językiem (choć potrafi), ale Edek – co wyraźnie widać – jest wliczony do planu jako podwykonawca. Jak to się mogło udać? Są tego głębsze przyczyny.

Słabnięcie elit. Atak PiS i pozostałej radykalnej prawicy na elity III RP ma charakter nie tylko polityczny i ideologiczny, ale także moralny. Chodzi o zanegowanie siły wzorcotwórczej dotychczasowych elit. Jeśli myliły się politycznie, nie mają instynktu narodowego, są z gruntu złe, to zasady, gusty, modele zachowań, hierarchie, jakie proponowały, też się nie liczą. Kryteria chamstwa, grubiaństwa, niedopuszczalnych słów i reakcji są przedstawiane teraz jako klasowe, uzurpatorsko narzucone, a niesłusznie przedstawiane przez elity jako obiektywne. Wzorce, które próbowały one zaszczepić, są traktowane jako przegrana, nieobowiązująca opcja.

W retoryce dzisiejszej władzy widać wyraźnie przeciwstawienie autentycznego, spontanicznego w wyrażaniu wartości i emocji ludu wysferzonym, kosmopolitycznym pseudoelitom. Następuje powrót do korzeni, dowartościowanie „polskiego obyczaju”, autentycznych rytuałów, pierwotnej wrażliwości. Władza zdaje się mówić do Polaków: bądźcie wreszcie tacy, jak chcecie, jacy w głębi duszy naprawdę jesteście, co chcieli zmienić przewrażliwieni na punkcie opinii Zachodu „tak zwani opiniotwórczy inteligenci”. Już można – równanie do zbankrutowanej Europy odwołane.

Na pewno sprzyja temu kryzys tej części świata, ale też postawy części elit III RP. Stale słychać z ich strony: „byliśmy głupi”, „byliśmy ślepi”. Podważane są już nie tylko rzeczywiście błędne, jak się po czasie okazało, decyzje, ale w zasadzie cały dorobek ostatniego ćwierćwiecza, nie tylko ekonomiczny, ale także kulturowy i prawny. Wprost stwierdza się, że nie ma powrotu do dawnych czasów, że trzeba zmienić wszystko. To totalne samobiczowanie się tylko potwierdza diagnozę prawicy, że elity się kompletnie posypały, straciły pewność siebie, nie mają zatem żadnej moralnej siły, aby cokolwiek proponować w jakiejkolwiek dziedzinie. Widać zatem specyficzną, bo politycznie manipulowaną, „zemstę prowincji” na metropoliach, jej gustach, regułach, kodeksach zachowań, życiowych priorytetach.

W optyce siły rządzącej to prawdziwie polska prowincja daje popalić skostniałej, pełnej kompleksów wobec Zachodu, inteligenckiej elicie. Nawet Grzegorz Schetyna, lider Platformy Obywatelskiej, powiedział niedawno w wywiadzie dla „Do Rzeczy”, że wyborów nie wygrywa się na Wilanowie, ale w Końskich. To dowód jego pragmatyzmu, ale też jeszcze jedno potwierdzenie zwycięstwa polskiej prowincji, którą wykorzystuje ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]