POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 21-22

Polityka / Ogląd i pogląd

Janusz A. Majcherek

Chcieliście Polski? No to ją macie.

Zdumiewająca jest łatwość, z jaką tak wielu intelektualistów i publicystów wzywa do porzucenia systemu, który zapewnił Polsce najlepsze ćwierćwiecze w nowożytnych dziejach, chociaż sami nie mają na razie lepszego do zaproponowania.

Nie ma powrotu do tego, co było – to jeden z tych frazesów, których powtarzanie uchodzi w części środowisk opiniotwórczych za wyraz głębokiej refleksji historiozoficznej i politologicznej. Tymczasem mowa o okresie bezprzykładnego rozwoju, który sprawił, że Polska znalazła się geopolitycznie, cywilizacyjnie, kulturowo i ekonomicznie tak blisko najwyżej rozwiniętych krajów Zachodu jak bodaj nigdy w historii, a przynajmniej od XVI w. Czy fakt, że ekipa owładniętych kompleksami i obsesjami szaleńców tak łatwo ten system i ten dorobek unicestwia, ma podważać jego wartość?

Niektórzy tak uważają, a nawet więcej: twierdzą, że system ów był ułomny lub wadliwy, skoro umożliwił ekipie destruktorów dojście do władzy. Albo jeszcze więcej: swoimi wadami i ułomnościami wręcz utorował tej ekipie drogę do samodzielnych rządów. Zatem: jest odpowiedzialny za wyhodowanie własnych grabarzy, a więc niewart restytucji i trzeba go odesłać do lamusa historii, a zacząć się rozglądać za nowym. Na razie wszakże takowego nie widać. Jedyne, co bywa wprost proponowane, to powrót do jeszcze dawniejszego systemu, czyli nostalgicznie wspominanego przez europejską lewicę i jej młodych polskich naśladowców welfare state w wydaniu z lat 60. i 70.

Tak, to prawda, III Rzeczpospolita miała wady, nie była oczywiście systemem idealnym. W jednym ze swoich przenikliwych i błyskotliwych esejów, zatytułowanym „O dążeniu do ideału”, Isaiah Berlin poddał krytycznej analizie tytułową skłonność, zwłaszcza jeśli przeradza się ona w obsesję. Pokazał niemożność jej zaspokojenia wynikającą z wielości ideałów i stojących za nimi wartości oraz ich wzajemnego skonfliktowania. Zasygnalizował także niebezpieczeństwo przekształcenia ideału w dogmatyczny projekt oraz szkody i nieszczęścia, jakie może ściągnąć usilne dążenie do jego realizacji.

III Rzeczpospolita też nie urzeczywistniała w pełni żadnego z wielu, często sprzecznych, ideałów, czego nie omieszkiwały jej wypominać zastępy sfrustrowanych tą niedoskonałością obserwatorów i komentatorów, a zwłaszcza rozmaitych ideologów, hołdujących takim ideałom – każdy swojemu, więc każdy mający powody do narzekań na jego niespełnienie. Nie całkiem perfekcyjna transformacja, nie dość sprawiedliwe stosunki społeczne, niedostatek państwowej troski, nierychliwe sądy, niepełne prawa dla osób LGBT, niezadowalające płace i dochody, do tego nieekscytująca banalność mieszczańskiego życia i dorabiania się, niedostatek wielkich idei i wizji – to wszystko zapisywane jest jako pasywa Polski po 1989 r.

Do tego dochodzą wyrastające z pięknoduchowskich ideałów zbrzydzenie konsumpcjonizmem, galeriami handlowymi (bo wypierają galerie sztuki), parkami wodnymi i parkami rozrywki, niezadowalający etos polskiej przedsiębiorczości, nieskrępowana aktywność bankierów i deweloperów, dalecy od ideału politycy. Nic w III RP nie było idealne, zatem powodów do marudzenia i narzekania nie brakowało, a jeśli nawet, to się je wymyślało lub wyolbrzymiało. Kto zaś ich nie dostrzegał lub nie doceniał, musiał wysłuchiwać „byliśmy głupi”, „byliśmy ślepi”, „byliśmy głusi”…

Prawdopodobnie nierozstrzygalny jest spór, czy do załamania III RP przyczyniły się bardziej jej faktyczne niedoskonałości, czy ich wyszukiwanie i wyolbrzymianie przez notorycznych malkontentów i pasjonatów dążenia do ideału, nazbyt często zresztą trącącego utopią, i to socjalistyczną. Pod hasłami „Inna Rzeczpospolita jest możliwa” forsowany był (jak w przypadku książki pod takim tytułem) jawny komunizm, neosocjalizm, neobolszewizm. Przez wiele lat po upadku PRL snuły się w niektórych środowiskach społecznych nostalgiczne wspomnienia i sentymenty do ustroju „sprawiedliwości społecznej”, „pełnego zatrudnienia” i „troski o zwykłego człowieka”. Gdy zaczęły wygasać (wraz z odchodzeniem pokoleń nimi przesiąkniętych), w życie publiczne i aktywność publicystyczną wkroczyli młodzi piewcy socjalizmu, którzy nie zaznali życia w jego realnym wcieleniu, więc snuli jego wyidealizowane wizje, siekąc na odlew tak od nich odległą III RP.

Kiedy więc teraz w „Gazecie Wyborczej” ukazują się dramatyczne wstępniaki o upadku w Polsce demokracji i zawróceniu kraju z drogi, którą kroczył przez 27 lat, to może redaktor powinien się zastanowić, zanim udostępni łamy młodym doktrynerom na kolejne wywody o „umowach śmieciowych”, niedolach prekariatu, pazerności banksterów, zbyt niskich (zawsze są zbyt niskie) płacach, niesprawiedliwych (bo zbyt niskich) podatkach, biednych lokatorach (cudzych domów) i wrednych liberałach, którzy to wszystko firmują i aprobują.

Ale na upadek III RP pracowali też intelektualiści, tacy jak autor hasła (raczej frazesu) „byliśmy głupi”, wrażliwa etyczka niepotrafiąca wybaczyć Bronisławowi Komorowskiemu udziału w polowaniach (teraz myśliwi mogą polować, ile chcą i gdzie chcą, a ich resortowy patron przy okazji ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Janusz A. Majcherek jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego.