POLITYKA

Czwartek, 21 września 2017

Polityka - nr 13 (3104) z dnia 2017-03-29; s. 21-23

Polityka

Adam Krzemiński

Ci (nie)straszni Niemcy

Czy Polacy naprawdę wciąż tak nie lubią i obawiają się Niemców, jakby to chciał widzieć PiS?

Od lat badania opinii publicznej dowodzą, że Niemcy – wbrew oczekiwaniom polityków PiS – są postrzegani w Polsce pozytywnie i ta sympatia od ćwierć wieku nawet rośnie. Według najnowszych badań CBOS sympatię do Niemców deklaruje 46 proc. pytanych, tyle samo wskazań mają Chorwaci czy Duńczycy, o 2 proc. wyżej są Francuzi, o pięć – Anglicy, a niżej od Niemców: Grecy, Litwini, Białorusini. Wyraźnie niżej Ukraińcy. Na szczycie listy popularności są Czesi i Słowacy. Dla większości Polaków jest oczywiste, że to Niemcy były promotorem Polski w Unii Europejskiej, że ten kraj jest naszym głównym politycznym i handlowym partnerem, poza tym miejscem pracy dla zarobkowych emigrantów, zanim na czoło w tej kwestii nie wysunęła się Wielka Brytania. Ta zresztą właśnie się z Unii wycofuje, a więc znowu pozostaną Niemcy.

Niemniej PiS wciąż liczy na głębokie pokłady uprzedzeń, jakby wierzył, że „dobry Niemiec” to odczucie u Polaków naskórkowe, świeże, podobnie jak ich „europejskość”. Rzecz w tym, że figura Niemca, który ponoć z natury nie może być przyjazny, przydaje się – tak przynajmniej wierzy PiS – gdy trzeba wykazać, że to Angela Merkel trzęsie Europą, a interesy Niemiec zawsze są sprzeczne z polskimi, jak ostatnio stwierdził Jarosław Kaczyński. Kilka lat temu sugerował związki Merkel ze Stasi, potem mówił o Polsce jako kondominium rosyjsko-niemieckim. W tle trwała zacięta walka z Eriką Steinbach, byłą przewodniczącą Związku Wypędzonych. Rurociąg gazowy Rosja–Niemcy prawica przedstawiała jako kontynuację polityki rozbiorowej.

Antyniemieckość przydaje się także do walki z mediami jako epitet mający uruchomić jadowity resentyment: wiadomo, dlaczego część gazet jest nieprzychylna rządowi – bo wydają je niemieckie koncerny. Konieczna jest więc „repolonizacja” – sprowadzenie na pisowską linię. Do jakiego więc pakietu idei może się PiS w takich działaniach odwoływać?

300 lat niezmiennej granicy

Można powiedzieć, że rządząca prawica nawiązuje do endeckiej listy „dziedzicznych wrogów”, sformułowanej na przełomie XIX i XX w., gdy rozpadał się sojusz zaborców i carska cenzura dopuszczała krytykę bismarckowskich i wilhelmińskich Prus. Już nie powstanie styczniowe i Sybir, a rugi pruskie, strajk dzieci we Wrześni, 500-lecie Grunwaldu, wysuwały się na pierwszy plan. „Krzyżacy” i list otwarty Sienkiewicza do Wilhelma II, a z austriackiej Galicji „Rota” Marii Konopnickiej były fundamentem stereotypu Niemca jako perfidnego najeźdźcy i butnego kolonizatora. Groźniejszego od Rosjan, bo cywilizacyjnie sprawniejszego.

Wilhelmińskie Niemcy budziły odrazę, ale i podziw. Kojarzone z pikielhaubą i szpicrutą były również zapleczem dla tysięcy kongresowych i galicyjskich żniwiarzy wyprawiających się co roku „na saksy”. Z czasem jednak brutalność niemieckiej okupacji byłego już zaboru rosyjskiego w 1915 r. i półkolonialna wizja Mitteleuropy umocniły polski stereotyp nieprzyjaznego Niemca. Zaś powojenne walki graniczne w Wielkopolsce i na Śląsku, odmowa uznania wersalskiej granicy przez Republikę Weimarską i lekceważenie wschodniego sąsiada jako państwa sezonowego, na lata ugruntowały antyniemieckie stereotypy w Polsce i antypolskie w Niemczech.

Polsko-niemiecka deklaracja o nieagresji ze stycznia 1934 r. złagodziła ton mediów w obu krajach, stworzyła nawet pozory bliskości. Tym bardziej że Hitler liczył na włączenie Polski do swej geopolitycznej orbity, a wielu polskim narodowcom wyraźnie imponowała totalitarna dynamika III Rzeszy. Gdy jednak zimą 1938 r. Polska odrzuciła „wspaniałomyślną ofertę” Hitlera wspólnego ataku na ZSRR, po obu stronach z dnia na dzień powróciły dawne uprzedzenia.

Jak łatwo było nimi manipulować, pokazują dwa wydania (1938 i 1943 r.) „Mitu Niemca w polskim piśmiennictwie i przekazie ludowym” Kurta Lücka. Autor za walkę z powstańcami wielkopolskimi otrzymał Krzyż Żelazny. Potem studiował we Wrocławiu i Poznaniu. Kandydował do sejmu. Jesienią 1939 r. wstąpił do SS i zginął w 1942 r. z rąk radzieckich partyzantów. Drugie wydanie „Mitu” wyostrza tezę o dominacji negatywnego stereotypu Niemca w polskim przekazie aż od czasu średniowiecza, i o wyższości cywilizacyjnej Niemiec.

Niemniej nawet Lück przytacza we wstępie uwagę Olgierda Górki z 1937 r., że wbrew powszechnej opinii mało którzy sąsiedzi w Europie prowadzili ze sobą tak niewiele wojen. Jakkolwiek było – przez 306 lat granica polsko-niemiecka nie była zmieniana.

O ile niemiecki stereotyp Polaka kształtowały od pokoleń nie polsko-niemieckie konflikty, lecz drwiny z fatalnego stanu polskich mostów, o tyle polski szkolny stereotyp Niemca, przynajmniej w pierwszej połowie XX w., to głównie wojna. Od Cedyni Mieszka I, poprzez Płowce i Grunwald, po Westerplatte i wszystkie fronty II wojny. I jeśli nie wojna z bronią w ręku, to ciągłe zmagania – Wanda, która nie chce Niemca, Łokietek tłumią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]