POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 18-22

Ja. Sami ze sobą

Paweł Walewski

Cierp ciało, skoroś chciało

Jak ulepszanie siebie przybrało dziś karykaturalne rozmiary

Ciało zoperowane

Do gabinetów chirurgów plastyków i kosmetologów pacjenci lubią przychodzić ze zdjęciami. – Pokazują na nich siebie sprzed wielu lat albo znane postaci show-biznesu, do których chcą się upodobnić – mówi dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska, prezeska Stowarzyszenia Lekarzy Dermatologów Estetycznych.

Niejeden specjalista od poprawiania urody chciałby mieć klientkę z twarzą Sofii Loren. Z tak wystającymi kośćmi policzkowymi, szeroką żuchwą. Napięta na tym rusztowaniu skóra dużo wolniej się starzeje, więc łatwiej o sukces niż u kobiety z twarzą owalną, która zaczyna się marszczyć w młodszym wieku. Tymczasem większość chce zostać zoperowana tak, aby nikt tego nie zauważył.

Po co ludzie poddają się temu dobrowolnemu cierpieniu? To odpowiedź na jedną z najsilniejszych presji wywieranych dziś na młodych i starych. „Dla wielu konsumentów – twierdzi Aleksander Edmonds, autor książki „Piękne i nowoczesne: uroda, seks i chirurgia plastyczna w Brazylii” (kraju nazywanym silicolandem, z racji rekordowej popularności operacji plastycznych) – atrakcyjność fizyczna to niezbędny warunek ekonomicznego i seksualnego współzawodnictwa, bycia zauważonym w swojej grupie społecznej i dobrego samopoczucia społecznego”.

To przekonanie o pierwszoplanowym znaczeniu urody jest globalne. – Zwłaszcza obserwuję je u tych kobiet – podkreśla dr Walkiewicz-Cyrańska – które czują się zagubione w swoim życiu i marzenia o awansie społecznym koncentrują wokół wyglądu własnego ciała.

Czy z mężczyznami jest inaczej? Minęły czasy, kiedy znakomita aparycja potrzebna była tylko fordanserom i adonisom; dziś wydaje się niezbędna prawnikom lub menedżerom. – Był u mnie pacjent około trzydziestki, który zapragnął mieć owal żuchwy zbliżony do Brada Pitta – ujawnia lekarka. – Chciał przez to wyglądać bardziej męsko. Przynajmniej tak mu się zdawało.

Zatrzymajmy się przez moment nad tymi – jak określa ich socjolog Tomasz Szlendak – dandysami czasów konsumpcji. To mężczyźni w średnim wieku, którzy kiedyś aktywnie uprawiali sport, ale od momentu rozpoczęcia pracy w biurze przybyło im na wadze. Biznesmeni, którzy przychodzą na operacje opadających powiek. Albo przeszczep włosów. Młodsi ćwiczą na siłowniach, co u niektórych przybiera formę uzależnienia pod nazwą bigoreksji (to rodzaj dysmorfofobii, która w tym wypadku jest obsesją na punkcie własnej muskulatury). Ponoć 10 proc. posiadaczy karnetów do klubów fitness, intensywnie tam ćwiczących, cierpi na to zaburzenie, które ma swoje odbicie również w gabinetach medycyny estetycznej, gdzie kulturyści – wiecznie niezadowoleni ze swojego wyglądu – modelują za pomocą wszczepów, przeszczepów, implantów i kwasu hialuronowego klatki piersiowe, pośladki i brzuchy.

Zdaniem dr Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej, psycholożki i terapeutki, ciało powinniśmy traktować jak instrument, którym posługujemy się w życiu, a nie jak ornament, który ma się podobać innym. Tyle że osoby przychodzące z konkretnym zamówieniem do lekarza medycyny estetycznej myślą dokładnie odwrotnie, przez co on sam staje się po trosze psychoterapeutą. Dr Walkiewicz-Cyrańska: – Nie krytykujemy wszystkich, bo zmiana fizyczna nieraz dodaje człowiekowi wiary w siebie i może rzeczywiście sporo zmienić. Podnosi samoocenę. Jest nie tylko fizycznym zabiegiem udoskonalającym ciało – uzdrawia duszę. – Inteligentni wiedzą, że sama zmiana ciała wszystkiego w ich życiu nie poprawi.

Więc w czym problem? W ciągu 25 lat pracy dr Barbara Walkiewicz-Cyrańska zaobserwowała, jak zmienił się kanon urody. Od wieków dyktowany był przez modę – za Rubensa, w epoce baroku, wszystkie kobiety miały mieć obfite kształty, w epoce ekspresjonizmu należało się wychudzić. Dziś wiele pacjentek i pacjentów chce mieć ciała w kształcie, który realnie nie istnieje. – To pomysły rodem z pism modowych i internetu, będące wspólnym dziełem grafików, makijażystek i speców od oświetlenia. Ludzie nie chcą być ludźmi, chcą być preparatami z Photoshopu. Czego nie sposób osiągnąć najdoskonalszą nawet chirurgią.

Ciało przebadane

Kult młodości oraz rygorystyczne spoglądanie na figurę ma implikacje w obsesyjnym zliczaniu kalorii i mierzeniu obwodów. Jak powiada Walkiewicz-Cyrańska, stres korporacyjny wymusza nie tylko ustawiczną gotowość do pracy, ale także kontrolę własnego organizmu: ile ważysz, ile jesz, pijesz, ile codziennie ćwiczysz, spacerujesz, śpisz? – Niektórzy chcą być konkurencyjni nie tylko w swoich firmach, ale również w relacjach towarzyskich. Więc ściągają na swoje smartfony i tablety aplikacje służące porównywaniu sportowych osiągów, spadku wagi, a nawet czasu spędzanego na wypoczynku.

Przesada! – upominają psycholodzy, ale nie są w stanie zawrócić nurtu rzeki, który zwie się quantified self i którego istotą jest zbieranie danych na temat codziennego funkcjonowania organizmu oraz ich analiza sł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]