POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 49-51

Ja. Sami ze sobą

Małgorzata Osowiecka

Cierpi dusza, boli ciało

Dlaczego niektórzy ludzie cierpią na wyimaginowane choroby

Jednych boli ręka, innych noga albo głowa. Niektórzy myślą, że umierają – na coś konkretnego albo po prostu jest im całościowo aż tak źle. Innych dręczy brak energii mimo wielu godzin snu, częste przeziębienia, dzwonienie w uszach, suchość w ustach, bolesność żuchwy czy zębów, problemy z krążeniem. Tymczasem wyniki badań pokazują, że wszystko w organizmie jest w granicach normy i nic nie wskazuje na obecność jakiegokolwiek problemu medycznego wyjaśniającego podobne objawy. Człowiek jest nimi jednak poważnie zaniepokojony, zwłaszcza jeśli sytuacja trwa już np. ponad sześć miesięcy. Może ona wskazywać na zaburzenia somatoformiczne, czyli nerwicowe, które według międzynarodowej klasyfikacji chorób psychicznych DSM V przybierają różne postaci.

1. Hipochondria. Cierpiący na nią pacjent jest przekonany, że jest poważnie chory i panicznie się tego stanu boi. Nie uzyskując potwierdzenia, zmienia lekarza za lekarzem, wierząc, że może kolejny zobaczy coś, czego nie dostrzegł poprzedni. Reaguje zbyt emocjonalnie na informacje o dobrym stanie zdrowia, w końcu podważa kompetencje wszystkich medyków. I w żadnym razie nie przyjmuje do wiadomości, że jego dolegliwości mogą mieć podłoże psychiczne.

2. Bóle psychogenne, które mimo braku faktycznego urazu mogą być odczuwane w kilku lub w jednej części ciała. Bóle psychogenne niezwykle trudno odróżnić od realnych bólów wywołanych urazami fizycznymi, a osoby ich doświadczające realnie cierpią. Również dlatego, że bóle psychogenne mogą współwystępować lub pogarszać przebieg chorób somatycznych, a więc związanych z faktycznym bólem. Odmianą problemu jest ból fantomowy. W 80 proc. przypadków pacjenci po amputacji kończyny czują ją, mimo pełnej świadomości, że nie dało się jej uratować („kończyna fantomowa” to określenie wprowadzone przez amerykańskiego neurologa Silasa Weira Mitchella w 1871 r.). Pojawia się ból, mrowienie, pieczenie, swędzenie, a także poczucie, że nieistniejąca kończyna robi się coraz krótsza – na przykład w ciągu jednej nocy z normalnej długości staje się kikutem, którym zresztą jest faktycznie.

3. Dysmorfofobia (dysmorfia – z grec. brzydota), przejawiająca się nadmiernym zainteresowaniem swoim rzekomo zdeformowanym ciałem. Krańcowe, lecz coraz częściej notowane są przypadki dążenia do przemiany w postać z książki czy bajki, w zwierzę lub postać pozaziemską. Takie osoby jednak, nawet po wielu operacjach plastycznych, z oczywistych względów nadal czują się niedoskonałe. Zdarzało się także, że ludzie tak bardzo nie akceptowali swojej ręki czy nogi, myśląc, że jest szczególnie brzydka, nienaturalna lub obca, że otrzymywali pozwolenie na jej chirurgiczne usunięcie, mimo jej całkowitej sprawności. Takie zaburzenie nosi nazwę apotemnofilii. W 2009 r. głośno było o 30-letnim Australijczyku Davidzie Openshawie, który celowo trzymał sześć godzin nogę w wiadrze z lodem, aby doprowadzić do martwicy i amputacji kończyny. Dopiero po tym zabiegu czuł się szczęśliwy. Cierpienie apotemnofilików związane ze znienawidzoną częścią ciała jest często większe niż negatywne konsekwencje wynikające z amputacji.

4. Zaburzenia konwersyjne, które często zdarzają się osobom, które znalazły się w bardzo trudnych, traumatycznych okolicznościach. Polegają one na tym, że doświadczanie bólu – lub generalnie czucia – zostaje zniesione albo też – wręcz przeciwnie – całe ciało jest przewrażliwione. Pierwszego z tych symptomów doświadczają zazwyczaj osoby bite lub maltretowane – uciekają w stan, w którym wydaje im się, że patrzą na swoje ciało z boku, więc nie czują żadnego bólu. Przewrażliwienie zaś może spotykać np. osoby otrzymujące wiadomość o śmierci kogoś bliskiego, czego nie przyjmują do wiadomości. Uciekając od emocji, przejmują się choćby skurczami stopy.

5. Zaburzenia somatyzacyjne, czyli bóle różnych narządów, które najczęściej pojawiają się w przebiegu depresji (szczególnie maskowanej), nerwicy, schizofrenii, fobii społecznej czy szkolnej. Towarzyszą im nieprawidłowości w trawieniu lub wymioty, a także kłopoty z życiem seksualnym. Robert Carson, James Butcher i Susan Mineka w podręczniku „Psychologia zaburzeń” (Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2003) przytaczają dane, według których tego typu problemy dotyczą aż 10 razy częściej kobiet niż mężczyzn i zaczynają się najczęściej przed 30. rokiem życia.

Na co dzień impulsem do ujawniania się wyimaginowanych chorób jest najczęściej stres. Może być doświadczany realnie – w pracy, szkole; związany z konkretnym trudnym zdarzeniem. Zdarza się też stres, który niejako powstaje w głowie i nie jest odpowiedzią na konkretne okoliczności. Człowiek dochodzi np. do wniosku, że jest gorszy od innych, nic niewart. Chory zauważyć może także, że kiedy się denerwuje w pracy, boli go bardziej, albo że podczas rozwodu częściej myśli o ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]