POLITYKA

Piątek, 30 lipca 2010

Polityka - nr 42 (2625) z dnia 2007-10-20; s. 117

Tym / Pies czyli kot

Stanisław Tym

Ciężkie czasy

Babka moja Stanisława – stąd wzięło się moje imię – często mawiała, że złej baletnicy zawadza rąbek u spódnicy. Przypomniałem to sobie słysząc, że Jarosławowi Kaczyńskiemu przeszkadzały reakcje kibiców Tuska. Pretorianin Kurski, po przegranej przez szefa PiS debacie, nazwał premiera „moralnym zwycięzcą”, którego poraziły „chamskie, chuligańskie osiłki i merytoryczne zwycięstwo premiera zostało zagłuszone”. Jak to zagłuszone? Przecież wszystko, co mówił premier, było świetnie słyszalne. Chamskie odzywki? Gdy JK zażądał od Tuska przysięgi, że nigdy z LiD nic, to wtedy ktoś krzyknął: „A co z Lepperem?”. Ludzie reagują, gdy słyszą bzdury. PiS się uparł, i słusznie, żeby była publiczność, bo to ożywi debatę. No więc przyszła publiczność i też zabrała głos, bo była inteligentna i zrozumiała intencje zapraszających. Wzięła udział. Śmiała się, biła brawo, czasem ktoś coś krzyknął. Taka była konwencja i nikomu to nie przeszkadzało. Widownia po to właśnie jest. A w końcu jeśli jeden brat potrafi powiedzieć „spieprzaj dziadu”, to chyba drugi brat też umie powiedzieć kibicowi: „przestań pan krzyczeć, bo mi pan przeszkadzasz”. Nie powiedział, bo ani jemu, ani nikomu nie przeszkadzano. Ale to nie jest chamstwo, gdy ktoś zaprotestuje i krzyknie przeciw łgarstwu. Tak właśnie powinien zrobić każdy.

„Chamstwo i chuligaństwo zagłuszyło moralnego i merytorycznego zwycięzcę”? Jakież to głupstwa trzeba mówić, żeby się utrzymać. Kurski to jednak pół biedy. Premier dopiero po debacie pokazał, co potrafi. Nie wyglądał na człowieka, któremu trzeba współczuć, że go jakaś przykrość spotkała. Był wściekły, tryskał jadem i pluł skondensowaną nienawiścią. Liberałowie z Platformy chcą wrócić do koryta i do rabunku – krzyczał z trybuny. Muszę przyznać, że go rozumiem. Jest dla premiera oczywiste, że przy korycie powinien być on, Jarosław Kaczyński, jego brat i jeszcze kilkanaście osób ze świty. Jeśli zaś chodzi o rabunek, to PiS nie po to zrabował telewizję publiczną, kilka gazet, Polskie Radio, spółki Skarbu Państwa, prokuratury, i nie po to utworzył za nasze pieniądze własną partyjną policję, i… – wymieniać by można godzinami – żeby teraz to wszystko oddawać.

Dwa lata temu w listopadzie Stanisław Lem w felietonie w „Tygodniku Powszechnym” pisał, że wcale nie jest pewien, czy tak będzie, jak uważają niektórzy, iż pierwsza kadencja Lecha Kaczyńskiego będzie ostatnią i na tym władza braci się skończy. Jeszcze inni – pisał Lem – twierdzą, że nowy rząd przetrwa najwyżej rok. I dodawał: „Jestem za stary, by kogokolwiek przeczekiwać. Czekają nas ciężkie czasy”.

Lem, jak widać, optymistą nie był. Ja też nim nie jestem i pewnie dlatego prawie wszystko mnie śmieszy. W dniu debaty prezydent wybrał się z wizytą do Niemiec. Po co? Po nic. Tylko po to, żeby jego brat premier („jeśli mój brat zostanie prezydentem, nie będę premierem”) mógł mówić, że najlepszym przykładem, panie Donaldzie, dobrych stosunków z Niemcami jest dzisiejsza wizyta mojego brata u pani kanclerz Merkel. Tak. Prezydent Polski chyba tylko po to tam pojechał, żeby premier mógł powiedzieć to zdanie. A przy okazji… hi, hi, hi… Było tak: przyjechał, pokazali w telewizji, pani kanclerz czekała na gościa przed wejściem, samochód z naszym prezydentem zatrzymał się tuż przed nią, wysiadł prezydent Kaczyński i… zdjął palto. W samochodzie był w palcie, na ulicy je zdjął! Przywitał się… Pocałunek w dłoń. Etykieta nakazuje, by w takim przywitaniu schylić się do dłoni kobiety. B-cia Kaczyńscy i Edgar odwrotnie – ciągną rękę witanej pani do swych warg. Na szczęście są wzrostu dżokejów. Gdyby byli koszykarzami, strach pomyśleć o tych kobiecych rękach wyrwanych ze stawu barkowego.

W tym czasie, gdy brat rozbierał się przed panią kanclerz, jego brat premier poinformował nas, że za każdym koalicyjnym wicepremierem chodzili całą dobę agenci z CBA. I tu Jarosławowi należą się brawa. Ciekawe, jaka partia-samobójca weszłaby teraz w koalicję z PiS? Przy okazji, w prezencie dla premiera – mam nadzieję – na zakończenie jego rządów, żeby wiedział, czego nie wiedział. Jakie powinny być stosunki Polski z Niemcami i z Rosją? Otóż Polski z Niemcami powinny być lepsze niż Rosji z Niemcami, zaś Polski z Rosją powinny być lepsze niż stosunki Niemiec z Rosją. Z tym że wszystkie powinny być dobre. A nasze najlepsze.

Głosujmy. Wszyscy. Przypominam, to nie jest chamstwo, gdy chce się żyć w uczciwości. No nic… W najlepszym przypadku Jarosław Kaczyński będzie przez trzy lata szefem Kancelarii Prezydenta. Ciężkie czasy – jak powiedział żołnierz radziecki zdejmując zegar z wieży.