POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 38 (2263) z dnia 2000-09-16; s. 91

Pilch

Jerzy Pilch

Co jest ważne po powrocie?

Co jest ważne po powrocie? Otóż po powrocie ważny jest Bruno Schulz. W numerze 36 dodatku „Rzeczpospolitej” Plus-Minus Paweł Hertz w rozmowie z Piotrem Szewcem tak powiada: „Schulz to, moim zdaniem, nieporozumienie. Mówi się, że to polski Kafka. Wolałbym, ażeby o Kafce mówiono, że to polski Schulz. Nie dostrzegam żadnej jego oryginalności, wydaje mi się tandetny”. Rzecz jasna nie zamierzam polemizować z literackimi upodobaniami Pawła Hertza, przeciwnie, jestem nawet swoiście rad z jego kąśliwego zdania o Schulzu, więcej to zdanie mówi o indywidualności Hertza niż o oryginalności albo nieoryginalności Schulza. Ponieważ osobiście wyznaję prosty pogląd, iż autor „Sklepów cynamonowych” wielki, a może nawet największy jest, paradoksalnie sprzyja mi, iż liczba wtajemniczonych w ważne dla mnie dzieło raczej maleje niż rośnie. Ulubionego autora pragnie się mieć na własność, także obcowanie z literaturą podszyte bywa prywatyzacyjnymi i uwłaszczeniowymi nostalgiami.

Tak jest, Schulz jest dla mnie ważny. Ale ważny jest też dla mnie, choć ważny inaczej Paweł Hertz. Hertz jest dla mnie ważny jako autorytet intelektualny, którego każdą wypowiedź czytam z najwyższą uwagą, oraz jest dla mnie ważny jako wybitny stylista. Toteż gdy studiuję w zasadzie oczywistą myśl tego autora, tyle że wyrażoną w sposób tak nieporządny, iż nabiera ona znamion absurdu, doznaję przykrości. Bo przecież ochota na to, by „o Kafce mówiono, że to polski Schulz”, to jest absurd – jeśli się weń wmyślić – studzienny. Dlaczego Kafka miałby w jakiejkolwiek mierze być „polski”? (Na wszelki wypadek zaznaczam, iż odmawianie przeze mnie Franzowi Kafce prawa do polskości nie uważam ze swej strony za mocny eksces antysemicki). Kafka – przypomnę – nie był pisarzem polskim. Owszem, mieszkał w Pradze co jest niedaleko, ale mimo wszystko za mało, by zostać Polakiem. Dalej, gdyby mieszkając w Pradze Kafka przynajmniej pisał po czesku, jego szanse na polskość byłyby znaczniejsze, język czeski jest jak wiadomo łudząco podobny do naszego. Ale Kafka nie pisał po czesku. Inne możliwości przyłączenia Kafki do naszych ziem są jeszcze słabsze, pisał chłop ciekawie, ale Olisadebe to on jednak nie był.

Ponieważ Kafka pisał po niemiecku, od biedy można mieć tęsknotę, by raczej mówiono o Kafce, iż to nie niemiecki przecież a niemieckojęzyczny Schulz. I to wszakże byłoby absurdem. Kafka mianowicie, aby zostać niemieckojęzycznym Schulzem, musiałby Schulza znać, musiałby Schulza pilnie czytać, musiałby się pod silnym wpływem Schulza znaleźć. Aby czytać Schulza w oryginale, Kafka musiałby znać język polski. Aby czytać Schulza w przekładzie na przykład na francuski, Kafka musiałby znać francuski. Niestety Kafka nie tylko nie znał polskiego, Kafka w dodatku w chwili książkowego debiutu Schulza od dziesięciu lat nie żył. Na czytanie kogokolwiek, w tym także Schulza, było za późno. Z francuskim było jeszcze gorzej. Owszem Kafka znał francuski, ale Schulza po francusku nie mógł znać w żadnym wypadku, Schulz po francusku ukazał się w roku bodaj 1960, Kafka zmarł w l924. Pośmiertna lektura nawet po francusku – że pozwolę sobie na chłodną uwagę – nawet Schulza przez Kafkę jest niemożliwa.

Urywam w tym miejscu ten ciąg umiarkowanie facecyjnych domniemań, ani słowem nie wspominam o śladowej i bezpowrotnie zaginionej (byłżeby Kafka maczał w tym palce?) niemieckojęzycznej twórczości Schulza, urywam ciąg, zanim tak jak każdy ciąg przeistoczy się w koszmar i z kategoryczną prostotą stwierdzam: Kafka nie znał Schulza, choć był w jakiejś mierze podobny do Schulza, które to podobieństwo – tak jest – wzmaga wielkość Kafki. Schulz znał Kafkę, tłumaczył Kafkę i był w jakiejś mierze podobny do Kafki, które to podobieństwo nie umniejsza wielkości Schulza. Obaj – jakby za Marianem Stalą powtórzył Heidegger – dysponowali podobnym światoodczuciem. Ja w każdym razie od zdania: Schulz był epigonem Kafki, wolę – zwłaszcza pod względem synonimiczności – subtelniejsze zdanie: Kafka był prekursorem Schulza.

Jorge Luis Borges w eseju „Kafka i jego prekursorzy” wylicza tak osobliwych i nieosobliwych prekursorów autora „Przemiany” jak Zenon z Elei, chiński prozaik z IX stulecia Han Yu, Soren Kierkegaard, Robert Browning, Leon Bloy i kończy przegląd utworów w jednakim stopniu poprzedzających Kafkę, co zaistniałych dzięki Kafce intensywną myślą iż: „wyraz »prekursor« jest nieodzowny, ale należałoby oczyścić go z wszelkiej konotacji polemiki czy rywalizacji. Bezsprzecznie każdy pisarz »tworzy« własnych prekursorów. Jego dzieło modyfikuje nasze postrzeganie przeszłości tak samo, jak będzie musiało zmodyfikować przyszłość”. Otóż niewątpliwie polski Schulz modyfikuje polski odbiór Kafki, polska lektura Kafki bez lektury Schulza jest uboższa i traci istotne części smaku i sensu.

W tym samym wywiadzie Paweł Hertz z niejakim chłodem przyznaje, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]