POLITYKA

Piątek, 28 kwietnia 2017

Polityka - nr 1 (3) z dnia 2017-02-15; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Kobieta: instrukcja obsługi; s. 26-28

JA. Kobieta jako człowiek

Magdalena Kaczmarek

Co leży w charakterze

Ile prawdy jest w przekonaniu, że na coś takiego jak kobieca osobowość składają się: nerwowość, lękliwość, nadwrażliwość, uległość... itd.

Mężczyźni są z Marsa, kobiety są z Wenus” – książka pod tym tytułem autorstwa Johna Graya, bestseller końca ubiegłego wieku, pojawia się na łamach tego wydania „Ja My Oni” niejednokrotnie, albowiem ta metafora stała się nieomal symboliczna dla popularnej psychologii ostatnich lat. Cytowana wciąż w różnych poradnikach, gazetach i na portalach internetowych umacnia pokutujące przekonanie, że mężczyźni i kobiety są znacząco odmienni psychicznie i stąd immanentne trudności w ich wzajemnym porozumieniu. A ponieważ różnice są uwarunkowane biologicznie, nie pozostaje nic innego niż starać się nieco poznać „kosmitę” i zaakceptować te odmienności, bo tylko w ten sposób powstaje szansa na w miarę pokojową, choć nie pozbawioną frustracji, koegzystencję.

I tak, z puntu widzenia mężczyzny Marsjanina, kobiety są podobno emocjonalne i wrażliwe, nieskore do agresji, nierywalizujące, ekspresyjne, ale i wiecznie sfrustrowane gruboskórnością mężczyzn, ich nadmiernie zadaniowym nastawieniem i ich brakiem zrozumienia dla tego, co kobiety starają się zakomunikować. Brzmi znajomo? Jak czysta prawda? Niestety, taki opis jest równie wartościowy jak stwierdzenia, że urodzeni w niedzielę są bardziej leniwi, a rudowłosym nie należy ufać.

Choć jednak trudno wysnuć teorię, która uzasadniałaby to, jak ilość barwnika we włosach miałaby się wiązać z charakterem człowieka, to widząc blondynkę, wiele osób przyjmuje automatycznie założenia, że jest emocjonalna i naiwna, a osobę rudą, że bardziej skryta czy przebiegła. Nawet jeśli przyjąć, że takie sądy nie są w pełni przypadkowe i ukształtowały się w toku ewolucji (np. jasne włosy warunkowane przez recesywne geny występują rzadziej i stąd być może ich większa atrakcyjność i łączenie ze stereotypem kobiecości), trudno uznać, że ujmują prawdziwe różnice pomiędzy ludźmi.

Dlaczego zatem są tak powszechnie stosowane? Z jednej strony natłok informacji na temat świata zmusza ludzi do ich redukowania i patrzenia nań poprzez kategorie upraszczające. Z drugiej – poznanie psychiki drugiej osoby i rzeczywiste przewidzenie jej działań jest trudne i stąd pokusa, aby mając już dostępną wiedzę (rozpoznaję w tej osobie kobietę), odwołać się do wiedzy stereotypowej (skoro to kobieta, to zapewne będzie bardziej życzliwa i wygadana) i zastosować ją w praktyce (w takim razie ja również od razu się uśmiechnę i rozpocznę pogawędkę). Posługiwanie się stereotypem zatem uruchamia mechanizm samospełniającego się proroctwa. Ponadto ludzie, znając opinie na temat własnej płci, mogą łatwo się do nich dostosowywać, sami czerpiąc z nich wiedzę na temat własnej osoby.

O stereotypach odnoszących się do możliwości intelektualnych kobiet i mężczyzn piszemy osobno. Tu skupmy się na cechach temperamentu i osobowości. Konkluzja będzie dość podobna jak w przypadku badań nad zdolnościami – możemy mówić tylko o małych, bardzo małych i sporadycznie średnich co do wielkości różnicach, w zasadzie zawsze wskazujących na znacznie większy stopień podobieństwa pomiędzy płciami, niż wskazuje na to stereotyp.

Taki wniosek wynika z licznych metaanaliz, czyli zestawiania wyników licznych pojedynczych badań. Od lat 80. – kiedy pojawiła się ta technika – na temat odmienności płci wykonano ich setki. Po 2000 r. pojawił się nawet trend, aby wyniki metaanaliz zestawiać w tzw. supermetaanalizy lub metasyntezy. Dzięki temu uzyskano przede wszystkim szansę na bardzo bliskie prawdy, wielokrotnie potwierdzone wnioski. Dość powiedzieć, że w metasyntezie autorstwa Ethana Zella, Zlatana Krizana oraz Sabriny R. Teeter z 2015 r. uwzględniono dane ze 106 niezależnych metaanaliz (zestawiających wyniki kilkudziesięciu do kilkuset badań), w których łącznie uwzględniono dane zebrane od ponad 12 mln osób.

Badacze posługują się tu współczynnikiem d określającym wielkość efektu opisującego różnice pomiędzy grupami. Oblicza go się według następującego wzoru:

MM - MK

D = --------------------
S

gdzie MM to średnia wyników mężczyzn, MK to średnia wyników kobiet, a S to średnie odchylenie standardowe. Jeśli d jest dodatnie, świadczy to o wyższych wynikach wśród mężczyzn, jeśli ujemne – wśród kobiet. W metaanalizach badacze posługują się także pojęciem homogeniczności wyników, które odzwierciedla stopień zróżnicowania rezultatów poszczególnych badań. Mała wskazuje na to, że uśredniony wynik jest nieco sztuczny, gdyż faktycznie stwierdzone różnice zależą od innych czynników, np. warunków, w których było prowadzone badanie, czy szczegółowych charakterystyk badanych grup.

Wracając do współczynnika d: nie istnieje jeden obiektywny sposób jego interpretacji. Nie wchodząc w dość zawiłe kwestie związane z ustalaniem progów określania różnic jako małe, średnie czy duże, wypada ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]