POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 38 (2522) z dnia 2005-09-24; s. 78-80

Nauka / Sejsmologia

Adam Zubek

Co nami wstrząsa?

Równo rok temu w północno-wschodniej Polsce miało miejsce trzęsienie ziemi, które zaskoczyło wszystkich. Dziś naukowcy wysuwają przypuszczenie, że mamy tam do czynienia z nieznanym wcześniej uskokiem tektonicznym.

Dla dr. Pawła Wiejacza, sejsmologa z Instytutu Geofizyki PAN, 21 września 2004 r. zaczął się jak każdy inny dzień. W zapisach z minionej doby pojawiły się jedynie dwa małe sejsmiczne zdarzenia z Górnego Śląska, zidentyfikowane jako wstrząsy pochodzenia górniczego. Nagle, krótko po godz. 13.15, rozdzwoniły się telefony. Rzut oka na monitor komputera potwierdził, że chwilę wcześniej wydarzyło się coś niezwykłego. O godz. 15.32 sejsmografy zarejestrowały drugi, jeszcze silniejszy wstrząs. Potem przez wiele godzin dzwonili spanikowani ludzie, że ziemia znowu się trzęsie, ale nie potwierdziły tego instrumenty.

Powiedzieć, że najstarsi ludzie tego nie pamiętają, to mało. Cała tysiącletnia historia tego regionu nie odnotowała trzęsienia o sile choćby zbliżonej do wrześniowego. Magnituda pierwszego wstrząsu wyniosła 5,0, drugi został oceniony na 5,3 stopni w skali Richtera. Czego więc można jeszcze się spodziewać w naszym kraju?

Sejsmiczne piekło?

Główne pasy sejsmiczne naszej planety przebiegają z dala od nas, a jednak wykaz trzęsień ziemi w Polsce z ostatniego tysiąca lat wcale nie jest krótki. Były chwile, które można określić, oczywiście z pewną dozą przesady, jako sejsmiczne piekło. 22 sierpnia 1785 r. zatrzęsła się ziemia w okolicach Krakowa i Krzeszowic, powodując popękanie sklepienia kościoła św. Katarzyny na Kazimierzu. Opisał to Jan Śniadecki w „Pamiętniku historyczno-politycznym”. Najgorszy był kolejny rok – nawiedziły wówczas Polskę aż trzy silne trzęsienia. Pierwsze, 27 lutego, objęło oprócz Małopolski Czechy, Węgry i Śląsk, zwłaszcza rejon Karkonoszy. Drugie, słabsze, 3 października, odczuto w kilku miastach Małopolski, zwłaszcza w Tarnowie. Dwa miesiące później nadeszło najsilniejsze – 3 grudnia ucierpiał nie tylko Kraków, ale także Tyniec, Opatów, Racławice, Kalwaria Zebrzydowska, Bochnia, Balice i Krzeszowice. Uszkodzone zostały większe budowle, zwłaszcza kościoły. Ocenia się, że podobny kataklizm w dzisiejszych czasach spowodowałby bardzo poważne straty. W 1787 r. Kraków i Wieliczka przeżyły jeszcze jedno dość silne trzęsienie.

To nie przypadek, że cały katalog trzęsień ziemi w Polsce jest zdominowany przez zdarzenia w Polsce południowej, w Małopolsce, na Śląsku i w Sudetach. Pogranicza czeskie i słowackie są regionami najbardziej aktywnymi sejsmicznie. Karpaty to fragment łańcucha gór systemu alpejskiego – najmłodszych w dziejach Ziemi, które wciąż rosną i dlatego się trzęsą. Zapewne, niejako przy okazji, potrząsany jest leżący na przedpolu tego łańcucha tzw. Masyw Czeski, którego północne obramowanie tworzą nasze Sudety.

Na dobrą sprawę wszystko, co znajduje się na północ od tej strefy, powinno być coraz spokojniejsze, są to bowiem, jak mówią geolodzy, stare platformy, gdzie procesy górotwórcze zakończyły się setki milionów lat temu. Ten postulat spokoju sejsmicznego spełnia jedynie część Polski zachodniej (Wielkopolska, Lubuskie, Nizina Szczecińska) – obszar określany jako platforma paleozoiczna.

Ale oto w katalogu polskich trzęsień ziemi pojawiają się takie miejsca jak Pradolina Toruńska (1572 r.), Pojezierze Wałeckie (1606 r.), Kotlina Warszawska (1680 r.), Dolina Dolnej Odry (1786 r.), Równina Białogardzka (1909 r.) i bardzo charakterystyczny pas od okolic Płocka przez Łuków po Lubelszczyznę (w 1932 r. wystąpił tu tzw. rój sejsmiczny). Ogniska tych trzęsień układają się w strefę ciągnącą się od Koszalina przez Warszawę do Lublina, rozpoznaną już przed stu laty jako część gigantycznej krawędzi tektonicznej, ograniczającej od południowego zachodu najstarszą część naszego kontynentu – platformę prekambryjską Fennoskandii. Struktura, nazwana przez geofizyków strefą Tornquista-Teisseyre’a (w skrócie T-T), budzi do dziś kontrowersje wśród badaczy. Geolodzy i geofizycy zastanawiają się, jaki jest charakter tej granicy – czy doszło tu miliony lat temu do zderzenia kontynentów, czy istniała tu raczej strefa ryftowa (na podobieństwo współczesnego Wielkiego Rowu Afrykańskiego)? Faktem jest, że strefę tę cechuje pewna niewielka, ale zauważalna w skali historycznej sejsmiczność. Wstrząsy są tu znacznie rzadsze i słabsze niż na południu Polski. Jednak odpowiedź na pytanie o genezę tej strefy pozwoliłaby ocenić ryzyko większych zdarzeń sejsmicznych. Miałoby to też znaczenie dla wyjaśnienia fenomenu sejsmicznego sprzed roku. Czy trzęsienie kaliningradzkie ma związek z procesami zachodzącymi w strefie Tornquista-Teisseyre’a? Czy może jest za nie odpowiedzialny śnieg?

Pod ciężarem śniegu

Pewnej zimy 1,5 mln lat temu nad Skandynawią spadło więcej śniegu, niż mogło się stopić podczas lata. To samo powtórzyło się w następnych latach. Tak po tysiącach lat powstała czapa lodowa grubości przekraczającej nawet 3 km, a olbrzymie jęzory lodowe oparły się aż o Karpaty i Sudety. Geolodzy są przekonani, że pod ciężarem lądolodu nastąpiło znaczne ugięcie skorupy ziemskiej. Jest to możliwe, gdyż ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]