POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 21 (2706) z dnia 2009-05-23; s. 81-83

Świat

Jędrzej Winiecki

Czar sztandaru

Nasi nowi sojusznicy, Albańczycy, liczą, że wejście do NATO odczaruje poplątane losy ich kraju.

Jeśli ktoś w Albanii stracił na wejściu do NATO, to sprzedawcy zabawek. W albańskim przekonaniu – a trudno w Europie o naród bardziej przesądny – nic tak nie chroni nowo powstającego budynku jak pluszowe misie, lalki czy podobne do strachów na wróble kukły (a także podkowy, główki czosnku, pęczki cebuli i baranie rogi). Zaczepia się takiego misia, lalkę czy rogi jak u nas wiechę i można spać spokojnie, bo złe duchy nie wprowadzą się do niezamieszkanego jeszcze domu ani nikt żyjący nie zdoła rzucić nań klątwy.

Jednak ostatnio misie i spółka zostały wyparte przez potężniejszy talizman. W kwietniu, po przystąpieniu Albanii do Sojuszu Północnoatlantyckiego, nad placami budów załopotały natowskie sztandary. Błękitno-białe flagi zatknięto na konstrukcjach wznoszonych na prowincji i w stolicy, na przyszłych domach jednorodzinnych i zwykłych blokach, hotelach, restauracjach, stacjach benzynowych, oborach i chlewach. Umieszczono je nawet na budkach, gdzie chronią się przed deszczem robotnicy pracujący przy największej inwestycji drogowej, trasie łączącej Tiranę z Kosowem. Nieco na wyrost, flagom Sojuszu towarzyszą także flagi Unii Europejskiej, do której Albania chciałaby się kiedyś dostać.

Przed kim jeszcze, prócz ciemnych mocy, NATO powinno bronić Albanii? – Może przed Serbią, kiedy zechce odbić Kosowo, oraz Macedonią i Grecją, które prześladują mieszkających tam Albańczyków i roszczą pretensje do rdzennie albańskich ziem? – spekuluje grupa studentów I roku prawa z uniwersytetu w Szkodrze, mieście leżącym przy granicy z Czarnogórą i nad Jeziorem Szkoderskim, największym na Bałkanach. Studentom wskazywanie potencjalnych wrogów przychodzi z wyraźnym trudem: Serbia jest daleko za górami i ewentualna nowa wojna o Kosowo będzie raczej zmartwieniem Kosowarów. Grecja, obecna w szeregach NATO od 1952 r., jest teraz sprzymierzeńcem, a Macedonia ma słabą armię.

Studenci o bezpieczeństwo ojczyzny raczej się nie martwią. Bardziej interesują ich międzynarodowe notowania kraju, nadwątlone nielegalną emigracją z lat 90. oraz udziałem Albańczyków w grupach przestępczych, trudniących się przemytem i handlem narkotykami. Studenci ze Szkodry mają nadzieję, że wejście do NATO podreperuje albańską reputację na tyle, by rozpoczęła się dla nich era swobodnego podróżowania.

Choć marzą o Nowym Jorku, Paryżu i Londynie, jedynym krajem, w którym był każdy z 30 przyszłych prawników, jest położona tuż za miedzą Czarnogóra – ze Szkodry do Podgoricy jest 60 km i wpuszczają bez wiz. Już mniej niż połowa z nich odwiedziła oddalone o ponad 100 km Kosowo – co z tego, że tam także można się dostać bez wizy, skoro jest dalej niż do Czarnogóry, dziurawa droga i niewiele do zobaczenia. Wszędzie indziej bez wizy ani rusz. Żeby ją dostać, potrzebne jest zaproszenie i pieniądze: na wjazd do strefy Schengen należy zgromadzić kilkaset euro, dla studenta prawdziwą fortunę. W efekcie z całej trzydziestki tylko kilku dotarło do Grecji, a jedna dziewczyna pojechała aż do Włoch.

Inna nadzieja pokładana w zmianie sytuacji geopolitycznej: NATO ma zwabić zagraniczny kapitał.Skoro sprzymierzyły się z nami wielkie potęgi wojskowe, to i przedsiębiorcy dostrzegą w nas cywilizowanego partnera i zainwestują – zapewnia Firdaus Myftija ze szkoderskiego magistratu. Póki co zalety Albanii – niewygórowane żądania płacowe robotników i słabe związki zawodowe – odkryły międzynarodowe firmy odzieżowe. Szyje się tu ubrania sportowe i buty (1,5 mln par co miesiąc) oraz wyroby skórzane, które trafiają do Włoch i Grecji.

Na razie interesy najchętniej otwierają rodacy, którzy dorobili się za granicą. Jest kilka biznesów uważanych za pewne: stacje benzynowe i inne przydrożne przybytki, a więc knajpy, sklepy, warsztaty wulkanizacyjne i – to bardzo ważne, bo auto musi wyglądać – myjnie, stąd ich wysyp. Wielu spróbowało komisów samochodowych, przy czym najlepiej schodzą dobrze sprawdzające się na wertepach Mercedesy. W miastach mogą wypalić restauracje i kawiarnie, bo Albańczycy chętnie je odwiedzają i codziennie wypijają hektolitry espresso. I – jak na całym świecie – kto dysponuje dużymi sumami, inwestuje w nieruchomości. O ile założenie firmy jest stosunkowo proste i nie wymaga wielu formalności, to prowadzi się ją pewniej, mając ustosunkowanych krewnych i przyjaciół, którzy uchronią przed płaceniem wysokich łapówek, pomogą też ukryć rzeczywiste dochody przed fiskusem. W Albanii, gdzie przyjaźnie i więzi rodzinne pielęgnuje się starannie, zarówno korupcja jak i szara strefa mają się wyjątkowo dobrze.

Koło zamachowe gospodarki napędzają Albańczycy z zagranicy – ślą do ojczyzny rzekę funduszy, a to wystarcza, by nie myśleć o światowym kryzysie. W stolicy ceny metra kwadratowego znośnego ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Oto Albania

Ludność: 3,6 mln (95 proc. Albańczycy, 3 proc. Grecy, a także Wołosi, Romowie, Serbowie, Macedończycy, Bułgarzy)

Powierzchnia: 28,7 tys. km kw.

PKB per capita (prognoza) : 4,1 tys. dol.

Wzrost gospodarczy: 6 proc.

Wielkość armii: według planu 14 tys. żołnierzy do 2010 r.

Wydatki wojskowe: 2,01 proc. PKB

Długość linii kolejowych: 447 km

Liczba telefonów komórkowych: 2,3 mln

Źródło: MFW, The World Factbook, dane na 2008 r.