POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 16 (3107) z dnia 2017-04-19; s. 94

Passent

Daniel Passent

Czarna skrzynka w kropki bordo

WICEMINISTER: – Bardzo słusznie pan zrobił, panie premierze, że nie zaszczycił obecnością Muzeum II Wojny. To by była strata czasu. Jak człowiek coś kasuje, to lepiej, że jest obiektywny, nie ma stosunku osobistego, ręka mu nie zadrży. Poza tym, między nami, jak tylko przekroczę próg jakiegoś Luwru czy innego Prado – od razu bolą mnie nogi, mam chyba alergię na muzea. Jesteśmy dosłownie okrążeni przez Ermitaż, Pergamon, Pinakotekę, Luwr, British Museum. To dla nas śmiertelne zagrożenie.

WICEPREMIER: – Pan najlepiej wie, panie ministrze, jak cenny jest mój czas. Nie mogę go trwonić na oglądanie jakiegoś muzeum Tuska. Nie odwiedziłem jeszcze wszystkich pomników Jana Pawła. Na szczęście popiersie Prezydenta Tysiąclecia Antoni umieścił dwa kroki od ministerstwa, więc mam blisko.

– I blisko siedziby garnizonu, więc można go mieć na oku. I dwa okazałe pomniki też.

– Na oku? Kogo? Po co? Przecież pomnik nie odejdzie.

– Ale mogą go oszpecić, a nawet ukraść, sprzedać na złom i na wódkę. Czytał pan premier, co o nas piszą w „Gazecie”: „Bandycki skok na muzeum”, nazywają nas łajdakami. „Ministerstwo Kultury Garnizonowej” im się śni.

– Ja tego nie biorę do ręki. A tym bardziej do siebie.

– Pan premier sobie nie wyobraża, do czego jest zdolna ta czerwona lumpeninteligencja. Jak były urodziny poetki, to w ciągu dnia jej pomnik na Saskiej Kępie tonął w kwiatach, a po zmierzchu kwiaty zniknęły. A mówią, że to inteligencka dzielnica.

– Mam nadzieję, że choć tam mieszkam, to nie mnie pan podejrzewa. Ale w tym Gdańsku zrobiliśmy kawał dobrej roboty. No, nie sami, nie sami, nie możemy sobie przypisywać całej zasługi. Niech pan pamięta, co mówiła Szydło: pokora, służba i jeszcze raz pokora.

– Pomogli nam recenzenci – Niwiński, Semka, Żaryn. Polscy historycy.

– Geremek, Komorowski, Tusk, Michnik – też jakoby „historycy”.

– Ale nie polscy, panie premierze! Nasi historycy nie protestowali, Cenckiewicz, Żaryn…

– Tylko jeden prawdziwy historyk bronił muzeum – profesor Andrzej Nowak.

– To prawda, ale we wspólnym liście ze Snyderem – to się nie liczy, bo to nie jest polski historyk. My się w ich muzea nie mieszamy – niech oni zostawią nasze. Prawda, panie premierze?

– Warto o recenzentach pamiętać, bo przed nami kawał roboty.

– Ma pan premier na myśli teatry? Ja podziwiam pańską tolerancję i cierpliwość. Ja tam bym ten teatr, w którym robią laskę, pardon…

– Żadnych tam „pardon”. Gdziekolwiek człowiek spojrzy – sztuka zdemoralizowana, i to za publiczne pieniądze. A Muzea Narodowe – Warszawa, Kraków, Poznań – żeby to wszystko uporządkować, potrzeba Herkulesa. Choćby Boznańska.

– Ładna ulica, dobre restauracje.

– Boznańska, a nie Poznańska, bój się pan Boga, ministrze. Olga Boznańska. Malarka.

– Malarka? A co ona takiego zmalowała?

– No, właśnie o to chodzi, że niewiele: portrety, kwiaty, martwe natury. To nie jest sztuka krzepiąca, kwiatki to sobie można malować za własne pieniądze.

– Na takim malarstwie to my daleko nie zajedziemy. Sztuka powinna być narodowa, natura powinna być nasza, polska, a nie martwa…

– Narodowa, narodowa, a co drugi z nich studiował w Monachium. Chełmoński, Brandt…

– Ten kanclerz?

– Jaki kanclerz? Malarz!

– Brandt był malarzem?

– Panie ministrze, proszę się skupić. Józef Brandt był malarzem, a kanclerzem był Willy Brandt.

– To kanclerz nie był malarzem?

– Był, ale nie ten, tylko inny, ten z wąsikiem.

– Już nic nie rozumiem, Brandt był przywódcą „szkoły polskiej” w Monachium? Gottlieb, Grottger…

– Był przywódcą „szkoły polskiej”, ale potem większość z nich przeniosła się do Paryża i stali się „szkołą paryską”.

– To dlaczego w Monachium oni byli „szkołą polską”, a w Paryżu „szkołą paryską”?

– Bo kochali nasz kraj, panie ministrze, ko-cha-li. Rozumie pan? Brandt namalował „Wyjazd Jana III z Marysieńką z Wilanowa”. W ten sposób Brandt podkreślał, że jest Polakiem. I w dodatku kupił w Polsce majątek.

– Kanclerz miał majątek w Polsce? Cudzoziemiec mógł kupić ziemię w Polsce?!

– Nie kanclerz, tylko Brandt.

– To Brandt nie był kanclerzem?

– Był, ale nie ten.

– Miał daleko do szkoły. Majątek w Polsce, a szkoła w Paryżu.

– Tak jak Kisling, Kramsztyk, Mela Muter, Makowski, Gottlieb i inni malarze polscy.

– Polscy? Gottlieb malarzem polskim?

– Głupie pytanie. Oczywiście, że był Polakiem.

– A skąd to wiadomo?

– Stąd, że należał do Grupy Artystów Polskich w Paryżu i malował Wisłę.

– Co z niego za Polak, skoro miał Moses na imię? [pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]