Czwartek, 17 maja 2012
Przed siedemdziesięcioma laty, 12 maja 1935 r., zmarł Józef Piłsudski. Co sam sądził o sobie?
Około północy z 3 na 4 listopada 1931 r. kpt. Mieczysław Lepecki, znany pisarz i podróżnik, a wówczas adiutant marszałka Józefa Piłsudskiego, zatelefonował do dawnego współpracownika Marszałka Artura Śliwińskiego prosząc o rozmowę następnego dnia. Śliwiński się oczywiście zgodził. Okazało się, że tegoż dnia wczesnym popołudniem ma stawić się w mieszkaniu Marszałka w Generalnym Inspektoracie Sił Zbrojnych w Alejach Ujazdowskich.
Piłsudski poznał był młodszego o 10 lat Śliwińskiego w początkach XX w. jako działacza Polskiej Partii Socjalistycznej, redaktora wydawanego od listopada 1906 r. dwutygodnika „Trybuna”. Po rozłamie w PPS w 1908 r. Śliwiński znalazł się, podobnie jak Piłsudski, w PPS-Frakcji Rewolucyjnej. Był już wówczas po studiach w lipskiej Akademii Handlowej, po których podjął działalność publicystyczną. Zajmował się też popularyzacją historii Polski. Po wybuchu wojny w 1914 r. bardzo aktywnie włączył się w działalność niepodległościową. Stał się rezydentem Piłsudskiego w Warszawie. Był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników Komendanta I Brygady. Odpłacał lojalnością i wiernością. Wykonując instrukcje rozmawiał w sierpniu 1914 r. ze Zdzisławem Lubomirskim, działaczem Stronnictwa Polityki Realnej, i Romanem Dmowskim, przywódcą Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego, usiłując ich pozyskać dla idei Legionów, bez żadnych jednak rezultatów. Poinformował o tym Piłsudskiego, przedzierając się przez linię frontu, co było przedsięwzięciem świadczącym o dużej odwadze.
Nie był utalentowanym politykiem i w niepodległej Polsce tylko na chwilę pojawił się na scenie politycznej, gdy Piłsudski powierzył mu w 1922 r. zadanie sformowania rządu. Był najkrócej urzędującym premierem. Jego gabinet ukonstytuował się 28 czerwca, a już 7 lipca został przez Sejm obalony. Ten epizod zniechęcił Artura Śliwińskiego do polityki. W 1926 r. objął dyrekcję teatrów m.st. Warszawy.
Wezwanie przez Piłsudskiego jesienią 1931 r. było dlań zaskoczeniem. Po przewrocie majowym, jak napisał, „widywał się z Marszałkiem przelotnie i zaledwie kilka razy miał sposobność z Nim rozmawiać i to prawie zawsze w obecności osób trzecich”. Piłsudski parokrotnie proponował mu stanowisko ministra oświaty, lecz Śliwiński konsekwentnie odmawiał.
Udając się do gmachu GISZ przypuszczał, że ponownie będzie się musiał bronić przed niechcianym stanowiskiem. Okazało się, że cel wezwania był inny. Piłsudski zaproponował napisanie swej biografii, deklarując gotowość udzielenia szczegółowych relacji. „Nieraz ze zdumieniem czytam – mówił Piłsudski – co o mnie różni ludzie piszą. Są to najczęściej fałsze i brednie, czyniące ze mnie jakiegoś cudaka, z którym nie mam nic wspólnego. Taki Piłsudski, jakim go odtwarzają zarówno moi wielbiciele, jak moi przeciwnicy, nie istnieje i nigdy nie istniał. A ja chciałbym, aby coś z prawdy o mnie przeniknęło do potomności”.
Była to propozycja niezwykle atrakcyjna i Śliwiński odniósł się do niej z entuzjazmem, wyrażając jedynie obawy, czy podoła zadaniu. Piłsudski oświadczył, że nie będzie niczego ukrywać, upiększać ani przeinaczać, iż gotów jest „mówić o wszystkim, co może być potrzebne biografowi”. Postawił tylko jeden warunek: treść tych rozmów może być podana do wiadomości publicznej dopiero po jego śmierci.
Piłsudski miał poczucie, że śmierć się zbliża. „Muszę umrzeć i wiem, że umrę niedługo”, powiedział Śliwińskiemu. Kilka tygodni później (7 grudnia) miał ukończyć 64 rok życia, co w owym czasie było wiekiem podeszłym.
Przed rozmową ze Śliwińskim przeszedł w Rumunii, dokąd wyjechał w październiku na odpoczynek, zapalenie płuc. Przewieziono go salonką znad Morza Czarnego do Bukaresztu i umieszczono w polskim poselstwie. Decyzja ta, medycznie ryzykowna, spowodowana była względami bezpieczeństwa i chęcią zachowania tajemnicy. Ta dążność do sekretu wynikała być może z doświadczeń wcześniejszych. Otóż w nocy z 17 na 18 kwietnia 1928 r. Piłsudski miał lekki atak apoplektyczny, czyli jak powiedzielibyśmy dziś, wylew krwi do mózgu. Nastąpiło częściowe porażenie prawej części ciała, które się wkrótce cofnęło. Pozostał jednak lekki niedowład prawej ręki.
Piłsudski był wówczas premierem, więc nie można było choroby ukryć. 20 kwietnia ukazał się komunikat, że z powodu bólów ręki znajduje się na parodniowej kuracji w Szpitalu Ujazdowskim. Po pięciu dniach poinformowano, że po naświetlaniach bóle ustąpiły i chory wraca do domu. 27 kwietnia podjął urzędowanie, ale już 2 maja ogłoszono, że za poradą lekarzy do 6 maja nie będzie brał udziału w pracach rządu. 7 maja Piłsudski wrócił do pracy, lecz tydzień później zakomunikowano, że w czasie rekonwalescencji lekarze zalecili mu częściowy odpoczynek.
Komunikaty sprowadzające niedomagania Marszałka do bóló...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]