POLITYKA

Czwartek, 19 października 2017

Polityka - nr 38 (2470) z dnia 2004-09-18; s. 24-26

Kraj / Gazeta prawdziwych Polaków

Joanna Cieśla

Czyj jest Nasz Dziennik

O „Naszym Dzienniku” znowu stało się głośno, tym razem za sprawą rozpętanej przez niego kampanii sprzeciwu wobec pogrzebu Czesława Miłosza Na Skałce. Kto rządzi i kto pracuje w tej najbardziej tajemniczej polskiej gazecie?

Śmierć Czesława Miłosza spadła „Naszemu Dziennikowi” jak manna z nieba. Dzięki kampanii, która obrzuciła błotem zmarłego poetę, tytuł znów znalazł się w centrum uwagi. Do publikowanych niemal co numer antysemickich, antyniemieckich lub antyukraińskich tekstów, obwiniających „obcych” o wszelkie narodowe nieszczęścia, czytelnicy i krytycy dziennika zdążyli się już przyzwyczaić. Gazeta niby egzystuje na peryferiach polskich mediów, ale jest to wrażenie pozorne. Ma swoich wiernych odbiorców, a wspomaga ją szeptana opinia, która przekazuje treści z dziennika tym, którzy nie czytali. Dziennik jest punktem odniesienia, busolą dla „prawdziwych Polaków”. – Bez względu na przyczyny, redagowanie takiego kłamstwa przy sile rażenia, jaką ma „Nasz Dziennik”, to terror moralny i intelektualny – uważa Tomasz Rakowski, były redaktor naczelny gazety, dziś doktor filozofii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. – Przez pięć lat unikałem opowiadania o „Naszym Dzienniku”. Ale po tym, co zrobili z Miłoszem, zmieniłem zdanie.

Chopin w deszczu

Siła rażenia „Naszego Dziennika” jest trudna do dokładnego oszacowania. – Żaden medioznawca nie podejmie się tego, bo ważnym sposobem dystrybucji tej gazety jest przekazywanie numerów między czytelnikami – tłumaczy prof. Maciej Mrozowski z Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Według Ośrodka Badań Prasoznawczych Uniwersytetu Jagiellońskiego deklarowany nakład dziennika wynosi ok. 150 tys. egzemplarzy. Sprzedaż ma oscylować wokół 100 tys.

Wzmianki o tym, że ojciec Tadeusz Rydzyk, znany z prowadzenia Radia Maryja, planuje otwarcie katolickiego dziennika, pojawiły się w 1997 r. Rok później pierwszy numer „Naszego Dziennika” trafił do kiosków. I od razu wywołał skojarzenia z „Małym Dziennikiem”, wydawanym przed wojną przez św. Maksymiliana Kolbe, prostym w formie pismem dla katolików, kolportowanym w kościołach, które na tamte czasy odniosło ogromny sukces – w wydaniach niedzielnych miało 275 tys. nakładu. – Jeśli szukać pierwowzoru „Naszego Dziennika”, to tylko w nim – uważa prof. Rafał Habielski, prasoznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. Był antylewicowy i antysemicki, ostrzegał przed masonerią i obcymi wpływami. Dokonywał klarownego podziału świata na dobrych i złych Polaków. Podobnie „Nasz Dziennik”, który każdego dnia dokonuje bieżącego rejestru ludzi i czynów dla narodu korzystnych oraz tych wrogich. Cechą najważniejszą takiego rozróżnienia jest całkowity brak półcieni, stanów pośrednich, racji podzielonych. W tak ostrym podziale świata „Nowy Dziennik” nie ma sobie równych, ściga się sam ze sobą.

Gazeta, jak rozgłośnia Radio Maryja i telewizja Trwam, jest częścią medialnego imperium, zjednoczonego wokół księdza redemptorysty Tadeusza Rydzyka. Głosi katolicko-narodowe posłanie. Formalnie ojciec Rydzyk nie ma związków z gazetą. „Gorąca linia” telefoniczna między nim a redakcją, regularne spotkania, symetria sympatii dla polityków na falach Radia Maryja i łamach „Naszego Dziennika” nie pozostawiają jednak wątpliwości.

Dziennik od początku wydawała spółka Spes, zarejestrowana w Rembertowie, pod adresem klasztoru sióstr loretanek. Tu zresztą, z dala od centrów informacji, znajduje się redakcja gazety. Miejsce „odosobnienia” wybrane było z premedytacją, by dziennikarze mogli się odizolować od chaosu świata.

Skąd Spes miał pieniądze na taką inwestycję, pozostaje tajemnicą. Jedynym udziałowcem spółki jest Ewa Sołowiej, przez długie lata szara eminencja, a obecnie redaktor naczelna „Naszego Dziennika”. Na czele zarządu stoi Marcin Nowina-Konopka – syn posłanki Haliny Nowiny-Konopczyny. Do niedawna we władzach zasiadał jeszcze Piotr Wojcieszek – z rodziny radomskich przedsiębiorców, współwłaścicieli m.in. Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego, którego flagową publikacją jest słynna „Encyklopedia Białych Plam”. Jak głosi reklama, zawiera hasła „dotyczące spraw nieznanych, przemilczanych, świadomie lub przypadkowo zafałszowanych”.

Członkowie redakcji jeździli jednak na rozmowy do Torunia, zanim o późniejszych wydawcach zaczęła być mowa. Tak było w przypadku pierwszego szefa pisma Artura Zawiszy, dziś posła PiS, który stworzenie katolickiego, konserwatywnego dziennika uznał za tak ważne wyzwanie, że zrezygnował ze startu w wyborach w 1997 r. – Gdy praca na dobre ruszyła, okazało się jednak, że polityka pisma ma być absencyjno-konfrontacyjna – „nie być i mieć za złe”, a ja uważam, że aby iść z misją w świat, trzeba w tym świecie uczestniczyć.

Doświadczenia kolegi nie zniechęciły Artura Górskiego, szefa Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, który przejął stanowisko po odejściu Zawiszy, wierząc, że z gazety zrobi forum szerokiej prawicy. – Tymczasem mój wpływ na linię pisma był niewielki. Za to gdy odchodziły kolejne osoby, z czasem zacząłem wykonywać zadania nie tylko redaktora naczelnego, ale także swojego zastępcy, szefa działu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Z punktu widzenia „Naszego Dziennika”

• Przez pryzmat łam tego periodyka („Gazeta Wyborcza” – red.) rzeczywistość jawi się całkiem koszernie, ale czy można dziwić się, jeśli chyba najwierniejszym, choć nieformalnym ambasadorem Izraela jest redaktor naczelny Adam Michnik.
Andrzej Lewandowicz, „Rasizm w Wyborczej” 20 VIII br.

• (...) rozpowszechnia się twierdzenie, że katolicy, zwłaszcza duchowni głoszący etykę ewangeliczną, są całkowitymi kłamcami, bo skrycie uprawiają pedofilię, homoseksualizm, wielką rozpustę i wszelkie zwyrodnienia. (...) Wymownym tego przykładem jest masowe rozpowszechnianie przez „Gazetę Wyborczą” 1 czerwca br. książki Żyda włoskiego Umberto Eco pt. „Imię Róży”, gdzie jest fabuła z tezą, że zakony katolickie były siedliskami zwyrodnień seksualnych i zbrodni.
Ks. prof. Czesław S. Bartnik, „Polsko, czy już nie masz gospodarza?”

• Kim był Jacek Kuroń (...) przede wszystkim był reprezentantem, wręcz symbolem, skrajnie lewicowego, trockistowskiego, postpezetpeerowskiego środowiska. Swoje poglądy manifestował zawsze i wszędzie, nawet swoim strojem, nigdy nie zdejmując (nawet gdy był ministrem) lewackiego munduru (dżinsowe spodnie, taka koszula i kurtka).
Stanisław Krajski, „Wielbiciel rewolucji” 30 VI br.

• Poetę żegnało wiele narodów m.in. Polacy, Litwini, Rusini, Żydzi. Tych ostatnich zresztą było najwięcej.
Jan Kowalski, 31 VIII br.