POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 23 (3113) z dnia 2017-06-07; s. 22-23

Kultura / Ogląd i pogląd / Polemika

Jakub Bierzyński

Da się ukarać PiS

Czy PiS po utracie władzy powinien być rozliczony takimi metodami, jakie sam teraz wprowadza? To stary dylemat: jak demokracja ma sobie radzić ze swoimi wrogami.

Ewa Siedlecka w tekście „Prawo i sprawiedliwość dla PiS” (POLITYKA 20) stawia pytania o odpowiedzialność prawną ekipy „dobrej zmiany” za dzisiejsze działania i decyzje. Z jednej strony zwraca uwagę na fakt, iż uchylenie przepisu przez sąd konstytucyjny i uznanie go za sprzeczny z ustawą najwyższą nie jest podstawą do karania ustawodawcy. To prawda. Z drugiej pisze o tym, że w każdej kontrowersyjnej sprawie wypowiadają się grona ekspertów, prawników, przychylne obecnie panującej ekipie, którzy twierdzą, że wszystko odbyło się lege artis. Ponadto jednym z argumentów na rzecz tezy, iż trudno będzie postawić rządzących przed sądem, czy to powszechnym, czy Trybunałem Stanu, jest fakt, iż w żadnym z przypadków, pomimo doniesień, prokuratura nie wszczęła dochodzenia.

Siedlecka wysnuwa zatem wniosek, iż najbardziej prawdopodobną drogą rozliczenia obecnej ekipy władzy będą pozwy z oskarżenia prywatnego. Na przykład sędzia Justyna Koska-Janusz, która pod jawnie fałszywym pretekstem nieudolności została odwołana z delegacji do sądu wyższej instancji, może wygrać wytoczony przez siebie pozew o ochronę dóbr osobistych, a w przypadku jego pozytywnego rozpatrzenia przez sąd skutecznie oskarżyć ministra o nadużycia władzy. Osoby, których zdjęcia zostały bezprawnie opublikowane po wydarzeniach grudniowych sprzed Sejmu, mogą dochodzić odszkodowania itd. Ze swej strony dodałbym do listy kwestie złamania prawa wraz z oszustwem wobec Najwyższej Izby Obrachunkowej przy przetargu na samoloty dla VIP. Takich spraw z pewnością jest znacznie więcej, a widząc rosnące poczucie bezkarności tej władzy, ich liczba będzie dynamicznie do końca jej kadencji narastać.

Nie w tym jednak tkwi fundamentalny problem następców dzisiaj rządzących. Wytoczenie spraw cywilnych lub karnych w opisanych powyżej przypadkach jest „oczywistą oczywistością”. Mało tego, niezależnie od przewidywanej skuteczności takich działań należy spodziewać się postawienia Beaty Szydło i Andrzeja Dudy przed Trybunałem Stanu tak szybko, jak tylko przestaną pełnić swoje funkcje. Spodziewam się postępowań karnych o nawoływanie do popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego oraz licznych spraw w sprawie korupcji, zaniedbań, nieprawidłowości i działania na szkodę państwa, urzędów lub firm zatrudniających setki i tysiące urzędników z zasobów kadrowych PiS. Takich postępowań zapewne będą setki, począwszy od wspomnianej sprawy przetargu na samoloty, a skończywszy na dystrybucji budżetów marketingowych spółek Skarbu Państwa zgodnie z politycznym zamówieniem nowej władzy.

Nie ma spraw bezspornych. Gdyby takie były, nie potrzebowalibyśmy sądów. To, że znajdą się prawnicy gotowi bronić urzędników i ministrów obecnej nomenklatury, nie ulega wątpliwości. Będą nimi choćby ich obecni obrońcy. Na ich zamówienie powstaną liczne opracowania i ekspertyzy. To normalna procedura sądowa. To, że sprawy te wywołają spór, nie znaczy, że należy zrezygnować z dochodzenia sprawiedliwości. Mało tego, jestem przekonany, że kolejna ekipa zrobi to z nieporównanie większą skutecznością niż osławione postawienie Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu. Dlaczego? Dlatego że będzie to politycznie opłacalne, niezależnie od tego, czy w sprawach tych zapadną prawomocne wyroki czy nie.

Jak to może przebiegać? Audyt rządu PiS poprzedzi – jak sądzę – powołanie specjalnej komisji parlamentarnej do wyjaśnienia afer i nieprawidłowości rządów Prawa i Sprawiedliwości. Sama nazwa już jest warta paru punktów w sondażach. W dodatku komisja ta będzie miała pełne ręce roboty, a przesłuchania mogą być niezwykle emocjonujące.

Wezwania na przesłuchanie Macierewicza, Szydło, Ziobry lub Błaszczaka to paliwo polityczne, na którym kolejna ekipa może jechać bardzo długo. A wszystko to pod hasłem diagnozy koniecznej do naprawy Rzeczpospolitej. Jeśli rządy PiS to swoisty crash test polskiej demokracji – trzeba przecież dokładnie zbadać wszystkie wgniecenia, zadrapania, urazy i szkody. Postępowanie długie i niebywale bolesne. Koszty polityczne grillowania politycznych przeciwników – żadne.

A to dopiero wstęp. W kolejnym akcie na scenę wychodzi – oczywiście – prokuratura. Stawia zarzuty, prowadzi przesłuchania, zgodnie z prawem lex Ziobro prokurator szeroko informuje media o przebiegu śledztwa. Nowy minister sprawiedliwości pełniący funkcje prokuratora generalnego ma owe śledztwa pod osobistym, ścisłym nadzorem. Zgodnie z uchwalonym przez większość z PiS prawem wydaje prokuratorom polecenia, zmienia ich decyzje w przypadku, gdyby okazały się niezgodne z jego oczekiwaniami. Służby pracują pełną parą. Materiały z legalnych i nielegalnych podsłuchów znajdują się w materiale dowodowym. A te łatwo zdobyć. Więc idźmy dalej.

Przestraszeni funkcjonariusze poprzedniej ekipy gorączkowo informują się nawzajem, próbują konsultować, wymieniać informacje. Sejm ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Jakub Bierzyński – socjolog, przedsiębiorca, publicysta. Prezes domu mediowego OMD, a także jeden z założycieli SMG/KRC Poland (dziś Millward Brown), największej w Polsce agencji badań rynkowych.