POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 21-22

Nowy cykl Polityki

Adam Szostkiewicz

Demokracja do remontu

Skleić Polskę po rządach PiS będzie tak trudno, jak zastawę stołową rozbitą podczas kłótni w rodzinie. Może być potrzebna nowa umowa społeczna, nowy okrągły stół.

Polska po PiS? Czy nie za wcześnie na taki temat? Nie za wcześnie. W końcu minionego roku Witold Gadomski przestrzegł w „Gazecie Wyborczej”, że obie strony obecnego konfliktu w Polsce powinny się starać, aby „jego intensywność była utrzymana w racjonalnych granicach”. Ostrzegł także, by opozycja nie ulegała duchowi „rewanżyzmu” (prezydent i premier przed Trybunał Stanu!), bo to tylko integruje pisowski obóz władzy. Z apelem publicysty można się zgadzać lub nie, ale w jednym Gadomski ma rację: „prawdziwym problemem, z którym będziemy się musieli zmierzyć, gdy PiS odda władzę, będzie naprawa tego, co zostało i jeszcze zostanie zepsute”.

Prędzej czy później przed opozycją stanie pytanie, jak pozamiatać po „kulturalnej kontrrewolucji”. Upadek władzy pisowskiej będzie dla opozycji i jej zwolenników momentem prawdy, czy dadzą radę pokierować państwem. Oponenci dzisiejszej władzy muszą się też liczyć z wariantem „opozycji totalnej” (i to na serio, a nie w wersji Schetyny), do której tym razem może przejść PiS. To się w polityce zdarza. W Hiszpanii socjaliści zapowiedzieli, że „ukrzyżują żywcem” mniejszościowego premiera Rajoya, konserwatystę. Skończyło się na tym, że w zamian za polityczne ustępstwa przeszli na tryb „konstruktywnej” opozycji. U nas jednak nie zanosi się na Madryt w Warszawie. Ani dziś, ani w dniu klęski PiS. Dlatego szuflady opozycji muszą być pełne nie tylko planów na czas po wygranej, ale także raportów dokumentujących z kronikarską precyzją skutki decyzji podejmowanych przez pisowskie kierownictwo państwa.

Władza popisowska będzie działać na gruzach konstytucyjnej demokracji liberalnej i społeczeństwa otwartego. Celem posła Kaczyńskiego jest zastąpienie naszego ustroju państwowo-politycznego ukształtowanego w latach 1989–2015 państwem i społeczeństwem poddanym kontroli PiS. W rozmowie z dziennikarzami Agencji Reutera Kaczyński potwierdza swój wizerunek polityka populistycznego, zwolennika demokracji nieliberalnej, przeciwnika integracji europejskiej. Powtarza swoje tezy, że w Polsce demokracji i praworządności nic nie zagraża, chyba że łamiąca prawo opozycja i łupieżcze elity odsunięte od władzy w 2015 r. My w Polsce znamy tę orwellowską narrację Kaczyńskiego od dawna. W Europie odczytuje się ją jako sygnał braku zainteresowania integracją europejską. A skoro Unia nie dostaje wsparcia Polski w trudnych problemach, to i Polska pod rządami PiS nie będzie mogła liczyć na Unię. To się może zmienić, jak wszystko w polityce, ale jeśli kryzys zaufania między unijną Brukselą a pisowską Warszawą będzie się pogłębiał, to po PiS nowa ekipa dopisze do długiej listy zadań postawienie na nogi naszych relacji z UE.

Kaczyńskiemu chodzi o państwo scentralizowane, głęboko ingerujące w gospodarkę, edukację, kulturę, społeczeństwo. Ideologia ma w nim prymat nad ekonomią. Warto według niego zapłacić za realizację prawicowej wizji kraju wyhamowaniem wzrostu gospodarczego. Warto realizować we współpracy z Kościołem unowocześniony wariant katolickiego państwa narodu polskiego. W zamian za moralną legitymizację i polityczne wsparcie pisowskiej władzy opłaca się tolerować zrastanie się pisowskiego państwa z propisowskim Kościołem. Długofalowe skutki tych koncepcji spadną na następców PiS. Jednym z nich będzie dalsza erozja autorytetu Kościoła rzymskokatolickiego. Gdyby to było potrzebne, Kościół po rządach PiS nie będzie w stanie pełnić roli ponadpartyjnego arbitra. To było możliwe przy Okrągłym Stole w 1989 r., dziś już nie.

Tym sposobem może się dokonać pisowska rewolucja, radykalne zerwanie z konstytucyjnym modelem demokratycznego państwa prawnego. PiS do zwieńczenia dzieła będzie potrzebował konstytucji „kwietniowej”, która zastąpi konstytucję „marcową” III RP. Skodyfikuje ona i przypieczętuje „prymat narodu” nad prawem i rządu nad parlamentem, kult jednostki (być może powierzając dożywotnio prezydenturę państwa prezesowi PiS), likwidację trójpodziału władz i ograniczenie praw obywatelskich. Dziś jesteśmy we wczesnym stadium tego procesu. PiS ma wciąż wysokie poparcie sondażowe. Dlatego pisowska większość uprawia bez zahamowania politykę postprawdy.

Wbrew faktom poseł Kaczyński nazywa słuszny sejmowy protest opozycji próbą puczu. Jeśli „kanapkowi puczyści” staną przed sądem, to plan polityczny PiS zacznie się domykać. Po likwidacji niezależnej kontroli konstytucyjnej nad prawem przyjdzie pora na opozycję parlamentarną. Zostanie „uporządkowana” pod nadzorem nowego lidera (chyba wyznaczonego przez Kaczyńskiego: Kukiz? Narodowiec Robert Winnicki?) i wmontowana w system pisowskiej władzy. Model ten znamy z PRL: PZPR tolerowała w fasadowym Sejmie bratnie stronnictwa, ludowe i demokratyczne, wspólnie z nią budujące „socjalistyczną demokrację”.

Parlamentaryzmowi sterowanemu przez PiS pomoże „dobra zmiana” prawa wyborczego. Założenia zmian przygotował propisowski Ruch Kontroli Wyborów przy założeniu, że przeciwnicy PiS będą starali się fałszować wynik następnych wyborów. Obecne organa wyborcze zostaną zlikwidowane, bo są tworami „w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]