POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 36 (2721) z dnia 2009-09-05; s. 6

Flesz. Ludzie i wydarzenia / Kraj

Adam Krzemiński

Dnia pierwszego września

Nie ulega wątpliwości, że zarówno w interesie Rosjan jak i Polaków leży pojednanie obu narodów, nawet jeśli inaczej patrzą na wiele wydarzeń i procesów historycznych. I wielkie uznanie należy się zarówno polskiemu premierowi, że zaprosił Władimira Putina na gdańskie obchody 70 rocznicy hitlerowskiej napaści na Polskę, jak i premierowi Rosji, że je przyjął. Jego obecność 1 września na Westerplatte ma wyjątkowe znaczenie nie tylko dla Polaków i Rosjan. Jest to ważny krok ze strony oficjalnej Rosji ku wspólnej, europejskiej kulturze pamięci, w której empatia do sąsiada ma nie mniejszą wagę niż przywiązanie do własnej historii.

Przed przyjazdem do Polski Putin w liście do Polaków wyłożył swoje motywy i nawiązał do gwałtownych polsko-rosyjskich polemik prasowych wokół paktu Ribbentrop-Mołotow oraz, odrzucanej przez oficjalną Rosję, współodpowiedzialności Stalina za hitlerowski najazd na Polskę. Tę wypowiedź należy potraktować poważnie. A zwłaszcza dwa jej wątki.

Prawdą jest, że nie od tajnego protokołu, podpisanego 23 sierpnia przez Mołotowa i Ribbentropa i dzielącego Europę Środkowo-Wschodnią na dwie strefy wpływów, zaczęła się rewizja granic ustalonych w Wersalu. Przedtem była remilitaryzacja Nadrenii, anszlus Austrii, hitlerowska aneksja Kłajpedy, a przede wszystkim Monachium, gdzie demokracje zachodnie zgodziły się na rozbicie Czechosłowacji (a Polska zajęła Zaolzie). Prawdą jest jednak również, że Stalin jeszcze przed wybuchem wojny złamał nie tylko kończący wojnę polsko-bolszewicką traktat ryski z 1921 r., ale także i polsko-radziecką deklarację o nieagresji z 1932 r.

Dobrze też, że premier Rosji przypomina nam, iż jeszcze radziecki parlament potępił pakt Ribbentrop-Mołotow. Szkoda jednak, że sam Putin jakby wahał się w jego ocenie; z jednej strony pakt „bez żadnych wątpliwości można z pełnym uzasadnieniem potępić”, z drugiej jednak Stalin jakoby nie mógł odrzucić „podpisania paktu o nieagresji” z hitlerowską Rzeszą. Przecież rezygnacja z agresji nie musiała się wiązać z dzieleniem między siebie kraju trzeciego! Niemniej z polskiej strony należy dostrzec wyraźną zmianę tonu w interpretacji września 1939 r., uznanie faktu, że Polska nie była współwinna wybuchu II wojny światowej – jak głosiły niektóre rosyjskie enuncjacje – lecz jako pierwsza stawiła opór III Rzeszy. Można też formalnie zgodzić się, że Polska i ZSRR były po 1941 r. w tym samym obozie, ale przecież nie w 1939 r. Różnimy się interpretacją wielu zdarzeń historycznych, ale wsłuchując się w słowa Putina nietrudno zauważyć, że Rosja nie chce tych różnic pogłębiać. To dobrze.

Sprawa druga – pojednanie. Władimir Putin przywołuje doświadczenie pojednania niemiecko-francuskiego, a jako wzorzec pojednania między Polakami i Rosjanami przedstawia nam niedawne pojednanie niemiecko-rosyjskie. Szkoda, że pomija przykład o wiele bardziej przydatny: mianowicie trudne pojednanie polsko-niemieckie, które w ciągu minionego półwiecza stworzyło nie tylko własny język, ale instytucjonalne „klapy bezpieczeństwa”, pozwalające w dużej mierze łagodzić konflikty i nieporozumienia. Taką rolę instancji moralnej, niezależnej od zmian politycznych nastrojów, odgrywają na przykład Kościoły, zarówno katolicki jak i protestanckie.

Najlepszym dowodem jest wspólny apel polskich i niemieckich biskupów nawołujących, by tegoroczne obchody pamięci Września służyły kulturze pojednania, a nie rozdrapywaniu ran i pobudzaniu resentymentów.

Obawy hierarchów nie są bezpodstawne. Zarówno w Niemczech, jak i w Polsce nie brak polityków – jak w 2002 r. w Bawarii Edmund Stoiber, a u nas w 2005 r. bracia Kaczyńscy – którzy w kampaniach wyborczych cynicznie wykorzystują antypolskie lub antyniemieckie urazy.

Dialog i współpraca polskich i niemieckich katolików mają od pół wieku kluczowe znaczenie dla duchowej kondycji Europy. A list polskich biskupów do biskupów niemieckich z jesieni 1965 r. z przełomowym zdaniem „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” jest jednym z najistotniejszych europejskich dokumentów drugiej połowy XX w. Bez tamtej wymiany listów pewnie nie byłoby uklęknięcia Willy’ego Brandta w Warszawie w 1970 r. i mszy pojednania w Krzyżowej w 1989 r., a nasza droga do UE byłaby o wiele bardziej kamienista.

Obecne oświadczenie obu episkopatów powinni sobie wziąć do serca nie tylko politycy, ale również ci duchowni, którzy podsycają urazy do sąsiadów, i te media – jak Radio Maryja, które od lat żerują na narodowych resentymentach. Ten apel jest skierowany przede wszystkim do Niemców i Polaków, ale ma znaczenie uniwersalne.

Być może doczekamy się w dającej się przewidzieć przyszłości, że z podobnym apelem wystąpią również biskupi polscy i patriarchowie rosyjskiej cerkwi ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]