POLITYKA

Sobota, 25 października 2014

Polityka - nr 1 (1) z dnia 2011-01-18; Niezbędnik Inteligenta Plus [04]. Co się dzieje w kulturze; s. 37-41

Teatr

Aneta Kyzioł

Do czytania w antrakcie

Dlaczego aktorzy już nie mówią wierszem i rzadko przebierają się w historyczne kostiumy? Dlaczego scenografia jest brzydka, a spektakle niedokończone? I skąd w teatrze te wszystkie kamery, telebimy i mikroporty?

Teatr Kulturalnego Miasta – tak nazwał powstały jeszcze w XIX w. model teatru historyk Dariusz Kosiński. TKM był przedłużeniem arystokratycznego salonu w wersji dla mas. Odbywać się tam miała rozmowa na poziomie, świat przedstawiony na scenie miał być piękniejszy niż w życiu: elegancki i wysublimowany, bohaterowie sztuk – wzorami dla widzów i obiektem pożądania. Bywanie w teatrze, podobnie jak bywanie na salonach, należało do obowiązków towarzyskich człowieka, który pragnął się uważać za kulturalnego.

XX w. podbił stawkę, do teatru jako salonu arystokratycznego (choćby zasiadali w nim jedynie arystokraci ducha) dorzucając wizję teatru jako świątyni. Szczególnie w PRL ta figura zrobiła karierę: teatr stał się świątynią polskości, miejscem patriotycznych uniesień (obok kościoła), sanktuarium narodowej wspólnoty. Rok 1989 zmienił wszystko. Wraz z odzyskaniem wolności znikł wspólny, jednoczący scenę i widownię wróg, msze za ojczyznę przestały mieć rację bytu, znikła potrzeba mówienia aluzjami, skoro w sferze publicznej można było mówić otwarcie.

Teatr przestał więc być świątynią, a nowe pokolenie reżyserów, debiutujące w końcówce lat 90., skutecznie zadbało o to, by przestał być również salonem. Ówcześni trzydziestokilkulatkowie – m.in. Krzysztof Warlikowski, Grzegorz Jarzyna, Anna Augustynowicz i Piotr Cieplak – nazwani przez krytyka Piotra Gruszczyńskiego ojcobójcami, sprowadzili polski teatr z koturnów, wpuścili na sceny prawdziwe życie, ulicę z jej językiem i problemami.

Miejsce zniewolonego narodu zajęła jednostka, próbująca odnaleźć się w nowym świecie kapitalizmu, konsumpcji i popkultury. Młodzi reżyserzy chcieli przyciągnąć do teatru swoje pokolenie, robiące kariery w wolnych zawodach i w biznesie, a z rozrywek wolące wielokanałową telewizję i nocne kluby. Piotr Cieplak jako dyrektor Teatru Rozmaitości ogłosił swoją scenę „teatrem dla martensów” i obiecywał „najszybszy teatr w mieście”. Jego kontynuator Grzegorz Jarzyna zmienił nazwę Rozmaitości na bardziej cool: TR Warszawa, i wkrótce scena przy ul. Marszałkowskiej stała się miejscem równie modnym co kluby nocne i kawiarnie. A na widowni zasiadły młode wilki, pierwsze pokolenie beneficjentów transformacji. Wkrótce TR Warszawa stał się wzorem dla innych polskich teatrów.

W ciągu kilku lat polskie życie teatralne zmieniło się diametralnie. Rząd dusz objęła młoda generacja reżyserów – najstarsi są po czterdziestce, najmłodsi nie mają jeszcze trzydziestki. Tworzą głośne spektakle, zdobywają nagrody, reżyserują za granicą. Ruchowi patronuje Krystian Lupa – najmłodszy duchem, choć już ponadsześćdziesięcioletni reżyser, uhonorowany prestiżową Europejską Nagrodą Teatralną, teatralnym odpowiednikiem Oscara. Jak każda zmiana, również ta spotkała się zarówno z poparciem, jak i z krytyką i oporem. Część widzów nie odnalazła się w nowej konwencji. Lobby Teatru Kulturalnego Miasta jest wciąż silne.

Te dwie ścierające się grupy nadają dynamikę polskiemu życiu teatralnemu już drugą dekadę i nic nie wskazuje na to, że miałoby się to zmienić.

Zaangażowanie

Lewicowy, nonkonformistyczny i progresywny – jak muzyka rockowa, wytykający społeczeństwu wstydliwie skrywane motywacje, czyny, o których wolałoby zapomnieć, nakłuwający bolące miejsca, wyświetlający traumy – tak swoją misję widzi polski teatr na progu XXI w. To w dużej mierze spadek lat 90. XX w. – czasu, w którym pierwsze pokolenie reformatorów było zapatrzone w teatr niemiecki, zwłaszcza w sceny berlińskie, chłoszczące swoich rodaków za konsumpcjonizm, hipokryzję i mieszczański system wartości. Dziś, gdy w Niemczech fala krytyki opadła, krytyk Łukasz Drewniak nieco ironicznie pisze, że prawdziwy niemiecki teatr można znaleźć już tylko w Polsce.

Kiedy kraj zachłystywał się nowo odzyskaną wolnością i nadrabiał zaległości w konsumpcji, Grzegorz Jarzyna, wykorzystując klasykę – od Witkacego po Fredrę – realizował spektakle o ciemnej stronie konsumpcjonizmu. Ich bohaterami byli młodzi, piękni, bogaci, zagłuszający wewnętrzną pustkę pracą, imprezami w nocnych klubach, narkotykami i seksem. Generacja „szybko i donikąd”. W tym czasie Krzysztof Warlikowski, z pomocą dzieł Szekspira i autorów antycznych, walczył z polskim patriarchalizmem i katolicyzmem wspólnie zwalczającymi każde odstępstwo od heteroseksualnej normy i wszelką emancypację. Jego „Hamlet” wywołał skandal, bo był opowieścią o młodym homoseksualiście zagubionym w świecie swoich wewnętrznych demonów. Szokowała pokazywana bez żadnych łagodzących siłę wyrazu zasłon męska nagość. Spektakl wywołał wielką debatę: prywatne już oficjalnie i także w Polsce stało się polityczne.

Bohaterami kolejnych spektakli byli transwestyci i transseksualiści, geje i lesbijki. Warlikowski stał się teatralnym psychologiem nie tylko uczącym swoich widzów tolerancji, ale przede wszystkim oswajającym ich z Innym tkwiącym także w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Teatralne przełomy

(10 spektakli, które zmieniły polską scenę w ostatnim 20-leciu, wybór autorski, kolejność chronologiczna)

„Ślub” Witolda Gombrowicza, reż. Jerzy Jarocki, Stary Teatr w Krakowie, 1991 r. Uniwersalna opowieść o człowieku, a jednocześnie aktualna, pozbawiona złudzeń analiza polskiego społeczeństwa, które po latach życia w wyjaławiającym z człowieczeństwa systemie komunistycznym próbuje odnaleźć się w warunkach wolności.

„Historyja o Chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim” Mikołaja z Wilkowiecka, reż. Piotr Cieplak, Wrocławski Teatr Współczesny, 1993 r. i Teatr Dramatyczny w Warszawie, 1994 r. Duchowość w nowoczesnej formie – dla „pokolenia martensów”. Lekko, zabawnie, popkulturowo, a jednocześnie z zachowaniem ducha oryginału. Przez całe lata spektakl kultowy.

„Bzik tropikalny” Stanisława Ignacego Witkiewicza, reż. Grzegorz Jarzyna, TR Warszawa, 1997 r. Piękni, bogaci, ekscentryczni i smutni – portret młodych wilków, pierwszego pokolenia beneficjentów transformacji. Spektakl założycielski TR Warszawa (wtedy jeszcze pod nazwą Teatru Rozmaitości) – najciekawszej i najmodniejszej sceny przełomu wieków, lustra, w którym do dziś przegląda się wielkomiejska inteligencja.

„Hamlet” Williama Szekspira, reż. Krzysztof Warlikowski, TR Warszawa, 1999 r. Pierwszy polski Hamlet walczący o wolność dla siebie, nie dla zniewolonej ojczyzny. Bez wielkiej polityki i zmagań o imponderabilia, za to z seksualnością, nagością, instynktami i pragnieniami. Przedmiot wielkiej debaty środowiskowej.

„Shopping and Fucking” Marka Ravenhilla, reż. Paweł Łysak, Towarzystwo Teatralne Warszawa, 1999 r. Wejście brutalistów na polskie sceny. Życie codzienne narkomanów i homoseksualistów, z detalami w postaci m.in. wymiotowania. Spektakl słaby, ale siła rażenia wielka. Z cyklu tych, które niewielu widziało, ale każdy miał na jego temat własne zdanie.

„Ausloschung. Wymazywanie” Thomasa Bernhardta, reż. Krystian Lupa, Teatr Dramatyczny w Warszawie, 2001 r. Wstrząsająca (a momentami niezwykle śmieszna) spowiedź Austriaka i Europejczyka z grzechu antysemityzmu, genialnie wyreżyserowana przez Polaka. Zakończona aktem ekspiacji.

„Ifigenia nowa tragedia (według wersji Racine’a)” Pawła Demirskiego, reż. Michał Zadara, Stary Teatr w Krakowie, 2008 r. O współczesnych wojnach, pragnieniu sławy i sile mediów. Spektakl, w którym słowa aktorów w całości zagłusza wiatr, a ich kwestie są wyświetlane na prompterach.

„Factory 2”, autorski spektakl Krystiana Lupy, Stary Teatr w Krakowie, 2008 r. Poruszający spektakl o uzależnieniu współczesnego człowieka od pokazywania się i podglądania, jednocześnie wnikliwa autoanaliza teatru. Nowatorskie użycie wideo, aktorskiej improwizacji i dowód, że kopia (spektakl jest próbą odtworzenia działalności Factory Andy’ego Warhola z lat 70.) może być ciekawsza od oryginału.

„Sprawa Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej, reż. Jan Klata, Teatr Polski we Wrocławiu, 2008 r. Pierwsza w historii polskiego teatru farsa o rewolucji. Politycy jako wyrośnięci chłopcy nieporadnie próbujący wcielić się w rolę mężów stanu. Hymn rewolucji grany na piłach spalinowych, demokracja jako uwodzenie tłumów dyskotekowym tańcem. Prawda o współczesnej polityce, która śmieszy i boli.

„Niech żyje wojna!!!” Pawła Demirskiego, reż. Monika Strzępka, Teatr im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu, 2009 r. Propagandowy peerelowski serial „Czterej pancerni i pies”, a dzisiejsze propagandowe kino historyczne o bohaterskich akowcach. Dyskurs inteligencki a świat wartości chłopstwa. Punkt widzenia kobiet a męska perspektywa. Trzeźwe spojrzenie na tzw. prawdę historyczną, która nie jest ani jedna, ani święta.